Smarzowski błyskawicznie wskoczył w fotel najlepszego polskiego reżysera. Szybko widzowie zapomnieli o tych wszystkich Wajdach, Kieślowskich i innych Hoffmanach, ale to nic dziwnego – „Dom Zły”, „Róża” czy „Drogówka” skutecznie na to pozwoliły… same dobre filmy. Tym razem reżyser zmierzył się z wszechobecnym w Polsce alkoholizmem. Jerzy, dość popularny pisarz, jest nałogowym alkoholikiem. Poznaje młodszą laskę, zakochuje się w niej i próbuje zerwać z nałogiem. Smarzowski leci bez znieczulenia. Kolejne kadry filmowe pokazują nam kolejne stadia upodlenia alkoholowego. Jerzy, którego gra Więckiewicz trafia do środka leczenia uzależnień. Widzimy kilka historyjek z życia różnych klientów tegoż ośrodka. Patologia, upadek, bełkot, rzygowiny, szczanie w nachy, leżenie w rynsztoku. Okradanie bliskich aby się napić. Wszystko to wygląda strasznie, ale nie oglądamy tego z niedowierzaniem, bo przecież problem ten dobrze znamy – czyż nie? Chleje każdy – milicjant, ksiądz, artysta, rolnik, baba ze wsi, kierowca. Każdy z nas zna kilku pijaków, każdy z nas już to gdzieś widział. Tym samym choć Smarzowski uderza mocno i celnie w problem, to niczym nie zaskakuje. Film jest generalnie do przewidzenia. Na koniec sceny niektóre się powtarzają, tylko są coraz bardziej rozmazane, niczym w stanie coraz większego upojenia, próbujemy łapać co jest realne, a co wytworem pijackiej maligny bohatera. Pamiętacie „Wszyscy jesteśmy Chrystusami”?  Dobry był. Czy „Pod Mocnym Aniołem” jest lepszy? Nie wiem. Warto zobaczyć, dobry, mocny film, niezłe dialogi, aczkolwiek „Dom Zły” czy „Drogówka” to to nie jest, aż tak w fotel nie wbija. W mojej ocenie 7 / 10.