Archiwum dla 28 grudnia 2013

Minął tydzień

-Rozweselił mnie premier Wielkiej Brytanii, David Cameron.  Stwierdził on niedawno, że błędem było otwarcie rynku pracy Wielkiej Brytanii dla nowych państw UE – w tym Polski. Nie wnikam, czy faktycznie desant miliona Polaków do tego kraju przyniósł brytolom zyski, czy raczej straty. Wali mnie to, choć trochę śmiech bierze, gdy przypomnimy sobie, ile na tej wyspie jest czarnuchów, żydów czy ciapatych, którzy grabią brytyjską gospodarkę siedząc na przeróżnych socjalach i dojąc wszelakie benefity. Polacy czy Węgrzy wydają się przy nich najmniejszym problemem, ale jak wspominałem – wali mnie to. Cameron jest premierem swojego kraju, ponoć jest konserwatystą i może mówić, co chce. Kogo obchodzi, co jakieś Polaczki uważają w tym temacie? Jesteśmy tam gośćmi, obywatelami drugiej kategorii, to chyba jasne.  Nikt tam nas nie prosił i nasi emigranci tam obecni muszą się liczyć z upokorzeniami i niemiłym traktowaniem. Gdybym ja był premierem naszego kraju, podobnie bym się wypowiadał o emigracji z krajów trzeciego świata do Polski, gdyż od zawsze jestem jej przeciwny. A co dla kogo jest trzecim światem, to już kwestia względna. Dlatego nie wyjadę już nigdy tyrać za granicę, gdyż myśl Camusa zawarta jako motto mojego bloga jest wciąż aktualna. Byłem raz i wystarczy mi do końca życia… A dla Brytyjczyków na ratunek jest już za późno. Głupi to naród że aż przykro ich słuchać.

-Inna osoba która mnie rozweseliła to szwedzki brzydal znakomicie grający w piłkę, czyli Ibrahimowić. Stwierdził ostatnio że baby grające w piłkę są może nawet fajne i ambitne (no i wszyscy faceci czekają na pomeczowe wymiany koszulek, niczym Albercik w „Sexmisji” – „Replay proszę… replay!” he he) natomiast nie jest to nic specjalnie poważnego i porównywanie ich do facetów to nawet nie śmiech, a żenada pełna. Oczywiście to prawda nie podlegająca dyskusji, kobiety grające w piłkę nieco kaleczą ten piękny sport, acz są zabawne i spojrzeć można. I tylko tyle. Popularny „Ibra” stwierdził, że w piłkarskim świecie porównują go do Messiego czy Ronalda, a gdy wraca do swojego kraju to pytają go, czy jest lepszy od jakiejś Therese co sporo bramek strzeliła i czuje się niezła ;-).  No i zrobiła się burza wielka, bo Szwecja jest pojebana na tle poprawności politycznej i zwalczania dyskryminacji, już dawno przekroczyła w tym względzie granice normalności jakiejkolwiek. Wystarczy wspomnieć, że aby nie urazić ewentualnych pedziów bądź lesb wychowujących dzieci, po ich narodzinach w rubryce rodzice nie wpisuje się w danych „ojciec” i „matka” tylko „pierwszy rodzic” i „drugi rodzic”. Tak więc prawda tam nie jest w cenie, więcej mają do powiedzenia ichnie Szczuki i Środy… Bo nie tylko w Polsce są takie kretynki, w Szwecji też ich nie brakuje – zapewniam was. Ciekawe czy Ibrahimowić odwoła swoje słowa i przeprosi za to, że mówi prawdę, ma kasę i mam nadzieję jaja i nie da się zbłaźnić. Jeśli już jesteśmy przy piłce nożnej kobiet, to ciekawi mnie, jakiej babce lepiej gra się w piłkę – dużej, solidnej z wielkimi cyckami, czy małej, wysportowanej, z piegami 8-) ?  Zna ktoś odpowiedź?

-Teraz o sprawie, która już mnie nie rozwesela. Co rusz słychać o walce o życie, często nieudanej skatowanych dzieci. Najświeższa sprawa jest z Bytomia. Jakieś zachlane patole tłukły na okrągło swojego dzieciaka, który w końcu w wieku 4 lat trafił na intensywną terapię i walczy o życie. Mało tego – przyglądała się temu 65 – letnia babcia i zero reakcji. I tu jest prosta droga do uproszczenia procesów sądowych, zmniejszenia biurokracji i skrócenia czasu oczekiwania na rozprawy. Może dlatego nie czuję się katolikiem, bo na tym łez padole nie ma niekiedy miejsca na litość i miłosierdzie. U mnie go nie ma. Dla mnie rozwiązanie jest proste. Wszędzie tam, gdzie z winy rodziców ginie ich dziecko, gdzie nie ma mowy o przypadkowości bądź obronie osobistej – kara śmierci. Czapa dla patologicznej matki, czapa dla patologicznego ojca. Zabijają swoje dziecko, a więc absolutnie nie są zdolni do egzystowania w normalnym społeczeństwie. Pif – paf, dwie kule i po sprawie. W 10 minut wyrywamy dwa chwasty. Niczym w spocie wyborczym jakiejś partii – by żyło się lepiej, heh. Małe koszty – proces trwa 10 minut. Koszt dwóch kuli lub 3 metrów sznura tez nie jest wysoki. Odcinamy chore tkanki, likwidujemy chwasty z żyznego pola, porządek czas zacząć. By żyło się lepiej … Jak Wolna Polska dojdzie do władzy, KS będzie jednym z pierwszych punktów nowej konstytucji – możecie być pewni :twisted: .

pus

Hobbit. Pustkowie Smauga

 

Tolkiena prozę znałem i lubiłem na długo przedtem, zanim stał się modny po ekranizacji „Władcy Pierścieni”.  To, że zaliczę w kinie drugą część „Hobbita” było dla mnie oczywiste jak to, że pojadę na pierwszy wyjazd wiosny z Bałtykiem do Koszalina. Lubię pójść do kina, obejrzeć film, ale nie śledzę szczegółowo newsów filmowych i tak szczerze pisząc, dopiero dziś się dowiedziałem, że opowieść o Hobbicie jest trylogią. To dla mnie nieco dziwne, idąc tropem statystycznym  całość filmu niczym „Władca Pierścieni” liczy sobie bite 8 godzin oglądania. To hollywoodzki zabieg, gdyż Hobbit jest lekturą znacznie krótszą niż „Władca…”, ale czego się nie robi, aby wyciągnąć od ludzi maximum kasy… Z tego też powodu, jak mniemam, długo opóźniano projekcję drugiej części Hobbita, aż w końcu wypadła ona, jakże komercyjnie, w drugi dzień świąt… Jeżeli ktoś jest zainteresowany pięknymi zdjęciami i efektami specjalnymi, może iść na ten film w ciemno.  Zdjęcia są po prostu rewelacyjne, krajobraz Nowej Zelandii, gdzie kręcony był film, zapiera dech w piersiach, a wszystkie stwory i potwory występujące w filmie to po prostu majstersztyk. Sceny wszelakich bitew i potyczek są fantastyczne i z tego choćby względu film musi się podobać, jakość dopracowana do perfekcji – jak to u Jacksona bywa… Jednakże należę do widzów, którzy efekty specjalne lubią, ale od adaptacji filmowej treści, którą znam, mam też wymagania w kwestii aktorskiej, scenariusza itd. Tu już trochę odbiegamy od ideału. Jak już mówiłem film bardzo rozdęto, i powiem krótko i dobitnie – aż 2,5 godziny które trwa druga część to po prostu za długo! Film rozkręca się długo, trochę zbędnego pieprzenia jest na początku. Potem jest dodany wbrew treści książki wątek romansowy, jakaś ruda elfka Tauriel zadurzyła się w krasnoludzie Kilim, to ściema pełna, wątek w całości dodany do książki, tam po prostu takiego nie było! Sceny walki gites, choć znalazłem dwa błędy w filmie, widać dobry w tym jestem ;-). Zadyma z pająkami była na bardzo dobrym poziomie, scena z kolei gdy krasnoludy płyną w beczkach i rżną się z orkami jest super, ale nawet jak na zbajerowany film fantasy chyba przesadzona.  Moment,  gdy Legolas skacze po głowach płynących rwącą rzeką krasnoludów, ścinając głowy orkom, przy okazji robiąc piruety w locie i strzelając z łuku budzą trochę bardziej uśmiech politowania niż okrzyki zachwytu… Na koniec akcja już leci pełną parą, uczta dla oczu po prostu. Jest jedna znakomita scena dialogu, gdzie dupowaty i nużący nieco do tej pory Bilbo ucina sobie super pogawędkę ze smokiem, naprawdę wciąga! Na koniec  wszystko źle się kończy, zapowiada się smutna trzecia część. Gandalf jest uwięziony przez złego Saurona po przegranej z nim potyczce, smoka nie udało się zgładzić i poważnie wkurwiony leci on spalić całe miasto leżące nieopodal. Złe moce rosną w siłę, głupie elfy z jednym wyjątkiem (ta ruda co się zakochała) myślą tylko o własnej dupie i nie chcą się angażować w walkę ze złem. Czy będzie aż tak źle? Czy zło zwycięży? Nie mogę wam powiedzieć, ale chyba wiecie kto musi wygrać ;-). Część trzecia jak to finał – zapowiada się najciekawiej. Szykują się mega walki dobra ze złem i wszelakie dramaty… z happy endem? A to już się okaże. Pewnie na następne święta za rok… Jeszcze o grze aktorów. Nie ma tam jakiś super gwiazd hollywoodzkich, albo ja ich po prostu nie znam i to powoduje być może, że film jest hmmm równy. Nikt nie gra jakoś znakomicie, nie zapada w pamięć. Nikt nie robi padaczki aktorskiej, no po prostu bez wzlotów i upadków w tej kwestii. Wracając do ekranizacji trzeciej części – trochę długo tego czekania. W mojej ocenie film trzeba zobaczyć, a oceniam go na 8/10. Było dobrze, ale mogło być jeszcze ciut lepiej.