- Od polityki uciec nie sposób, gdyż jest ona integralną częścią naszego życia, politycy tworząc i wetując ustawy kształtują nasze życie i choć są to na ogół szmaty i frajerzy, musimy być z polityką na bieżąco. Chętnie jednak zmieniam temat i nie nurzam się w szambie politycznym, gdy tylko mam ku temu sposobność. No to dziś może trochę więcej sportowo i społecznie? Pośmiejmy się trochę z naszych piłkarzy – nieudaczników. Co mecz, to te same epitety: nieudacznicy, lenie, niedojdy. Mamy kadrę na tak niskim poziomie, że w zasadzie przed rozpoczęciem eliminacji do Mistrzostw Europy już jest wszystko wiadomo. Szczególnie po meczu ze Szkocją. Coś jak z awansami Bałtyku do wyższych lig: żadnych szans.  Najśmieszniejszy w tym wszystkim jest pseudo trener niejaki Nawałka. Niczym jego poprzednicy nie widzi u siebie błędów, popełnia je jeden po drugim, a jego konferencja pomeczowa to jeden wielki bełkot, przy którym pieprzenie Fornalika czy Smudy to artyzm wręcz ;-).  I tak to po kilku meczach towarzyskich sprawa jest z grubsza wyjaśniona, i jest dobrze. Po porywającym pełnym emocji i (mimo wszystko) zwycięstwie, powiedzmy 2-1 w Gibraltarze jeszcze 2-3 mecze będzie trwało wyliczanie matematycznych szans na awans, a potem zapadnie spokój. Poleci Nawałka, a po nim będzie kolejny solidny polski trener z polską myślą szkoleniową która słynna jest w całej Europie ;-). Bo zagranicznych trenerów nasz PZPN z wiadomych przyczyn się obawia…

 - To chyba teraz ultrasi polscy walczący o dobre imię kibiców mogą odtrąbić całkowita porażkę 8-) .  Po kilku latach przerwy doszło do konkretnej awantury na stadionie, podczas meczu. Piszę oczywiście o meczu Legia – Jagiellonia. Ekipa z Białego się wkurzyła, gdy Legia wywiesiła skrojone im flagi do góry kołami i zaczęła rozwalać bramkę. Legia na nich ruszyła i Jadze się oberwało solidnie, aczkolwiek plus dla nich, że próbowali coś robić. Zadyma się rozkręciła całkiem całkiem, doszło do tego, że druga połowa meczu się nie odbyła. Gówniane media z radością odtrąbiły, że związki prezesa Legii Leśnodorskiego z warszawskimi kibicami wyszły mu bokiem. Znów jesteśmy (kibice) na cenzurowanym, ale taki już nasz kibicowski żywot, heh. Nikt nie wspomni o patriotycznych kibicowskich oprawach, pamięci o grobach i pomnikach polskich bohaterów, wspomaganiu przez kibiców domów dziecka czy schronisk dla zwierząt. Kij im w oko wszystkim. Parafrazując stary kawałek – „A my się bawimy, i to pi…. my”. Zabawa trwa. To, co robimy, robimy dla siebie i swojego sumienia, a nie pochlebnego artykułu w „Wyborczej” czy sympatycznej wzmianki w TVN-ie. Kiedyś, gdy będą płonąć gmachy na Wiejskiej czy budynki TVN-u na Wiertniczej, znów porobimy sobie zdjęcia na tle pożogi – tak jak na tle płonącej pedalskiej tęczy w listopadzie 2013. Opinia lokajskich mediów czy jakiegoś nieuświadomionego plebsu nic tu nie zmieni. Kto ma wiedzieć, ten wie, jaka jest prawda.

 - A teraz historia krótkiego żywotu Tomasza Sakiewicza. Żywotu medialnego, w którym mister Sakiewicz istnieje, a właśnie raczej istniał, jako trybun polskiej prawicy. Facet jest od 9 lat redaktorem naczelnym „Gazety Polskiej” i właśnie się skończył. Może nie jako redaktor, ale jako prawica. Coraz dziwniejsze odpały pana redaktora osiągnęły apogeum podczas zadym ukraińskich zapoczątkowanych na Majdanie (nie na Radku, tylko tym w Kijowie, hi hi). Z jakąś przedziwną metamorfozą w tle  Sakiewicz nagle zaczął grać w jednej orkiestrze z Platformą Obywatelską i PiSem i wraz z nimi zaangażował się w ukraiński konflikt. Pijarowskie działania PO i PiS można jeszcze zrozumieć i uzasadnić ich szmaciarskim czołganiem się po głosy wyborców do euro parlamentu, czym natomiast można uzasadnić debilną propagandę pisemka Sakiewicza? Wspieranie zdeklarowanych banderowskich bojówek Sakiewicz nazywa czynnym wspieraniem antyrosyjskich postaw, nie zauważając w najmniejszym stopniu, kogo przy tej okazji gloryfikuje. Nacjonaliści ukraińscy spod znaku tryzuba sławiący pamięć morderców Polaków, karmiący się do dziś aktualną nienawiścią do naszego narodu są przez pana Sakiewicza gloryfikowani i nazywani patriotami.  Ten człowiek jest chory, zachowuje się jak debil, który utracił kontakt z rzeczywistością. Z „Gazety Polskiej” już uciekli wszyscy poważni ludzie, jak np. ksiądz Isakiewicz. Niebawem ucieknie też większość kupujących to pismo, albowiem swoją postawą Sakiewicz zdradził swoich wyznawców i czytelników. Przynajmniej znaczną ich część. I tak to coraz więcej oszołomów spada z piedestału prawicy polskiej, a ich zmienników zbyt wielu nie widać. Dojdzie do tego, że jedynym miejscem gdzie prawicowo będzie sobie można poczytać to i owo będą internetowe łamy „Wolnej Polski” :mrgreen: . Łamy jedynego sprawiedliwego trybuna prawicy polskiej przyjmę z pokorą, jako wyzwanie do wzmożenia swych wysiłków ;-). I częstszego pisania, bo ciągle mam z tym problemy.

 - Na koniec trochę wieści ze stolicy, którą nie jest jak się powszechnie uważa Warszawa, a Lębork ;-).  Wieść głosi, że po wyjściu z pudła stacjonuje u nas Trynkiewicz. Gnida musi się ukrywać, bo jest paru chętnych na jego głowę, mimo że odsiedział pełną tzw. „ćwiarę”. Pamięć w społeczeństwie podsycały gówniane media pokroju „Faktu” czy TVN-u. Wieści te są raczej pewne, choć wraz z przemycanymi informacjami coraz częściej jest nam serwowana polityka odwrotna czyli dezinformacji. Co ciekawe teksty dotyczące pobytu Trynkiewicza w Lęborku, a noszące znamiona realizmu są natychmiast przez redakcje róznych, „oficjalnych” portali usuwane. No to ja może napiszę, co wiem, bo z Wolnej Polski nie tak łatwo jest usunąć prawdę :twisted: . A więc Trynkiewicz pomieszkuje w centrum Lęborka na ul. Łokietka w mieszkaniu milicyjnym i jest 24 h pilnowany. Tak więc, matki, nie bójcie się o swoje dzieci ;-). Ciekawe ilu ludzi jest zatrudnionych w związku z jego wyjściem z pudła. Nie można było normalnie zboka odstrzelić? Teraz jest problem. Hardcorowy dowcip mówi, że Trynkiewicza i matkę małej Madzi zatrudni TVN. Będą gwiazdami nowej edycji programu „Surowi Rodzice”, heh. Drugą nowiną z Lęborka jest przykra przygoda naszych niedawnych przyjaciół z Pogoni. Na jakiś ich turniej wpadł Gryf z Lechią, rozgonił i wykroił z 4 flag. Bolesna strata i chłopaki z Pogoni na pewno tego tak nie zostawią. Fakt faktem jednak, że Gryf nam tu trochę na Pomorzu odskoczył i kiedyś z niezbyt poważnej ekipy doszedł do takiego poziomu, że Bałtyk by wciągnął jedną, a Pogoń drugą dziurką od nosa. No trudno, trzeba żyć dalej, Pogoni życzę szybkiego rewanżu i odbicia swoich strat, a nasza wesoła ekipa też niebawem rusza na kibicowski szlak. Już za 9 dni wyjazd do Koszalina. Już za 2 dni mecz o wszystko z Polonią. Czwarta liga rusza :lol: . Parafrazując księdza Twardowskiego – cieszmy się w miarę dalekich wyjazdów. Tak szybko się skończą…