Bardzo byłem podniecony tym meczem, albowiem był to mój pierwszy wyjazd z Bałtykiem. Od pół roku już jeździłem regularnie na mecze u siebie, a wszyscy mi mówili, że wyjazdy to całkiem inne przeżycie, najciekawsze w życiu kibica. Okazało się, że mieli rację ;-) . Debiut wyjazdowy, jak to często bywa miałem do ówczesnego zgodowicza – Stilonu Gorzów. Na dworcu w Gdyni zebraliśmy się w około 100 osób. Przy dworcu stało kilku psów, a nieopodal, przy salonie gier automatycznych zebrało się około 40 śledzi. Spodziewaliśmy się tzw. kamionki i słusznie. Zaraz po starcie pociągu z Gdyni Głównej poleciał w niego grad kamieni, już na Wzgórze wjechaliśmy ze stratą ok. 10 szyb. My też od Sopotu począwszy kamieniowaliśmy mijane stacje. W Gdańsku pociąg stanął na dobre. Po około pół godziny rozległy się sygnały – zjeżdżały się psy. Zrobili nam małą pacyfikację, wygnali wszystkich z pociągu, zaczęły się przeszukania i spisywanie. Dwie osoby zwinęli na dołek, kilkanaście się wykruszyło. Przez ten incydent padło nam połączenie z zaledwie 1 przesiadką w Bydgoszczy, musieliśmy się zdecydować na jazdę jakimiś łamańcami. Już w Tczewie mieliśmy kolejną przesiadkę i aż 3 godziny czekania na pociąg do Bydgoszczy. Znaczna większość naszej grupy wykorzystała ten czas na zakupy potężnej baterii alkoholu. Już mniej więcej po godzince stada pijanej gawiedzi z Bałtyku krążyły po Tczewie wesoło śpiewając bądź wykrzykując wulgaryzmy 8-) . Pamiętam jak na przykład kolega T z Rumi mimo zamkniętego kiosku metodą siłową zdobył gazetę do czytania, kolega W z Obłuża pijany oddawał mocz  na środku jadłodajni dworcowej, a z kolei 4 pijanych z Rumi niosło piątego nieprzytomnego z nadużycia ;-). Psy się znów pojawiły w znacznej sile i około 20 osób zwinęły, ale tuż przed odjazdem pociągu puściły wszystkich. Największy stres miał dzisiejszy członek zarządu Bałtyku, któremu zapowiedzieli, że jak będzie miał 2 promile – jedzie na izbę. Miał 1,98 ;-). W końcu ruszyliśmy. Gdy dojechaliśmy do Bydgoszczy, czekał na nas kolejny kordon psów. Ci byli bardzo agresywni i pojebani. Kilka osób od nas obili, flagę Bałtyku nam zabrali i wrzucili do kibla, mundurowe dziwki! Mi podczas rewizji znaleźli nóż tzw. finkę, która wziąłem ze sobą i oczywiście zabrali.  Debile przy tych marnej jakości popisach bardzo się cieszyli. Gdy już od tej milicyjnej swołoczy się uwolniliśmy, było już spokojniej. Kolejne przesiadki w Pile i Krzyżu odbyły się już bez perturbacji. Dojechaliśmy do Gorzowa na około 3 godziny przed meczem. Tam na dworcu czekało na nas około 20 ziomali ze Stilonu. Miejscowych psów też trochę było, ale widząc atmosferę przyjaźni nie zatruwały nam życia dyskretnie kukając na nas z oddali. Czas pozostały do meczu spędziliśmy na pijackich zabawach i umacnianiu zgody. W końcu zaczął się mecz. Ostatecznie na wyjeździe w Gorzowie było nas 79 osób. Na płocie wisiało bodajże 7 flag. Cały mecz trwał nasz głośny doping, który nie uchronił nas przed wysoką porażką. Stilonu w młynie było około 60 osób, wywiesili 5 flag. Po meczu pękło jeszcze kilka browarów czy wódeczek i do domu. Przesiadka w Stargardzie Szczecińskim spokojna, cyrki zaczęły się w pociągu relacji Szczecin – Gdynia. Olewka kanara, zero biletów i wesołe bieganie po pociągu spowodowały, że pajac wezwał psy. W Słupsku pociąg zanotował dłuższy postój, podczas którego mnóstwo kundli wpadło do pociągu i wyciągały ludzi. Od razu na peronie ich fotografowali i po raz kolejny spisywali. To już stawało się nudne… Emocje tego wyjazdu dobiegły końca. Około 2 w nocy ostatni pociąg z kibicami Bałtyku dojechał do Gdyni.