Paul Gauguin, jak wielu artystów, późnej starości nie dożył. Kres jego życia nastąpił na początku 20 wieku w wieku 55 lat. Zaczął swoje życie standardowo, wykształcił się i pracował na giełdzie. W wieku ok. 20 lat poczuł w sobie duszę artysty. To ukształtowało jego życie, do końca żywota zajmowały go już w zasadzie tylko dwie kwestie: malowanie i bzykanie, przy czym malarsko się rozwijał, natomiast w kwestii bzykania miał żelazną zasadę – panna powyżej 18 roku życia to nie był jego rewir, kojarzyła mu się z emeryturą seksualną. Czyż i niejeden z was nie czuję się od tej chwili po części artystą ;-)?  Zdążył stuknąć swojej duńskiej małżonce piątkę dzieci, po czym dopadła ich nędza, gdyż Paul malował wciąż, porzuciwszy całkowicie swą pracę na giełdzie. Kobieta jego zawinęła się z dziećmi do Kopenhagi, a Paul wyjechał na Tahiti. Jego celem były piękne plenery malarskie, spokój i natchnienie artystyczne, oraz – nie ukrywajmy – młode Tahitanki, u których to inicjacja seksualna przebiega szybciej niż u ich europejskich rówieśniczek, co bardzo przypadło do gustu mistrzowi. Albowiem pan Gauguin się starzał, natomiast jego wybranki nie – nie przekraczały one 14 roku życia ;-).  Pan Paul żył dość marnie finansowo, więc dorabiał chałturniczo jako rysownik bądź dziennikarz. U kresu żywota zamieszkał na Markizach, gdzie stworzył gospodarstwo o wszystko mówiącej nazwie Dom Rozkoszy, gdzie zrobił swej kolejnej 14-letniej kobiecie kolejne dziecko ;-). Jak wielu wielkich artystów pan Paweł został doceniony dopiero po śmierci, za swego żywota ani razu nie był człowiekiem majętnym.  Tymczasem impresjonizm Gauguina był nowatorski i odważny, zrywa on ze stylistyką impresjonistyczną, lekceważy kanony malarskie nakazujące stosować perspektywę, światłocień.  To co maluje jest znakiem, symboliką, a nie wiernym odwzorowaniem rzeczywistości, no burzy ówczesne schematy jednym słowem. W 1888 roku poznał van Gogha, wzbogacali wzajemnie swój warsztat, czasem (albo i dość często) razem chlali lub ćpali, a czasem ostro dymili, po jednej z awantur z Gauguinem van Gogh obciął sobie ucho, więc było dość grubo no nie ;-)? Wtedy to powstał jeden z bardziej znanych obrazów Gauguina – Żółty Chrystus – który wam przedstawiam. To ciekawe bardzo dzieło, jest dwuznaczny, ukazuje i realia – widoczne na obrazie kobiety, jak i wyobraźnię – obraz Chrystusa wysnuty z ich wiary. To jakby połączenie sceny biblijnej z rzeczywistym życiem, na pierwszym planie mamy modlące się w zadumie kobiety, Chrystusa na krzyżu, a w oddali widzimy rolnika, który przechodzi akurat przez mur. Trochę to przypomina stylistykę obrazów Bruegela, widać tu połączenie kilku stylów, impresjonizmu, symbolizmu, prymitywizmu – stąd twórczość Gauguina jest nowatorska i niejednoznaczna. Prosty, a zarazem jaskrawy i pozytywny w przesłaniu obraz, przynajmniej ja tak go odbieram. To był prawdziwy artysta, który odrzucił dobra doczesne w celu realizacji artystycznej.  Polecam wam obrazy Gauguina, styl życia już może niekoniecznie, bo prokurator wam wejdzie w życiorys brutalnie za obcowanie z tak małoletnimi pannami ;-).