Archiwum dla 19 stycznia 2014

pod

Pod Mocnym Aniołem

Smarzowski błyskawicznie wskoczył w fotel najlepszego polskiego reżysera. Szybko widzowie zapomnieli o tych wszystkich Wajdach, Kieślowskich i innych Hoffmanach, ale to nic dziwnego – „Dom Zły”, „Róża” czy „Drogówka” skutecznie na to pozwoliły… same dobre filmy. Tym razem reżyser zmierzył się z wszechobecnym w Polsce alkoholizmem. Jerzy, dość popularny pisarz, jest nałogowym alkoholikiem. Poznaje młodszą laskę, zakochuje się w niej i próbuje zerwać z nałogiem. Smarzowski leci bez znieczulenia. Kolejne kadry filmowe pokazują nam kolejne stadia upodlenia alkoholowego. Jerzy, którego gra Więckiewicz trafia do środka leczenia uzależnień. Widzimy kilka historyjek z życia różnych klientów tegoż ośrodka. Patologia, upadek, bełkot, rzygowiny, szczanie w nachy, leżenie w rynsztoku. Okradanie bliskich aby się napić. Wszystko to wygląda strasznie, ale nie oglądamy tego z niedowierzaniem, bo przecież problem ten dobrze znamy – czyż nie? Chleje każdy – milicjant, ksiądz, artysta, rolnik, baba ze wsi, kierowca. Każdy z nas zna kilku pijaków, każdy z nas już to gdzieś widział. Tym samym choć Smarzowski uderza mocno i celnie w problem, to niczym nie zaskakuje. Film jest generalnie do przewidzenia. Na koniec sceny niektóre się powtarzają, tylko są coraz bardziej rozmazane, niczym w stanie coraz większego upojenia, próbujemy łapać co jest realne, a co wytworem pijackiej maligny bohatera. Pamiętacie „Wszyscy jesteśmy Chrystusami”?  Dobry był. Czy „Pod Mocnym Aniołem” jest lepszy? Nie wiem. Warto zobaczyć, dobry, mocny film, niezłe dialogi, aczkolwiek „Dom Zły” czy „Drogówka” to to nie jest, aż tak w fotel nie wbija. W mojej ocenie 7 / 10.

Na luźno

Wróciłem! Swoisty come back z pisarskiego niebytu od dnia dzisiejszego stał się faktem. To był naprawdę fatalny, noworoczny okres. Ruina finansowa, strata laptopa i niemożność pisania i czytania mogły zniechęcić… Ale już redakcja Wolnej Polski powstaje niczym Feniks z popiołów ;-). Na razie muszę operować na notebooku 14 cali marki IBM, nie jest to może spełnienie marzeń, ale nie jest źle. Pracę w brzydkiej acz sympatycznej Łodzi zamieniłem na atrakcyjne miasto nieopodal morza, tak więc same nowości. Gdy piszę te słowa, w telewizji niebawem się zacznie transmisja z meczu Mistrzostw Europy w piłkę ręczną w Danii, w którym to nasi zmierzą się z Białorusią. Z tym krajem sporo nas łączy – szerokość geograficzna, system rządzenia, wolność wypowiedzi. Natomiast ludzie w Polsce i na Białorusi mają jakby nieco inne charaktery, Białorusini sprawiają wrażenie uległych i pogodzonych ze swym losem, nic gorszego człowieka nie może spotkać. Trochę ich szkoda. Piłka ręczna mężczyzn to atrakcyjny sport niezwykle, więc bezpośrednia relacja telewizyjna to będzie jeden z tych rzadkich momentów, w którym będę spozierał bez obrzydzenia w nadajnik telewizyjny. Życzę zwycięstwa naszym, aczkolwiek zapowiadają się laczki, obym się mylił… W ogóle w zimę odnosimy praktycznie jedyne w skali roku sukcesy, kiedyś nie do pomyślenia. Nasi rajdowcy osiągają dobre wyniki (to niby sporty nie zimowe, ale skoro jeżdżą w styczniu, to jak je nazwać?), Kowalczyk wygrywa co rusz i już osiągnęliśmy słodkie przyzwyczajenie do jej kolejnych wiktorii. Skoczkowie narciarscy też osiągają piękne rezultaty, nie znam szczegółów bo sporty zimowe zaczynam lubić w pod koniec marca – gdy się kończą, niemniej chwała naszym wszelakim za godne reprezentowanie naszego kraju.  Tak więc, z umiarkowanym optymizmem obejrzę sobie mecz z Białorusią, a potem zapewne czym prędzej wyłączę telewizję,  aby przypadkiem nie nadziać się na jakąś debilną porcję wiadomości czy reklamy. No dobra, kończę, bo mecz się już zaczął. Dziś jeszcze może recenzja filmu na który udaję się do kina, a niebawem wywiad z kimś, kto ma cos do powiedzenia no i wiele innych rzeczy… Wracam na dobre i już nie dam się okraść a poza tym regularnie lecytynę zażywam co i wam polecam 8-) .