Chwilę się zastanawiałem czy na VI Patriotyczną Pielgrzymkę Kibiców na Jasną Górę wyruszyć z dwóch powodów. Raz że specjalnie bogobojny nie jestem i klimaty stricte religijne nie do końca mnie fascynują, dwa że zastanawiałem się, czy warto tracić cenny czas i pieniądze na tego typu uroczystość.  Zdecydowałem się jechać i była to bardzo dobra decyzja z mojej strony, wspaniale spędziłem ten sobotni dzień. Wyjechaliśmy już około północy w nocy z piątku na sobotę autem Norberta zwanego Jankesem przez niektórych. Nasze auto było wypełnione zarówno członkami Kategorii C, jak też aktywnymi członkami wszystkich możliwych kategorii kibicowskich Bałtyku w postaci Ł i mnie 8-) . Podróż przebiegała sprawnie, wszak „Polska w budowie” i „Rząd zdał egzamin”, co spowodowało, że trasa A1 z Gdańska na Łódź, która w pierwotnych planach miała być oddana na Euro2012 już w 90% jest wykonana!  Szybkie tempo jazdy i spory komfort, ominięcie wstrętnego Włocławka, to wielkie udogodnienie dla kierowców. Już o 7.30 jesteśmy w mieście innym niż wszystkie, czyli oczywiście Częstochowie. Parkujemy nieopodal jasnogórskiego klasztoru i dzielimy się na 2 bojowe grupy,  z których jedna bojowo drzemie w aucie, a druga wybiera się na miasto. W tym samym czasie z Gdyni dojeżdża dwóch kolejnych kibiców w postaci B i Sz, tym samym fanów Bałtyku na pielgrzymce melduje się 7 osób. Przed 10 ogarniamy się już wszyscy i w komplecie idziemy na śniadanie do Domu Pielgrzyma, które było niestety tak ohydne, że należałoby się dowiedzieć, czy nie było w owym domu zejść śmiertelnych w ostatnim czasie. W końcu meldujemy się w klasztorze, oczywiście zewsząd dobijają mniejsze bądź większe grupy kibicowskie z całej Polski, pojawiają się znajomi z Gryfa Słupsk, KKS-u Kalisz, Legii, Lechii, Śląska, robi się wręcz familiarnie. W końcu o godzinie 12 ksiądz Jarosław Wąsowicz rozpoczął mszę. To fantastyczny gość, na co dzień kibic Lechii Gdańsk, inicjator kibicowskich pielgrzymek. Inteligentny, posługujący się pięknym językiem polskim, zajadły antykomunista, przy tym człowiek optymista, z bardzo bojowym duchem. Nie pozwala bezwiednie toczyć się historii, walczy bardzo aktywnie ze złem i patologią. Jednym słowem gdyby takich księży było znacznie więcej, rzeczywistość polska byłaby inna, a ludzie do kościołów waliliby drzwiami i oknami. Na koniec mszy poświęcone zostały barwy kibicowskie oraz zaśpiewaliśmy hymn Polski. Co rzadko się zdarza – nikt nie chciał kończyć i odśpiewaliśmy wszystkie 4 zwrotki. Pierwsze trzy zwrotki poszły gładko, przy czwartej połowa się zacięła, ale to i tak znacznie lepsza znajomość naszego hymnu, niż u 90 % Polaków… Szkoda że u nas w Bałtyku takiego księdza nie ma. Następnie przyszedł czas na wykład Leszka Żebrowskiego, historyka współpracującego stale ze środowiskiem narodowym i niepodległościowym. Wykład dotyczył Powstania Warszawskiego. To było świetne półtorej godziny, takich ludzi chciałoby się słuchać codziennie. Jasne, konkretne, logiczne przedstawienie faktów dotyczących powstania, manipulacji medialnych dotyczących tegoż, złej woli wielu polityków, dziennikarzy i innych śmieci opisujących na swój, antypolski sposób przebieg tego wspaniałego zrywu Polaków. Takiej wiedzy nie przekazałaby wam towarzyszka „Stokrotka” vel Olejnik, Lejba Kohne alias Wałęsa też dysponuje „inną” wiedzą na ten temat, ale nie o nędznych karaluchach systemu miałem tu pisać, a o kwestiach podniosłych i przyjemnych, więc wracam do tematu. Po wykładzie Żebrowskiego z lekkim opóźnieniem przyszedł czas na prezentację patriotycznych transparentów i flag przy akompaniamencie setek rac i sztucznych ogni, oraz wiadomych pieśni i okrzyków. Oczywiście kibice bardzo wielu klubów nawet na ćwierć sekundy nie mieli myśli innych niż podniosłe, patriotyczne tego dnia, nikt nikogo nie zaczepiał, atmosfera była pokojowa (choć bojowa – antykomunistyczna) i sympatyczna. Na koniec udaliśmy się na koncert Tadka Polkowskiego. To był występ hip hopowy, Tadek robił krótki rys historyczny, opowiadał o czym będzie śpiewał, po czym słuchaliśmy jego utworów, wiele z nich miało piękne słowa i przesłanie, to była krótka muzyczna lekcja historii i patriotyzmu. Muza to wiadomo – dla fanów tematu, trudno żeby hip hop jako taki podbił moje wysublimowane artystycznie i muzycznie serce, ale nie to najważniejsze było, a przesłanie. A te było znakomite. Potem jeszcze ostatnie słowa od księdza Wąsowicza przerywane co rusz bojowymi okrzykami tysięcznego tłumu słuchaczy i nadszedł czas rozstania. Jeszcze ktoś szedł na małe spotkanie organizowane przez fanów Rakowa, my jednak udaliśmy się na miasto celem konsumpcji i udaliśmy się w podróż powrotną. Ja w domu byłem przed 4 w nocy. To była bardzo fajna impreza i już teraz wiem, że na stałe zagości w moim kalendarzu.

A teraz drobne podsumowanie. Ludzi na pielgrzymce jest systematycznie coraz więcej. Na pierwszej było bodajże 40 osób. Dwa lata temu było chyba z 500 osób, rok temu 1500, w tym co najmniej 3.000 ludzi było, choć są źródła podające 5 czy nawet 6 tysięcy pielgrzymów. Myślę że to dane przesadzone nieco, aczkolwiek kto wie, czy takie 4.000 się nie przewinęły, np. dużo miejscowych wpadało i wypadało, nigdy w zasadzie wszyscy razem w jednym miejscu nie byli. Było przepiękne racowisko, oddychałem wręcz innym powietrzem – przepojonym optymizmem, miłością do ojczyzny, w koło sami porządni ludzie, bez kozery powiem 99%! Dlaczego nie 100? Bo jestem pewien, że krążyły jakieś przebrane kundle z Wyborczej czy TVN-u aby niuchać i swym przełożonym donosić. Zawsze tak jest w aparacie terroru że ma swoich szpicli, konfidentów, którzy chodzą i węszą…  Nachodzi mnie jednak fundamentalne nieco pytanie – i co dalej? O tym też mówił Tadek Polkowski. W 4 czy nawet w 10 tysięcy chłopa świata nie zmienimy. Zło komunistyczne, reżimowe, antypolskie panujące wciąż w tym kraju jest obecnie zbyt mocne. Może młodzi ludzie poznali trochę historii, zaczerpnęli trochę wiedzy i ducha bojowego, ale bez przesady… Albowiem na tej pielgrzymce nie było ludzi „do przekonania”, wahających się. Byli tam sami „nasi” że tak kolokwialnie to ujmę. Pięknie się śpiewa, słucha mądrości od fajnych patriotycznych wykładowców, razem się super krzyczy w kilkutysięcznym tłumie: ”Raz sierpem, raz młotem…”  czy „Nie czerwona, nie tęczowa, Polska tylko narodowa” czy jakieś inne teksty. Jednak, że wyrażę się metaforycznie – to drzewo, ta piękna jabłoń miłości, wiary i patriotyzmu jest piękne, wielkie i się rozrasta. Teraz jednak musi wydać ona owoce. Bo z czasem zestarzeje się i uschnie – jak my wszyscy. Ponoć Jezus właśnie powiedział – „Po owocach ich poznacie” i na tym polega nasza misja. Stworzyć warunki, by owoców powstało jak najwięcej. Jest nas legion, armia wręcz, ale to za mało. Dysponujemy może 300.000 kibicowskiego i narodowego wojska, a musi być nas 5 milionów. Dlatego każdy z nas musi każdego dnia pracować nad tym, by szeregi nasze rosły. Bądź patriotą nie tylko 5 razy w roku (pielgrzymka, marsz i ze 3 mecze kadry) . Ja np. poza jeżdżeniem na takie imprezy staram się nieść kaganek patriotycznej oświaty – po to jest ten blog. Staram się rozmawiać, uświadamiać ludzi – dzień po dniu zbliżamy się do zwycięstwa. Areną walki jest całe nasze życie.  Walcz z wykreślaniem lektur patriotycznych z kanonów szkolnych. Walcz z odejmowaniem godzin nauki historii w szkołach. Walcz z gender. Walcz z tym, aby twoje dziecko nie szło od 6 roku życia do szkoły. Nie dawaj łapówek. Nie ulegaj korupcji. Uważaj na zdrajców i faryzeuszy, oni pod płaszczykiem dobrodziejstwa  pozwalają panoszyć się złu (Owsiak – będzie o nim niedługo). Jesteś rozrabiaką i nie masz ochoty na te wszystkie protesty i pogadanki? I dla ciebie jest robota. Ja tylko poruszam temat, wierzchołek góry lodowej napoczynam, możliwości walki o nasz kraj, żeby był wielki, wspaniały, suwerenny są tysiące. Będę wam te możliwości przedstawiał. Moja misja dopiero się rozpoczęła. U schyłku mojego życia bloga będzie czytało 200.000 osób dziennie i też trochę zmienię Polskę – jestem tego pewien. Nie czekaj na jutro, bo możesz się spóźnić i nie dopchać do plutonu egzekucyjnego. Wojna trwa. Na koniec mam jedno zdanie do tych wszystkich  naszych bohaterów patrzących na nas z nieba – którzy się trochę pewnie cieszą, że ktoś kontynuuje ich walkę, że jeszcze Polska nie zginęła – nie będę wypisywał ksyw czy nazwisk bohaterów powstańczych, bo przecież wielu wspaniałych ludzi bym pominął, ale powiem wam wszystkim jeszcze raz głośno i donośnie -  CZEŚĆ I CHWAŁA BOHATEROM!!!

Załoga z auta pod klasztorem

Ja i ksiądz Isakowicz – Zaleski

Pięknie było…