Tym, którzy teraz pomyśleli że to biografia Michnika spieszę donieść, że jednak nie ;-). Frankenstein z pierwowzorem z powieści Mary Shelley’s ma związek bardzo luźny. Faktycznie jest ożywiony gościu zszyty z 8 trupów, faktycznie zabija swego twórcę i znika. Film zaczyna się 200 lat później, potwór dr Frankensteina nazwany później Adamem żyje i ma się całkiem dobrze. Na świecie, poza wiedzą ludzi na nim żyjących toczy się wojna o panowanie nad nim. Walczą gargulce, które uosabiają dobro z demonami, które naturalnie służą ciemnym mocom. Obie te grupy chcą dorwać Adama, a przede wszystkim dziennik jego twórcy, aby poznać sekret ożywiania trupów… Z tymi trupami później oczywiście mają rządzić światem. Adam nie przepada ani za jednymi ani za drugimi, ale na skutek różnych okoliczności staje w końcu po stronie tych dobrych – gargulców.  Eleganckie sceny walki z demonami, efektom nie można nic zarzucić. Treść oczywiście niezbyt ambitna i łatwa do przewidzenia. Główna rola w wykonaniu Eckharta znanego choćby z „Mrocznego Rycerza” nie najgorsza. Ogólnie film do obejrzenia, aczkolwiek bywało lepiej. Ocena 6 / 10