Archiwum dla 12 kwietnia 2014

Nie płacz, Bałtyku mój

Na melodię „Rozszumiały się wierzby płaczące…”. Ten piękny, wojenny utwór posłużył mi za udoskonalenie starej kibicowskiej piosenki śpiewanej ponad 20 lat temu, między innymi na Bałtyku. Dodałem trochę słów, dostosowałem do dzisiejszych czasów… i jedziemy. Oto oryginał, posłuchajcie…

A teraz wypijcie szklankę wódki, weźcie głęboki oddech i jedziemy na tą samą melodię: Acha, 3 i 4 linijkę jedziemy zawsze 2 razy.

1 zwrotka

Rozszumiały się media pomorskie

Że skończony już Bałtyku los

Rozpłakali się kibice starzy

Co z Bałtykiem 30 lat są

Refren: Nie płacz, Bałtyku mój

Z żalu, co serce rwie

Nie płacz, Bałtyku mój

Bo w piątej lidze nie jest źle.

Pogoń Lębork gra tam

I Pomezania też.

Nie płacz, Bałtyku mój

Bo w piątej lidze nie jest źle.

2 zwrotka

Koło historii znów się zatoczy

Znów po Redłowie pójdzie nasz śpiew!

Bo nasz Bałtyk chcą zniszczyć źli ludzie

Oni odejdą, lecz my – nigdy nie!

Refren:  Nie płacz Bałtyku mój… itd

3 zwrotka

Zemsty nadejdzie czas

I się poleje krew!

Wstaniemy jeszcze raz

Nasz Gdyński Bałtyk Eskaes!

Refren: Nie płacz Bałtyku mój…

 

Artysta? Grafoman? idiota? Nieważne, tak mam i co zrobić…

 

koral

Bałtyk Gdynia – Koral Dębnica

Mecz z Koralem był wczoraj, a ja dopiero dzisiaj o nim piszę. Po westchnieniu ulgi jakim było zwycięstwo na Lechii II znów spadliśmy na samo dno. Jak inaczej można określić remis u siebie w meczu z outsiderem, drużyną która już na bank spadła? Swój na swego trafił. Na dzień dzisiejszy na 90% lecimy. Zobaczycie jak na koniec rundy zabraknie tych dwóch punktów. Co tu właściwie pisać? Odgrzewać stare kotlety? Znów puszczać zdartą do niemożliwości płytę?  Znów o żenujących efektach pracy zarządu? Znów o kiepskich piłkarzach? Za tydzień to samo? Obecnie jesteśmy w ostatniej jakiejś normalnej lidze. 5 liga to już poziom podwórkowy, gdzie spotykają się faceci brzuchaci i po kilku głębszych Idą grać – dla siebie, dla kondycji, dla zabawy. To już nie jest piłka, a jej marna namiastka. Tam właśnie zmierzamy. Żeby było śmieszniej, to Koral miał więcej groźnych sytuacji i powinien wygrać. Jest mi smutno i wstyd. Jestem na co dzień optymistą, mimo tragicznego stanu i pełnej zapaści w naszym kraju wierzę, że wyjdziemy na prostą i Polska będzie Polską, choć już niejeden na niej krzyżyk postawił. Jeszcze zobaczycie chamy z całego świata, co to znaczy Polska. Tymczasem w Bałtyku mój optymizm już się prawie skończył. Prawie, bo tak już ze mną jest, i z niektórymi innymi z Bałtyku też, że jeszcze tli się ta iskierka nadziei – bezsensowna, nielogiczna, głupia, ale jest. Życie kibicowskie i rozsądek / logika rzadko idą w parze. A jak jednak zlecimy, to już scenariusz wielokrotnie przerabiany – że będę się wkurzał i narzekał, a potem jak co roku będę niecierpliwie przeglądał terminarz na nowy sezon. Fajnie będzie, wszędzie dojedziemy SKM. Po śniadaniu się pojedzie na wyjazd, a na obiad wróci. Potem rok – dwa i trolejbusami będziemy dojeżdżać. Takie życie, co zrobić. Nie każdy kibicuje Barcelonie. A jak już wszyscy odejdą, zgaszą światło i zaplombują drzwi, to zrezygnuję z pracy zawodowej, okradnę jakiś bank i rejestruję Bałtyk w B klasie, co już dawno proponowałem zresztą. Bo Bałtyk choć marny i zdychający był, jest i na zawsze będzie. Teraz i na wieki wieków. Amen