Archiwum dla Kwiecień, 2014

Minął tydzień

Po raz kolejny „smutne” wieści dochodzą nas z obozu Michnika. Otóż wydawca „Wyborczej” – koncern medialny „Agora” notuje najwyższe straty od początku swego istnienia. Sprzedaż „Gówna Wyborczego” spadła z prawie pół miliona sztuk dziennie do poniżej 200.000 i spada cały czas. Inne przedsięwzięcia tego koncernu też nie cieszą się powodzeniem.  Widać ten organ prasowy Szechtera vel Michnika zbytnio przesadzał w swej żydowsko – lewackiej propagandzie, nawet do lemingów to dotarło, że coś jest nie tak.  Nie jest to dla mnie jakaś specjalnie radosna wiadomość, bo w miejsce jednego ścierwa powstanie jakieś inne, lemingi kupią kolejne gówno w kolorowym opakowaniu. Żydów i komuchów ci u nas dostatek, media są w 95% w ich rękach. A może żydzi, wszelkiej maści ubeccy kryminaliści i złodzieje odpuszczą sobie w końcu nasz kraj i gdzieś wyjadą? Żartowałem.

Stany Zjednoczone Ameryki – kiedyś oaza wolności i praworządności, wspaniały kraj z niskimi podatkami, prostym prawem, małą biurokracją i wolnością jednostki. Wszystko to niestety, w czasie przeszłym. Od 1989 roku, kiedy prezydentem przestał być Ronald Reagan, kraj ten stacza się po równi pochyłej. Dziś prezydentem tego kraju jest murzyn, rządzi lewactwo, żydostwo i masoneria.  Pozostaje mieć nadzieję, że nigdy nam nie zniosą wiz do tego tragicznie głupiego i smutnego kraju. Teraz rozpętała się tam solidna afera w walce o „political corectness”, czyli o murzynów jednym słowem. Gość o nazwisku Sterling, szef klubu NBA Los Angeles Clippers w prywatnej rozmowie do jakiejś swojej baby (mniejsza o szczegóły) zabronił jej przyprowadzania czarnych do chaty. Ktoś to nagrał, puścił w eter i afera gotowa. Przyłożyli mu najwyższą z możliwych karę, wyrzucili ze struktur NBA i pewnie na tym się nie skończy. Teraz, gdy człowiek troszczy się o swoich bliskich, musi uważać jakich słów używa. Moja córka dorasta i ja niestety niczym Sterling  - nie zobaczę jej nigdy w domu z murzynem na ten przykład. Zresztą z cyganem, czy o zgrozo żydem także. Martwię się o nią i chcąc dla niej jak najlepiej to oczywiste, że takie mam podstawowe preferencje. I za to się teraz w USA karze. Trzymam kciuki za LA Clippers od dzisiaj ;-) . W Europie z kolei wszyscy się cieszą, bo czarny piłkarz zjadł banana. Patrz pan, rzucili mu i zjadł. I z czegóż tu się cieszyć? Nie rozumiem tego. Czy gdy królikowi rzucić marchewkę, i on ją zje to czy wszyscy się cieszą? Mojemu psu co dzień daje karmę i on, owszem się cieszy ale czy jest to powód do nagłaśniania na całym świecie? Pewnie że nie. To powiedzcie mi teraz, co w tym niezwykłego, że małpa zjadła banana? Co tu podnosić do rangi wydarzenia? O, gdyby na przykład taki Alves zjadł Songa – taki czarny gra w Barcelonie – to rozumiem, to byłoby wydarzenie – małpa żżera małpę i to przy ludziach… bardzo ciekawe, ale że zjada banana? Nic szczególnego doprawdy.

Chciałem pisać o tym, jak to górnicy przyjechali do warszawy i Tomek Adamek im przewodził, ech kurde… ręce opadają. Miałem też ochotę napisać o słupkach sondażowych jakie poparcie mają te wszystkie Polski Razem, solidarne Polski, PSL-e i inne badziewia i do jakiej apopleksji doprowadza wszystkich Korwin Mikke swoimi 5 %-ami poparcia w sondażach… I chociaż chyba na niego już nigdy nie zagłosuję, to cieszy mnie zawsze ilekroć „salon” dostaje sraczki nerwowej po usłyszeniu takiej opcji, że ktoś „nie od nich” może coś ugrać. Jednak nie będę o tym wszystkim pisał, albowiem mi się nie chce. Ja już wypoczywam! Jutro jadę na majówkę w bardzo miłym towarzystwie. Nad jeziorem, na leżaczku będę kompent… kontemp… myślał nad kolejnymi artykułami.  Tak więc do końca tygodnia pewnie będzie tylko zapowiedź i relacja weekendowego meczu Bałtyku, a od poniedziałku wracamy z przytupem na łamy Wolnej Polski. Będzie się cos działo ciekawego na Kaszubach, gdzie będę przebywał, to się zrelacjonuje po powrocie. Nara!

sztu

O sztuce

Sztuka – to jedno z najważniejszych pojęć cywilizowanego świata.  Wiele osób nie zdaje sobie sprawy jak bardzo jest ona istotna w naszym życiu, wiele osób nie ma czasu ani ochoty aby zajmować się „tymi bzdurami”. Wszak ważniejsze są dla większości sprawy bytowe – „skóra, fura i komóra” albo „do gara, panie, mieć co włożyć, a nie pierdołami się zajmować”. Być może te rzeczy faktycznie są istotne, ale doprawdy powiadam wam – bez sztuki człowiek nie istnieje. To znaczy istnieje jakiś tam Marian, co to lubi wypić dwa wina przed obiadem, a i po nim kolejnymi nie wzgardzi. Istnieje starozakonny Mojsze, przedsiębiorca finansowy z Izraela, który co dzień liczy swoje pieniądze i pomnaża swój kapitał, zajmuje mu to cały czas poza spaniem i wydalaniem. Istnieje pani Krysia, która całymi dniami pierze, gotuje i obrabia swoją piątkę dzieci i nie ma czasu na nic innego. Oni wszyscy nie mają czasu ani ochoty na zgłębianie meandrów sztuki. Każdy ma prawo (no, w jakiś tam normach) żyć jak chce, ale czy tak do końca wciąż jeszcze są to ludzie? Pojmowanie sztuki, a więc jakaś tam forma myślenia abstrakcyjnego jest tą cechą, która najbardziej odróżnia nas od zwierząt. Nie wygląd, nie najnowszy model auta czy komórki. Nie orliki i nie Platforma Obywatelska i nie wysokość konta w banku czy wczasy w Tunezji (Nie piszę w Egipcie, bo ten kraj zarezerwował sobie pismak z innej strony, a ja zresztą bardzo go (Egipt) lubię i będę tam jeszcze zakładał FC Bałtyku…). Tak… nawet z super komórką, wypasionym telewizorem i kontem z pięcioma zerami ciągle jeszcze jesteśmy zwierzętami, co zresztą nie jest dla mnie szczególnie negatywne, bo zwierzęta bardzo lubię i cenię. Tymczasem pojęcie sztuki jako takiej nie jest proste do zdefiniowania. To znaczy jest, ale niestety zalewa nas morze gówna podpisanego jako dzieła sztuki, gdy tym czasem gówno pozostaje niezmiennie gównem. Ot, zacznijmy od malarstwa. Czytam sobie jeden po drugim dzieła Łysiaka na temat sztuki, to niezmiernie interesujące zajęcie, uczę się wrażliwości artystycznej, podziwiam kolejne dzieła kolejnych twórców. To wspaniałe, jak ludzie kiedyś malowali, jak wiele artyzmu i emocji jest umieszczone w znakomitych dziełach sprzed lat… Tymczasem sztuka malarska jako taka już właściwie nie istnieje. Ostatni wielcy w tej materii, jak np. Gauguin czy Van Gogh zakończyli żywoty na przełomie XIX i XX wieku, po nich właściwie aż do czasów dzisiejszych nie dzieje się prawie nic. No piszę prawie, bo przecież cos tworzyli np. nasi Kossak czy Beksiński, ale to jednostki. Generalnie sztuka malarska umarła już dawno. Teraz nam się wmawia że istnieje sztuka nowoczesna, ale to jest gówno, a nie żadna sztuka. W galeriach teraz są pokazywane obrazy typu „mądra małpa trzyma pędzel i fantastycznie maluje” , albo „prowokacja artystyczna” czyli np. penis na krzyżu w wykonaniu niejakiej Nieznalskiej…  albo jakieś obsrane kreski albo ciapki wyglądające jak wymiociny konesera najtańszych puszkowych piw z Tesco w ilościach hurtowych. Pewnie nieraz widzieliście takie „dzieła”  i siedzieliście cicho, bo myśleliście, że może się nie znacie i nie chcieliście wyjść na głupków… Taa… Tymczasem król jest nagi. Otóż spokojnie – wszystko z wami jest w porządku. Przeczucie was nie myli, to gówno zwyczajne jest, niegodne żadnej uwagi. Sztuka malarska umarła, kilka rodzynków, jeśli istnieją, nie jest w stanie uratować całości sztuki jako takiej.  Minie jeszcze dajmy na to 200 lat, a nadal w galeriach będziemy zachwycać się obrazami XV czy XVI wiecznymi w wykonaniu Bruegla, Da Vinciego czy Boscha. Nie Nieznalską, czy szympansicą z ZOO. Zapewniam.

Trochę lepiej dzieje się w muzyce, ale tylko trochę. O tym, czy dane dzieło można zaliczyć do kultury wyższej, sztuki, nie decyduje styl muzyczny czy narodowość twórcy. No może trochę, bo mimo generalnej niechęci np. do rapu musze przyznać, że w wykonaniu białych nosi on czasem znamiona artyzmu i sztuki, są artyści którzy z hiphopowych bitów potrafią stworzyć cos na kształt muzyki. Jednak rap pochodzi zdaje się od czarnych, a przecież w ich wykonaniu jest on całkowicie niestrawny, żałosny, ordynarny i denny. Czyli zacząć może każdy, ale nie każdy może być artystą. Czy przypadkiem jest, że ludzie czarni bardzo szybko biegają, ale nie potrafią myśleć abstrakcyjnie, czyli choćby tworzyć i rozumieć sztukę? Tak, wiem, jestem ohydnym rasistą, ale nie nawołuję przecież nikogo do nienawiści, bo ja tak naprawdę czarnych lubię, są fajni. Każdy powinien mieć przynajmniej jednego :mrgreen: . Ja po prostu stwierdzam fakty. Poszukajcie sobie jakiś podsumowań typu „100 największych obrazów wszechczasów”  i jeśli znajdziecie tam choć jedne nazwisko czarnego, zgłoście się do mnie po nagrodę. Odbiegam jednak od tematu. Muzyka oczywiście była już kiedyś, wszystko zaczęło się od muzyki klasycznej, zwanej przez amatorów „poważną” i ta właśnie muzyka po wsze czasy wyznacza kanony sztuki w tej materii. Potem muzyka przeszła różne transformacje, aż doszliśmy do poziomu kloacznego rodem z MTV, czy innych kanałów „muzycznych”. Zalew pseudo – popu, pseudo – rocku, pseudo – metalu etc. powoduje rozstrój nerwowy i palpitacje serca u znającego się na rzeczy. Oczywiście są wyjątki, jednak muzyka prawdziwa nie jest zbyt chętnie puszczana przez komercyjne stacje, lepiej puszczać popową sieczkę z rozebranymi pannami i wulgarnymi tekstami. Albo wyjącymi zwycięzcami muzycznych show w stylu „Must be the music” czy jakiś innych. Po co sex w teledyskach? Przecież są miliony stron porno w necie czy kanałów XXX w telewizji, wystarczy sobie wejść i można oglądać do woli. No właśnie po to, by obrazkami zapełnić brak treści. Totalny brak treści, muzyki (muzyki w muzyce – jak kiedyś w starej polskiej komedii zawartość cukru w cukrze, heh), sensu i ambicji. Poza sensem nabijania kasy przez wytwórnie muzyczne i wszelakich „mecenasów sztuki” którzy taki szajs promują. Głupole ściągają sobie gówniana muzykę, kupują gówniane płyty, bo niczego innego nawet zbytnio nie znają. Albo są zbyt tępi aby to ogarnąć. Najlepiej w tym wszystkim radzi sobie literatura. I tu fundamentem jest literatura klasyczna, czym byśmy byli bez twórczości Szekspira, Homera, Hemingwaya, Dostojewskiego, Twaina czy Dumasa czy wielu wielu innych… ale i dzisiaj wiele dzieł powstaje, też oczywiście zalane wszechobecnym badziewiem, gównami nobilitowanymi przez żenujące kapituły tzw. Nagrody Nobla czy Paszportów Polityki. Te , jak i wiele innych koniunkturalnych instytucji promują często nic nie warte literackie gówna, udając że promują artyzm. Wybierając „najlepsze” dzieła roku na zamówienie wszechwładnych mecenasów, wydawców, edytorów… chcecie zacząć swa przygodę ze sztuką, to może żeby nie wdepnąć w mieliznę literackiego, muzycznego czy malarskiego gówna zacznijcie jednak od klasyki. Potem sami będziecie wyławiać, co zalicza się do sztuki, a co tylko ją udaje lub jako taką jest przez jakieś finansowe lobby promowane i przedstawiane. Bo przecież różnicie się od zwierząt, swój rozum macie. Pani też, pani Krysiu, tylko go pani używa bardzo rzadko. Ewentualnie piszcie maila do redakcji „Wolnej Polski”, chętnie pomogę… Bo choć i ja w gruncie rzeczy jestem na swój sposób prymitywny i czasem ulegam różnym wpływom, czasem potrafię wyodrębnić sztukę od gówna. Trzeba to czuć po prostu. „Czucie i wiara silniej mówi do mnie…” Do czego i was zachęcam. Bo życie bez sztuki jest marne, gówniane i murzyńsko – zwierzęce. Nawet tych, którzy o tym nie wiedzą, którzy nie zdają sobie z tego sprawy.

sztu

13.04.1996 Zawisza Bydgoszcz – Bałtyk Gdynia

Kwiecień ’96 to był jeden z ostatnich jak dotychczas miesięcy Bałtyku w 2 lidze. Wtedy jeszcze o tym nie wiedzieliśmy, liczyliśmy na utrzymanie. Wybraliśmy się na ten wyjazd autokarem, zbiórkę sobie urządziliśmy na Vitavie. Już od początku wyjazdu były komplikacje, bo na miejsce zbiórki wpadły psy i zrobiły nam rewizję autokaru, wynosząc z niego cały nasz sprzęt. Wtedy jeszcze niekiedy się go używało, aczkolwiek my bardzo rzadko. Potem był kolejny kłopot, bo na 50 – osobowy autokar przyszło prawie 60 chętnych i trzeba było zrobić lekką selekcję, kierowca przy psach bał się wziąć choćby jedną osobę ponad stan. To fatalna sprawa, gdy trzeba zostawiać ludzi  chętnych, by jechać za Bałtykiem… W końcu ruszyliśmy w te 50 osób. Natychmiast rozpoczęliśmy alkoholizację, psy z nami nie jechały, więc było miło. Ja imprezowałem z kolegą P. z Vitavy, który miał spirytus i zapomniał go rozcieńczyć, co spowodowało, że musieliśmy pić czysty spiryt i zapijać go piwem. Nie polecam :roll: . Gdy dojechaliśmy do Bydgoszczy, większość wycieczki była już nieźle „zrobiona”. Kierowca omyłkowo podjeżdża pod kasy Zawiszy. Wyskakujemy z autokaru i od razu atakujemy. Pod kasami popłoch, Zetka się rozbiega, kilku jest dorwanych i miło tego dnia nie wspominali. Wpadają psy i zabawa się kończy. Gdy już nas otoczyli, dwóch z nas zawinęli na izbę, konkretnie mnie i F. z Obłuża. Trochę mieliśmy pecha, bo wzięli nas dwóch pierwszych z brzegu – tego dnia na izbę to nadawał się cały autokar 8-) .  Pod tymi kasami skroiliśmy ze 2-3 szale, niestety wyszło na remis, bo z kolei Zawisza zapolował na naszych na PKP. Przyjechało 8 od nas pociągiem i zostali wykrojeni mniej więcej z takiej samej ilości barw. Tak więc ogółem w Bydgoszczy tego dnia 58 z Bałtyku. Młyn miejscowych to nieco powyżej 100 osób. Tradycyjnie przegrywamy, choć jakoś tam grali… na rogatkach Bydgoszczy opuszczają nas psy, a za kilka minut kolejne emocje. W miejscowości Trzeciewiec lecą na nas kamienie. Leci szyba, bodajże przednia. Autokar natychmiast staje, wyskakujemy, ale po napastnikach (3 auta) nie ma już ani śladu. Adrenalina udzieliła się nawet kierowcy i wracamy do Bydgoszczy, ale po kilku minutach wpadamy znów na te same psy, zdziwione i już wkurwione nieźle. Nie ma możliwości wjazdu do Bydgoszczy, więc pozbawieni jednej szyby wracamy do Gdyni. Duet z izby następnego dnia dostaje kwitki z promilami (ja 2,55 kolega F. 1,73) i w Trójmieście jesteśmy dopiero przed południem dnia następnego. To był naprawdę ciekawy wyjazd!

noe

Noe : wybrany przez Boga

Film „Noe: wybrany przez Boga” to dzieło reżysera Aronofskiego. Nie jest to reżyser zbyt płodny, to dopiero jego 5 film w XXI wieku, ale ma w dorobku kilka filmów niezłych, a jeden doskonały: „Requiem dla snu” z 2000 roku. Może faktycznie lepiej nie robić dwóch filmów rocznie, a skoncentrować się na tym, aby były dobre? „Noe…” to swobodna adaptacja historyjek biblijnych. Czasem coś się dzieje słowo w słowo i biblia jest cytowana, a czasem reżyser dodaje swoje autorskie wątki. Głównym bohaterem jest Noe, grany zresztą bardzo dobrze przez Russella Crowe. Ma on apokaliptyczne wizje potopu i wskazówki od Boga co zrobić, aby ten potop przeżyć wraz z niewinnymi ziemskiej hekatomby, czyli zwierzętami. Zaczyna budować arkę (czego ja rzecz jasna robić bym nie mógł, nigdy nie przyłożę ręki do budowy żadnej arki, zbyt złe skojarzenia, heh) a pomagają mu w tym upadłe anioły pod postacią kamiennych olbrzymów. Walczą oni o odkupienie swych win, co im się finalnie udaje. Na arkę pod koniec jej budowy przybywają zwierzęta, zadbano o bardzo efektowne przedstawienie tej zwierzęcej migracji. Zresztą scena potopu też przedstawiona jest efektownie, ale najbardziej wymiata scena walki, gdy ludzie którym przeznaczony jest koniec, próbują się wedrzeć na łódź Noego i walczą z kamiennymi olbrzymami. Koniec filmu jest bardzo dramatyczny i trzymający w napięciu, choć nie ma tu już efektownych scen batalistycznych. Widzimy człowieka, którym targają spore emocje, toczy się wewnętrzna walka dobra ze złem i na szczęście niekiedy ta lepsza strona wygrywa, także i tym razem. Generalnie film jest dobry i na pewno wart polecenia. Mocne 7 w mojej skali 0 -10 i zapraszam do kina.

noe

Minął tydzień

Gwiazdami reżymowej telewizji są na ogół kanalie, debile i rozmaitej maści wyrzutki. Ludzie myślący inaczej niż partia rządząca i jej medialne tuby, rzadko są dopuszczane do głosu. Stąd w telewizji zalew wszelakich Owsiaków, Szczuk, Jackowskich ech długo by wymieniać, system zła ma mnóstwo kundli na usługach. Czasem w mediach występują pomniejsze gnomy, które swym odważnym , „niezależnym” (ale jakże prorządowym) myśleniem  próbują się wkraść w łaski systemu. Ostatnio słuchałem taki występ taty Szczęsnego. Ten pseudointeligent w kategorii debila roku zająłby całkiem poczesne miejsce, choć do końca roku daleko – ja już teraz to wiem. Tata Szczęsny nie pójdzie sobie spokojnie na mecz np. na Legii, gdyż lata temu wsławił się konfidenctwem, kiedy to kapował na kibiców własnej drużyny, w dodatku poświadczając przeciwko nim nieprawdę. No i myśli tego żałosnego typa, który nigdy nie był dobrym bramkarzem, za to jest pedałem, są niesamowite. Rozprawia się z katolami, Smoleńskiem, Macierewiczem, Kaczyńskim, krynica wiedzy wszelakiej jednym słowem, no idealny człowiek do odbudowania pozycji PO w społeczeństwie, wie wszystko :roll: . Jego syn też idiota, ale wiedząc to o sobie nie wypowiada się przynajmniej publicznie na tematy polityczne, no i bronić potrafi. Tatko bronił tylko gejów co i nie dziwi jak się człowiek przyjrzy… Swoją drogą jaka partia (PO) takie autorytety…

Niedługo odbędzie się mecz ciekawy tylko dla braci kibicowskiej zorientowanej na pozaboiskowe emocje. Chodzi oczywiście o mecz z Niemcami. O ile u nas będzie brakowało 4-5 podstawowych zawodników, o tyle w Niemczech najmarniej 18 :roll: . Dość powiedzieć że w tym meczu nie wystąpią zawodnicy Borussii czy Bayernu, którzy stanowią większość kadry niemieckiej. Mecz bez znaczenia, czysto towarzyski jednym słowem. Po co komu taki mecz? Nie wiadomo. Kilka dni temu jednak PZPN wymyślił coś lepszego. Otóż gość o nazwisku Witkowski będący trenerem dziewczyn do lat 17 w piłkę nożną osiągnął sukces. Zdobył Mistrzostwo Europy w swej kategorii wiekowej, którym to faktem wszyscy się zachwycali. Minęło kilka miesięcy i Witkowskiego… zwolnili. Ponoć w lutym ośmielił się skrytykować PZPN za warunki, w jakich pracuje. Szczyt naiwności ze strony tego pana – sądzić, że jak osiągnął sukces, to wyniki go uratują i może mówić co myśli. Nie w tym kraju. Wali mnie piłka nożna kobiet, bo to tylko zabawa w sport, nic istotnego. Chodzi mi o coś innego. Że dla PZPN-u jest najważniejsza lojalność, wspólne kręcenie lodów, działanie w porozumieniu… Mógł być mierny, ale wierny – trenowałby do dzisiaj. PZPN – jest  to państwo w państwie i zmiana Laty na rudego Bońka nic tu nie zmieniła, no może poza wizerunkiem, bo rudy jednak jest bardziej kumaty, reprezentatywny i zna języki. Poza tym jednak nihil novi – bezsensowne mecze, wywalanie niewygodnych ludzi… Jak wiele się musiało zmienić, by wszystko zostało po staremu.

Dzisiaj ważny dzień dla katolików… pewnie nie tylko polskich. Nie bardzo wiem, co istotnego wynika z kanonizacji Jana Pawła II i szczerze mówiąc niezbyt mnie to interesuje. Naród się cieszy, tysiące ludzi pojechało tam w pielgrzymkach by owo wydarzenie świętować. Zawsze to lepiej, gdy świętują naszego papieża, niż gdyby budowali kolejny meczet czy synagogę, więc nie jest źle. Ta kanonizacja jest też dowodem na to, że 100 – procentowy pragmatyzm życiowy to jednak przesada, bo są na tym świecie rzeczy, które się filozofom nie śniły. Trzeba w swym sercu zostawić choć ten ułamek wiary, czegoś metafizycznego, bo przecież są rzeczy niewytłumaczalne, jak choćby cud, dzięki któremu Jan Paweł II został świętym. Wszak kobieta, która z punktu widzenia medycyny nie miała żadnej szansy na przeżycie nawet dwóch tygodni, miała bardzo zaawansowane stadium choroby, cudownie ozdrowiała. Do dziś żyje i właśnie wystawia świadectwo papieżowi naszemu, że nawet rak nie zawsze wygrywa, gdy wiara jest odpowiednio silna. Jadąc koło jakiegoś kościoła widziałem napis – „I ty możesz zostać świętym”. Czy to aby nie odnosi się do mnie? 26 lat minęło, jak po raz pierwszy pojawiłem się na Bałtyku. Tyle lat wytrzymać, z takim klubem i z takimi kibicami – toż ja namacalnie ocieram się o świętość 8-) . Bo trzeba mieć świętą cierpliwość i święte nerwy aby to wszystko wytrzymać bez szwanku na zdrowiu psychicznym ;-) .

min

                                                                                                                                                                                                          `

Pogoń II Szczecin 005

Pogoń II Szczecin – Bałtyk Gdynia

Od dawna mówiłem, że to nasz najważniejszy wyjazd tej rundy. Rezerwy Pogoni oficjalnie nie wpuszczają kibiców, więc było wiadomo, że można tam pojechać i się rozerwać jak na kibiców przystało, nieoficjalnie, bez ogona psiarni. Widać, kibice Bałtyku mało rozrywkowi są, bo do Szczecina udaliśmy się zaledwie w 13 osób trzema autami – w tym 1 panna. Podróż szła sprawnie do Szczecina, natomiast w samym mieście trochę utknęliśmy z powodu remontów i objazdów. Dopiero w około 10 minucie spotkania wjeżdżamy na stadion, gdzie rezerwy Pogoni grają swoje mecze w tym sezonie.  Wysiadamy z aut na terenie obiektu i od razu podbija do nas ochrona sapiąc, żebyśmy pochowali swoje barwy i w ogóle się nie ujawniali, bo Pogoń II w ogóle nie przyjmuje kibiców przyjezdnych. Jacyś jebnięci. Zaczynamy dopingować nasz klub, zbiega się reszta ochrony, dojeżdża radiowóz z psami i otaczają nas. Po chwili spychają nas poza teren stadionu. Próbujemy na nim pozostać, ale nie udaje się. Stajemy sobie za płotem – widoczność bardzo dobra – i zaczynamy dopingować naszych zza płotu. Psy trochę elektryczne, zwijają jednego z naszych, na szczęście udaje się go po drobnych pertraktacjach odzyskać i sytuacja się uspokaja. Wyrażamy solidarność z wyrzuconym w chamski sposób z naszego klubu trenerem Budziwojskim, skandując jego imię i nazwisko. Potem wyjaśniamy co sądzimy o mieszającym w naszym klubie panu Rajewiczu, skandując „Ch… ci na imię, Rajewicz ch… ci na imię”.  Ponieważ jednak naszemu nowemu trenerowi też kibicujemy i życzymy jak najlepiej, na koniec wszystkiego krzyczymy też „Marcin Martyniuk”. Bałtyk gra generalnie średnio, od 16 minuty przegrywamy. Jednak robimy dobrą akcję w 45 minucie i nasz 17 – letni gracz Pilch zdobywa bramkę na remis! W drugiej połowie Bałtyk gra trochę lepiej i 3 minuty przed końcem spotkania znów 17 – letni Pilch strzela bramkę! I wygrywamy 2-1! No i już Borussii Dortmund wyrósł następca Lewandowskiego :mrgreen: . Tyle że ich na niego nie stać ;-) … Śmieszne jest to, że po okrzykach na Rajewicza uaktywniła się Pogoń Szczecin. Zrozumieli omyłkowo, że to im coś wrzucamy. Podszedł do nas ktoś z propozycją spotkania się, skoro jesteśmy tacy mocni… Wymieniliśmy się numerami, a na estadio bocznym zaczęli się pojawiać kolejni szczecińscy fani. Niestety, po krótkiej naradzie ustaliliśmy, że jesteśmy po prostu zbyt słabym składem na harce z Pogonią i odmówiliśmy im. Wtedy to grupka fanów MKS-u gdzieś sobie poszła. Podszedł do nas jeszcze facet z klubu i mówi – „Nie lubimy się, ale macie trzy bilety na pamiątkę” – dziwny gość, ale spoko 8-) . Koniec meczu, piłkarze w komplecie podbiegają do płotu i dziękują nam za doping, widać że są szczęśliwi, a i my razem z nimi. Mało kto się spodziewał 3 punktów na tym wyjeździe. Psy zostają pod stadionem, my spod niego wyjeżdżamy, czyli wyjazd tam i z powrotem w 100% bez jakiegokolwiek wahadła, inne życie po prostu!  Jest jednak niedosyt że nie stawiliśmy czoła Pogoni, niby każdy wie, że gramy w kompletnie innych ligach (i nie chodzi tu o piłkę) ale niesmak pozostał…

Pogoń II Szczecin 003My, jeszcze na terenie stadionu.

Pogoń II Szczecin 005Piłkarze nasi dzielnie walczyli, aż cel osiągnęli….

Pogoń II Szczecin 007Razem, po meczu cieszymy się ze zwycięstwa.

Pogoń II Szczecin 010Bilecik z meczu.

Pogoń II Szczecin 009Na koniec nowa dziarka mojego psychicznie chorego kolegi Waldemara, który po ukończeniu 40-stki już wie, co najważniejsze w życiu  8-)

Najbliższy przeciwnik: Pogoń II Szczecin

Już w sobotnie przedpołudnie w dalekim Szczecinie zmierzymy się z rezerwami Pogoni. Tej solidnej drużynie środka tabeli nie grozi ani awans, ani też spadek do niższej ligi. No chyba żeby przeżyli nagłe załamanie formy, mają 5 punktów przewagi nad miejscem spadkowym, ale nie zanosi się. Ostatnią porażkę Pogoń poniosła tydzień temu w Dębnicy i to aż 4-0!. Nie sugerowałbym się jednak tylko tym ostatnim wynikiem, bo 5 wcześniejszych meczów Pogoni to zwycięstwa i remisy, np. 3-1 w Kartuzach czy 3-0 u siebie z Bałtykiem Koszalin. Reasumując można tej drużynie urwać punkty, ale będzie ciężko i szczerze mówiąc wracając już z remisem będziemy całkiem całkiem zadowoleni… Ja oczywiście wierzę w zwycięstwo i że piłkarze Bałtyku złamią zasadę „co drugi mecz dobry, a co drugi do bani”. Tego samego dnia o 18 Pogoń gra u siebie z Górnikiem Zabrze, więc raczej nie grozi nam wzmacnianie rezerw przez graczy z pierwszego składu. Chciałoby się w dobrych humorach wrócić na Pomorze i dowiadywać się wyników innych drużyn ze spokojem… Być może jakaś skromna grupka kibiców Bałtyku wspomoże swą drużynę dopingiem na tym wyjeździe, ale tak do końca nie wiadomo. Warto by było, bo wyjazdów zostanie nam bardzo mało do końca sezonu, a gdzie będziemy grać w przyszłym ciągle jeszcze nie wiadomo – ciągle jesteśmy pod kreską. Ja tam obstawiam niespodziewane 1-0 dla nas i miły, słoneczny weekend  ;-).

08.04.1995 Wisła Kraków – Bałtyk Gdynia

To był chyba jedyny w ostatnim ćwierćwieczu sezon, w którym Wisła Kraków spadła do drugiej ligi. Szybko z niej wyskoczyła, ale dzięki temu mieliśmy okazję zaliczyć wyjazd do Krakowa. Zbieramy się na stadionie Bałtyku w równe 50 osób i wyruszamy w trasę. Niestety, gdzieś w centrum Polski obrobiliśmy sklep z żarcia i gorzały, co spowodowało godzinny postój i utratę jednej osoby. Tak więc w 49 osób dojeżdżamy do Krakowa na godzinę przed meczem. Cztery osoby z FC Rumia na ten wyjazd pojechały pociągiem. Zamroczeni alkoholem po wyjściu z pociągu krzyknęli „Bałtyk Gdynia”. Od razu podbiło do nich kilku typów, przedstawili się jako Hutnik Kraków i zaprosili na małe pijaństwo. Trochę popili, jeśli się nie mylę na stadionie Korony Kraków. Gdy poszło kilka kieliszków, miejscowi zaatakowali. Albowiem był to nie Hutnik, a Cracovia. Nasi dostali oklep i stracili 2 szale. Były dwa szycia – 4 i 7 szwów na głowach. Ten z siedmioma miał na głowie rozbitą pełną butelkę wódki. Spotkaliśmy się z nimi na stadionie tuż przed meczem, potem dojechały jeszcze 2 osoby i ogółem w Krakowie zjawiło się nas 55 osób. Wisły w młynie bardzo dużo jak na tamte czasy, chyba z 800 w młynie. Próbowali biec do nas, ale psów było bardzo wielu i nie było na nic szans. Obwiesiliśmy się 7 flagami i próbowaliśmy dopingować. Nawet prowadziliśmy przez chwilę, ale ostatecznie polegliśmy 1-3. Po meczu spokojny powrót do domu grupy autokarowej. Ci ze szwami na głowach wrócili z nami, zamienili ich inni z Rumi, bo nie dało się upchnąć wszystkich w autokarze. No i ci mieli też przygodę. Dojechali do Katowic, gdzie zakupili bilety do Gdyni. W pociągu podbił do nich Ruch Chorzów na pełnej agresji, gdyż grali tego dnia derby z Górnikiem i byli pewni, że to Arka wraca ze wspomagania swych ziomali. Wtedy Arka miała zgodę z Górnikiem. Gdy okazało się, że to Bałtyk a nie Arka, agresja z nich zeszła. Zabrali naszym szal i kazali pić bełty, K z Rumi miała nakaż wypicia bełta za jednym zamachem, bo jak nie, to wp…l 8-) . Co miał zrobić K? Krztusząc się i dusząc wypił :lol: . Potem zaprowadzili ich do takiej grubej i wielkiej fanki Ruchu i kazali im ją macać. Trzeba przyznać, że dowcipnie podeszli do tematu. W końcu fani Ruchu wysiedli, a nasi już w spokoju dojechali do domu. Pewnie już więcej w życiu nie spotkamy się z żadną Wisłą, bo ta z Krakowa gra z 8 lig wyżej niż my, a ta z Tczewa już nie istnieje…

idio

O idiotach świąteczne rozważania

     Święta jeszcze trwają, i zastanawia mnie odwieczny dylemat niektórych katolików: Które są ważniejsze? Boże Narodzenie czy Wielkanoc? Niby bardziej się celebruje Boże Narodzenie, jednak jak się głębiej zastanowić, to Wielkanoc jest zdecydowanie ważniejsza. Bo narodzić się to jest normalna rzecz, ale zmartwychwstać! To dopiero sztuka! Więc choć muszę się przyznać, że wolę atmosferę i klimat Bożego Narodzenia, to stwierdzam obiektywnie, że Wielkanoc jest ważniejsza 8-) .

     Denerwuję się strasznie, jak z okazji świąt odwiedzam kogoś z mojej rodziny. Ten ktoś to człowiek niby starszy, wykształcony – historyk. I zawsze są awantury, bo rozmowy schodzą na tematy polityczne, czym męczę moje najbliższe osoby, które z kolei polityki nie rozumieją i nie lubią. Są tłumaczone – to kobiety. No i gadam z tym kimś, i on śmie twierdzić, że Mazowiecki alias Dickman to był „niezły” premier. Ja na to, że to kanalia i przestępca, krótka kłótnia i na moje argumenty – że sprzedał Polskę, że „gruba kreska” dla bandytów, że dzięki rządom żydów od Mazowieckiego nie ma stoczni, hut, kopalni etc. Mój oponent się zgadza, bo przecież wie, że mam rację. Ale jednak – dobry premier. Jako żywo stanęła mi przed oczami „Konopielka” Redlińskiego. Wychodzą chłopi w pole, wszyscy z sierpami, a Kaziuk jako jedyny z kosą. Krzyczą na niego, pomstują, wrzeszczą głośno – „co robisz, głupcze, sierpem lepiej”. „Lepiej kosą” – niewzruszenie odpowiada Kaziuk. W końcu postanowili to sprawdzić. Pracują kilka godzin, jest przerwa. Patrzą, a Kaziuk jest 3 razy dalej niż cała reszta. Wszyscy patrzą i mówią: „Rzeczywiście, Kaziuk jest o wiele dalej”. „I kto miał rację?” pyta Kaziuk. „My. Sierpem lepiej”. To właśnie jest ta sama sytuacja. Udowadniam mojemu rozmówcy, że mam rację, on kiwa głową – tak, tak, rzeczywiście. A potem – dobry premier. Albo – sierpem lepiej. Jak kto woli.

     Za chwilę druga taka sytuacja. Rozmówca miał operację przepukliny niedawno. Lekarz – a to gapcio – nie zaszył dokładnie swojego pacjenta. Coś tam wystawało. To, niczym w horrorze był kawałek jelita! Za kilka dni podczas ściągania szwów przy okazji wycięli feralny kawałek flaka, krew się polała, dodatkowe znieczulenia – aj tam, aj tam, zdarza się… No i mam bekę z lęborskiej służby zdrowia, że to zagrożenie życia, że może był wypity trochę i takie tam. A mój rozmówca ich broni… że to dobrzy lekarze, że takie rzeczy im się nie zdarzają… k..wa ale zdarzyło się, i to jemu! No padłem normalnie, tyle lat ma ta „Konopielka” a ludzie nic się nie zmieniają, książka wciąż aktualna, jakby wczoraj napisana.

     Wbrew pozorom poruszam ważny temat. Chodzi mi o tzw. „pożytecznych idiotów”. Ludzi na ogół miłych, raczej uczciwych, nic złego niby nie robiących. Ludzie ci na ogół przepełnieni są humanizmem, jakąś zboczoną sympatią do 95% ludzi. Tych ludzi można dymać na okrągło, zawsze znajdą wytłumaczenie – „nie miał wyjścia” – to o konfidentach czy dziadkach w Wermachcie, „takie były czasy” to o złodziejach i komunistycznych szmatach, „to na pewno przesada” – jak mówisz o kurewstwie naszych polityków. Nachalne, namolne tłumaczenie wszystkich i wszystkiego, przypisywanie politycznym bandytom cech ludzkich. Głupkowate wybaczanie i zboczone miłosierdzie do tych, którzy plują im w twarz i śmieją się. Bo to właśnie przewidzieli. Do dziś na salonach politycznych wałęsają się przeróżne polityczne kreatury, ścierwa bez jakichkolwiek zasad, o moralności czy etyce nie wspominając. Pęd ku kasie i władzy niczym nie hamowany, dopuszczalne każde kurewstwo, oszustwo, złodziejstwo i chamstwo. Dlaczego? Bo pożyteczny idiota zapomni, wybaczy, wytłumaczy, zrelatywizuje. Można zmieniać partie jak rękawiczki, chlać, kraść, oszukiwać, brać udział w aferach. Przecież w normalnym, czyli myślącym i sprawiedliwym społeczeństwie takie kreatury jak Wałęsa, Tusk, Miller, Kwaśniewski i wielu wielu innych, których aż obrzydzenie wymieniać – nie mieliby racji bytu. Już nie mówię, że by wisieli, ale przynajmniej wypadli całkowicie w polityczny i społeczny niebyt. Tymczasem w naszym społeczeństwie przepełnionym „pożytecznymi idiotami” można wszystko. Zagłosują jak trzeba. Znów dadzą się nabrać na polityczne sztuczki, łykną frazesy tych samych od 25 lat politycznych kretynów niczym pelikan świeże rybki. Świat pożytecznych idiotów – 50% wyborców. Lekko licząc… Dlatego w najbliższych wyborach sporo procent głosów uzyska PO… Mimo tego że ich rządy są najgorsze od 1989 roku, a i dyktaturze komunistycznej śmiało mogą dorównywać. Dlatego też liczą na głosy partyjniaki z SLD. I dostaną ich sporo. Dobrzy głupi ludzie znów spieprzą robotę, znów oddadzą swe głosy tam, gdzie trzeba tym cwaniakom… I tylko w części małej tłumaczy ich problem z brakiem wyboru. Oczywiście słowo „pożyteczny” w kontekście połączenia z „idiotą” nie ma ani grama pozytywnego wydźwięku. Bo są oni owszem, pożyteczni, ale dla śmieci, zdrajców, kanalii i szumowin. Będąc nieświadomym, dobrodusznym idiotą, bezrefleksyjnym i poczciwym jesteś w gruncie rzeczy człowiekiem złym – bo zło wspierasz. Swym wtórnym debilizmem i analfabetyzmem, oraz „tumiwisizmem” idioci wspierają spiralę zła i przemocy. Idiotyzm nie zwalnia od odpowiedzialności, kretyni są potrzebni do wspierania systemu zła, który obecnie panuje i, niestety, ma się dobrze. Miły przygłup, wesoły debil, troglodyta o twarzy małpy, wykształcony demokrata… „Może nie wszystko jest idealnie, ale przecież się starają”… „Nie można im odmówić dobrych intencji”… „To były błędy młodości”, „Może i raz czy dwa kogoś sprzedał, ale pewnie żałuje, ciężkie były czasy”. Ileż razy takie teksty słyszałem… Dopóki w tym kraju będziemy respektować i tłumaczyć zło i kurewstwo w jakiejkolwiek formie, dopóty nic się nie zmieni. Dopóki ludzie świadomi nie zastąpią pożytecznych idiotów, to będzie tak, jak jest. Czyli nie za dobrze… Choć pewnie w końcu będzie lepiej – odpowie mi zaraz „pożyteczny idiota”. Jak zawsze.

idio

wielk

Wesołych Świąt!

wielk