Archiwum dla 25 stycznia 2014

jaf

Ja, Frankenstein

Tym, którzy teraz pomyśleli że to biografia Michnika spieszę donieść, że jednak nie ;-). Frankenstein z pierwowzorem z powieści Mary Shelley’s ma związek bardzo luźny. Faktycznie jest ożywiony gościu zszyty z 8 trupów, faktycznie zabija swego twórcę i znika. Film zaczyna się 200 lat później, potwór dr Frankensteina nazwany później Adamem żyje i ma się całkiem dobrze. Na świecie, poza wiedzą ludzi na nim żyjących toczy się wojna o panowanie nad nim. Walczą gargulce, które uosabiają dobro z demonami, które naturalnie służą ciemnym mocom. Obie te grupy chcą dorwać Adama, a przede wszystkim dziennik jego twórcy, aby poznać sekret ożywiania trupów… Z tymi trupami później oczywiście mają rządzić światem. Adam nie przepada ani za jednymi ani za drugimi, ale na skutek różnych okoliczności staje w końcu po stronie tych dobrych – gargulców.  Eleganckie sceny walki z demonami, efektom nie można nic zarzucić. Treść oczywiście niezbyt ambitna i łatwa do przewidzenia. Główna rola w wykonaniu Eckharta znanego choćby z „Mrocznego Rycerza” nie najgorsza. Ogólnie film do obejrzenia, aczkolwiek bywało lepiej. Ocena 6 / 10

rak

Wywiad z Rakowem Częstochowa

Znów trzeba było trochę czekać, aby poczytać coś nowego… Zapraszam do przeczytania wywiadu z kibicem Rakowa Częstochowa…

Cześć. Wiem, że jak każdy z branży nie lubisz udzielać się publicznie, ale jednak wymusiłem od Ciebie odpowiedź na kilka pytań ;-). Na początek proszę o kilka słów o Tobie. Ile masz latek, od kiedy jeździsz na Raków, jaki styl kibicowania preferujesz? 

34 rok na karku właśnie za chwilę stuknie. Tak się fajnie złożyło,że podczas nadchodzącej rundy na wyjeździe do Wałbrzycha minie równe 20 lat od pierwszego wyjazdu. Będzie okazja by znów obchodzić dwudzieste urodziny ;-). A styl kibicowania to chyba jak każdy kto zaczynał w pierwszej połowie lat 90. – stara szkoła: darcie ryja na meczach i jak jest okazja to mały sparing bokserski nie zaszkodzi ;-) Jedno z drugim idealnie się uzupełnia.

Teraz mam pytanie – co ogólnie się dzieje w Częstochowie? Wiadomo że przede wszystkim Raków i długo długo nic, ale czy istnieją inne grupy kibiców? Włókniarz, AZS? Kiedys był FC Widzewa u was ale już nie ma. Czy na jakieś inne drużyny jeżdżą jacyś kibice z Częstochowy?

Sam sobie odpowiedziałeś na to pytanie – teraz jest Raków i długo,długo nic. Owszem jest młyn na AZSie czy Włókniarzu. Jest też grupka pajaców na Skrze. Ale to wszystko to zupełnie inny klimat. Bezsilność Włókniarza pokazał czerwcowy mecz CKM-Falubaz, który odwiedziliśmy w kilkadziesiąt osób. Kilkusetosobowy młyn zniknął, gdy tylko pojawiliśmy się na stadionie. AZS też lubi stawiać się za wzór jedynych niepikników na siatkówce.Posiadają flagę „Antypiknik”, na której mają wyszyte hasło „na kibiców wychowani” jednak ostatnio na wyjazd do Kędzierzyna nie chcieli jechać bez wahadła. Dla nas obie te grupy nie są jakimkolwiek rywalem, ale obie te formacje są nastawione – mentalnie – do nas wrogo. Nie stać ich jednak na walkę wręcz. Głównie żużlofani lubują się za to w „wojence” na napisy. Inna sprawa to Skra. Młynek tam tworzy kilka, czasem kilkanaście osób. Część z nich niegdyś łaziła w innych szalikach (takie biało-zielone, albo nawet i czerwono-biało-czerwone), dlatego też byli już karceni kasacją flag. Co do FC w Częstochowie to na dobrą sprawę w historii były tylko dwa z prawdziwego zdarzenia. Widzew, z którym – mimo iż był nastawiony praktycznie w całości na chuligankę – już sobie poradziliśmy. Zostały jednostki,które nieoficjalnie jeżdżą do Łodzi na mecze. Czasem jeszcze pojawi się ich mała flaga na płocie. Drugi to był ŁKS. Tych w szczytowym momencie było do dwudziestu osób. Po zerwaniu zgody funkcjonowali jedynie przez niecały sezon. Ślad po nich zaginął. Była jeszcze flaga Lecha „Częstochowa”, która była autorstwa akurat przerzuta z Rakowa, który pochodził spod Częstochowy. To też temat sprzed dekady. Dawno i nieprawda. Obecnie są jeżdżące jednostki na Śląsk, Wisłę i Legię, ale nie funkcjonują na zasadzie FC.

Chciałbym teraz spytać o kwestie osobiste. Kiedyś przeżyłeś niezłą traumę,pies z bardzo bliskiej odległości strzelił ci w głowę gumowym pociskiem. Mam prozaiczne pytanie – jak zdrowie? czy odczuwasz jeszcze jakieś reperkusje zdrowotne po tym wypadku? Czy ktokolwiek cie przeprosił za to, co ci wbrew prawu zrobili? Czy pies który to zrobił, został pociągnięty do jakiejkolwiek odpowiedzialności? 

Żartowniś :) A czy Jaruzelski przeprosił za Stan Wojenny? A Michnik za ojca,matkę i brata? W Tuskanii, która jest spadkobiercą ideałów PRLu nie przeprasza się za krzywdy i nie dokonuje zadośćuczynienia. Skoro komuna się skończyła to oddali nam zagrabiony Lwów, Grodno i Wilno? Nikt w moim przypadku nie był pociągnięty do odpowiedzialności i nigdy nie będzie.A jeśli chodzi o zdrowie, to niestety uraz powoduje cały czas komplikacje,ale nie mam zamiaru się nad sobą użalać na łamach Twojego bloga :) Żyję,jeżdżę,więc nie ma co narzekać.

Jeszcze mam do ciebie ostatnie, rozbudowane pytanie. Niedawno na moim blogu opisywałem wyjazd na Raków z ’93 roku. Bez jakiś szczegółowych rozkmin można stwierdzić, że byliśmy na zbliżonym poziomie kibicowskim. Dzisiaj my jesteśmy prawie na dnie, a wy jesteście bardzo przyzwoitą ekipą,waleczną,honorową i regularnie jeżdżącą. W jaki sposób tak bardzo np nam odjechaliście? W jaki sposób pracowaliście, by stać się kimś? Ostatnie pytanie ode mnie to prośba o kilka słów na temat kibiców Bałtyku – twoja opinia.

No to musimy niewątpliwie wrócić do wspominanego sezonu 1993/94. Dla nas był to przełom z tego względu, że kopacze po raz pierwszy w historii awansowali do I ligi. Sam awans przewrotnie pogorszył wszystko na trybunach. Wszystko przez boom szalikowy. Narobiło się dziadostwa co pokupowało sobie szaliki i zaczęli chodzić na Raków, no bo gra w I lidze. Do tego młodzież często „wiedziała lepiej” więc starzy się szybko odsunęli i okazało się, że jest u nas kiepsko. Dalej była ekipa sprzed awansu, która potrafiła napsuć krwi rywalom, ale niestety tonęła w grupie baranów. Do tego ten narybek,który powiedzmy był mentalnie ogarnięty, ale potrzebował wsparcia u starszych,bowiem nie miał żadnego doświadczenia bojowego, został sam. W I lidze opinia o nas się pogorszyła (a np. jeszcze w sezonie 92/93 mieliśmy opinię małej, ale charakternej i agresywnej bandy). Przez cztery lata pierwszej ligi pokolenie ’80, którego było dość sporo musiało okrzepnąć,dorosnąć i dojrzeć. I wychowywanie się w nieprzychylnych opiniach o Rakowie sprawiło, że mieliśmy jasno postawiony cel. Dążyliśmy by przywrócić dobre imię chuliganów Rakowa. Po raz kolejny paradoksalnie pomógł nam spadek. Lanserzy i barany poszli w odstawkę. Zostało nas mniej, ale samych zdeterminowanych. Kolejny spadki i klęska sportowa w pewnym momencie sprawiła, że walczyliśmy o przetrwanie. Na szczęście rywale w naszym mieścieto nie ekipy w których cieniu jest Bałtyk w Trójmieście. Mimo, że było u nas słabo to daliśmy radę. To wszystko w ciągu dwóch dekad od wspominanego przez Ciebie meczu między nami sprawiło, że się dość mocno zahartowaliśmy.Wspięliśmy się na pewien poziom, który jest drogowskazem dla następnych pokoleń. Wiemy doskonale, że pewnego poziomu w częstochowskich realiach nie przeskoczymy, ale nie chcemy też spaść poniżej pewnego pułapu. Wobec czego pamiętając o grzechach przeszłości już w zarodku reagujemy na pewne symptomy. Prawda jest taka, że gdybyśmy w najbliższej okolicy mieli za rywali takie ekipy jak u Trójmieście mogłoby to wyglądać inaczej. Niemniej jednak zwalać całej odpowiedzialności za swoją słabość na wroga nie można. Obecnie ciężko o pozytywy. Jeśli jest się kibicem Bałtyku to należy bywać na meczach Bałtyku. A z tym bywa ostatnimi czasy różnie. Czy u siebie czy na wyjazdach. Raz na jakiś czas to trochę za mało. Zresztą chyba doskonale wiesz, że musicie poukładać sobie pewne tematy wewnętrzne. Gdy byliśmy u Was dwa lata temu w Wielką Sobotę to dość długo pod stadionem stało bezkarnie dwóch typów w czapkach sąsiada zza miedzy. Od Was nie było reakcji żadnej,to my wróciliśmy do Częstochowy bogatsi o dwa gadżety. To też wiele mówi.

Dzięki za wywiad, pozdrawiam…