Archiwum dla 2 kwietnia 2014

Minął tydzień

     Lubię pisać o życiu, sztuce bądź kwestiach zabawnych lub smutnych – wywołujących emocje. Coraz mniej natomiast lubię pisać o polityce, bo zajmują się nią najgorsze indywidua, ścierwa i pasożyty. Nie wszyscy oczywiście, najwyżej 95% polityków zasługuje na te nazewnictwo, ale to jednak zdecydowana większość. Tymczasem polityka jednak bywa też i zabawna, więc coś wspomnieć trzeba. Ot taki poseł Kamiński, który do euro parlamentu startuje z lubelskiej listy PO. Tutaj stadium żenady przekroczyło wszelkie granice, gościu był spin doktorem w PiS, czyli mówiąc po ludzku był głównym fachowcem od pijaru, oczerniającym platformę. Potem przeszedł do obozu wroga, którego tak fachowo niszczył przez tyle czasu. To jest tragedia osobista biednego pana Michała, chociaż zapewne nie zdaje sobie z tego sprawy. Biedny duchowo człowiek pozbawiony jakichkolwiek uczuć wyższych: moralności, zasad, honoru, przyzwoitości… Dużo takich person jest w naszym sejmie i stąd moja „sympatia” do nich. Inna sprawa że PiS pozbawiony jest wyrazistych postaci, Jarek za bardzo nie ma zaplecza, no bo kto? Hofman? Brudziński? Żenada niestety, poziom tragiczny. Przez to jak Jarek się wygłupi, to od razu spada poparcie PiS-u, odium jego wypowiedzi rozkłada się na całą partię, bo nikogo innego z PiS-u się nie słucha. Zrobił z siebie durnia na Ukrainie, w jednej linii stał z Tuskiem przecząc swym wcześniejszym wypowiedziom – od razu spadło mu poparcie i platforma dogoniła PiS w sondażach. Włażenie w dupę wyborcom przed euro wyborami tym razem się nie powiodło, bo Jaro zawiódł swych naiwnych wielbicieli. Teraz wymioty mnie biorą z kolei, jak te dwa debile stojące na czele naszego rządu, premier i prezydent rżną się na mężów stanu i obrońców pokoju, w związku z wydarzeniami na Ukrainie. No po prostu słuchać nie idzie, jak te parówy pieprzą na wizji, ile fałszu w ich gadkach, ile bzdur, ile zaprzeczeń w stosunku do tego, co gadali wcześniej. Większą wartość intelektualną mają filmy o Scooby Doo na Cartoon Networku, niż jakikolwiek bełkot naszych, pożal się Boże polityków. To już bym wolał jakiś program erotyczny, heh, ale siedząc w delegacji ciężko takiego oczekiwać, żaden wynajmujący nie dodaje do pakietu ;-).

     Świat w dzisiejszych czasach to ponoć globalna wioska. Wszyscy są namierzeni zewsząd, nikt przed nikim się nie ukryje. No i bum. 8 marca zaginął samolot malezyjskich linii lotniczych, i dupa sina. Cała maszyna wraz z 239 osobami na pokładzie zniknęła i do dziś nie ma po niej ani śladu. A minęły 4 tygodnie. Materiał na miarę sensacji Daenikena czy innego próbującego wyjaśnić rzeczy niewyjaśnione. Tak sobie myślę, iluż to po tym świecie plącze się mądrali, wszystkowiedzących wypierdków, zjadaczy rozumów wszelakich, co mają gotowe i pewne teorie na każdy temat. I gdzie teraz ci wszyscy mędrcy? Gdzie te fantastyczne satelity przed którymi nic się nie ukryje? Ponad 200 ludzi, każdy pewnie z co najmniej jedną komórką, czarne skrzynki, gps-y, namierzanie i co? Dupa, dupa i jeszcze raz dupa. Wspaniałe zdobycze techniki, kosmos zdobyty już prawie, nanotechnologia w rozkwicie, zaraz będą leczyć raka i AIDS, a samolotu jak nie było – tak nie ma. Takie wydarzenia bądź co bądź smutne dla rodzin zaginionych (mi to zwisa niestety) pozwalają na złapanie odrobiny dystansu do całej tej zasranej nowoczesnej technologii i gadżetomanii. Czasem zdarzają się rzeczy, w których całą wspaniałą technikę można sobie wsadzić w miejsce, gdzie słońce nie dochodzi. I powstaje też pytanie, ważne, bo dotyczy też naszego kraju – też mieliśmy „katastrofę” lotniczą 4 lata temu. Też nic jeszcze w 100% nie wyjaśniono. Owo pytanie brzmi – nie da się rozwikłać tej sprawy, czy ktoś rozwikłać jej nie chce? Czy i w malezyjskiej „katastrofie” jest jakieś drugie dno? Bo u nas, w tragedii smoleńskiej niejasności i śmierdzących tematów jest aż nadto.  Czy w ogóle kiedyś się dowiemy, jak naprawdę było? Nie sądzę. Tych z Malezji to może porwało UFO, może się rozbili gdzieś i zeżarły ich krokodyle, może zniknęli w Trójkącie Bermudzkim? Może uprowadzono ich na jakąś wyspę, złoto przewożone samolotem zrabowano, a wszyscy pasażerowie zostali podzieleni na nerki, serca, wątroby i pojechali na części do Szwecji i Niemiec? W tragedii smoleńskiej teorii jest mniej, właściwie tylko dwie: zamach albo katastrofa, a i to za wiele, by w obecnej chwili udało się wyjaśnić…

     Ależ jestem zacofany. Dwa dni minęły, a ja się dowiedziałem dopiero, że trenerem Bałtyku już nie jest Paweł Budziwojski. Hmm wstyd trochę, ale nie śledzę aż tak dokładnie naszego forum z przyczyn… nieważne. Do prasy trójmiejskiej regionalnej dostępu nie mam, bo jestem oddalony o 350 km, a prowincjonalne kluby nie są w spektrum zainteresowania mediów ogólnopolskich i stąd moja niewiedza. Jakby nie było – obciach. Pawła zwolniono mniej więcej w stylu Beenhakkera przez Latę – pamiętacie? Czy to on był winien temu syfowi, który się dzieje w naszym klubie? Nie jestem przekonany. Źle, że nie dano mu dokończyć roboty, miał nędznych piłkarzy, ale się starał, jeśli on nie gwarantował utrzymania w lidze, to jego – na łapu capu szukany – zastępca nie utrzyma tym bardziej. To kolejny już (który??? Nie liczyłem dokładnie, co najmniej 54.673) głupi ruch naszego zarządu. Paweł – dzięki za to, że się starałeś, szacunek i powodzenia. Nowym trenerem został Marcin Martyniuk, zwany jako „Marta”, 38 letnia ikona Bałtyku z ostatnich lat. Życzę na początek niemożliwego – ogarnięcia tego całego bajzlu i utrzymania tej naszej drużyny w 4 lidze. Powodzenia!

 

japi

Puchar Polski. KP Starogard Gdański – Bałtyk Gdynia

Starogard Gdański to średniej wielkości miasto – prawie 50-tysięczne. Kibicowsko zawsze istniała tu tylko Lechia Gdańsk, aczkolwiek Fan Club tej drużyny nie jest tu zbyt silny. Bardziej niż z kibiców to miasto znane jest z produkcji gorzały i domu wariatów w dzielnicy Kocborowo. Kiedyś tu spędziłem kilka dni w areszcie. Na gruzach nie posiadającej kibiców Wierzycy powstała drużyna KP Starogard w 2008 roku. Na początku nawet jeździli na jakieś wichury na wyjazdy, ale chyba im już przeszło. Awansowali gdzieś tam, potem spadli… Obecnie ich egzystencja jest na poziomie 6 ligi i nawet są jej liderem.  Wydawałoby się że nic ciekawego w życiu starogardzkiej drużyny już nigdy się nie wydarzy. A jednak – w Pucharze Polski trafił im się nasz Bałtyk. Nie wiedzieli, że z pięknej nazwy została już tylko… piękna nazwa. Szybko strzelili nam gola, potem Bałtyk się ożywił na początku drugiej połowy i strzelił 2 bramki. Nie trafił jednak rzutu karnego i to się zemściło. W 92 minucie meczu KP wyrównało. Dogrywka i znów karny dla Bałtyku, i znów patałach z Bałtyku go nie strzela. Dochodzi do rzutów karnych, w której dzielni amatorzy strzelili wszystkie 5 karnych, a zawodowcy z Bałtyku po raz 3 tego dnia spudłowali i porażka 2-2, 5-4 w karnych stała się faktem. Już nawet nie aż tak smutnym, porażka i odpadanie w pierwszych rundach PP to dla nas chleb powszedni. Świetna robota trenera, piłkarzy, zarządu zaczyna wydawać owoce. Coś na kształt takiego zatrutego jabłka, po zjedzeniu którego śpiąca królewna się zawinęła, a czarownicy przybili KS-a :evil: . Nieistniejącym kibicom KP gratulujemy sukcesu. Co do spraw kibicowskich – KP nie posiadało żadnego młyna, a naszych kibiców na tym wyjeździe 3 osoby. Już tylko kibice – może niewielu, może marni, ale jednak – próbują jakoś godnie reprezentować ten klub. PS – na szybkiego, zaraz po meczu na jego temat wygłosił swoje zdanie znany  brazylijski kibic Bałtyku, pisarz Coelho: