Archiwum dla Grudzień, 2013

Szczęśliwego Nowego Roku!!!!

Nowy rok

Święta, w sympatycznej i rodzinnej atmosferze minęły błyskawicznie. Dziś nastąpił nieudany atak na pracę, jednak okazało się to niewypałem, więc świąteczno – noworoczna fiesta nadal trwa ;-) . Następny termin przystąpienia do pracy: 7 stycznia 2014. Też macie tak fajnie ;-)?  Szkoda tylko, że stan forsy na koncie topnieje niczym w piosence Lady Pank – jak śnieg w maju… ostatecznie jednak nie samą forsą człowiek żyje. Odpoczynek też ważny.  Jutro nastąpi noc sylwestrowa. Po tej to nocy widzę wyraźnie, jak nieubłaganie się starzeję. Kiedyś pożegnanie starego roku i przywitanie nowego planowałem z dużym wyprzedzeniem. Były bale, imprezy…. Wino musujące, wódka lały się strumieniami, konfetti się sypało, ludzie zasypiali z ryjem w sałatce warzywnej bądź w rowie melioracyjnym. Takie były imprezy! Ten czas chyba powoli mija. Proporcje się zmieniają, odwrotnie niż kiedyś jest, czyli bardziej mi zależało w tym roku na miło spędzonych świętach niż na imprezie noworocznej. Nie macie tak? To będziecie mieli, jak 40 lat skończycie 8-) . Tłumaczę sobie, że dzieje się tak z dwóch powodów. Primo: Pijący już nie jestem, a całonocna impreza bez alkoholu? Zabawa nie ta, nie da się ukryć ;-). Secundo: Nowy rok de facto nie jest niczym szczególnym, to żaden fakt zasługujący na wyróżnienie. Dopiero teraz to pojąłem… Data jak data. Zeszły Sylwester był jednak o tyle szczególny, że postanowienie noworoczne, które ot dla zabawy sobie zaordynowałem, po raz pierwszy w życiu dotrzymałem, udało mi się spełnić. Więc i w tym roku postanowię sobie coś konkretnego postanowić, może i tym razem uda się mu (postanowieniu)  sprostać? Czego i Wam życzę – wrzućcie sobie coś konkretnego na klatę i dotrzymajcie słowa, a jeśli każdemu z was się spełni, to świat stanie się odrobinę lepszy. No chyba, że postanowienie będzie ekstremalne, np. „W przyszłym roku ani jednego dnia nie spędzę bez amfetaminy, gorzały i petów” albo „W przyszłym roku się obrzezam” albo „W przyszłym roku spróbuję,  jak to jest z owcą”… Wtedy na pewno świat nie stanie się lepszy hy hy. Reasumując – na żadną zabawę w tym roku się nie wybieram, zaległa wymuszona po kilku latach namawiań impreza z kimś z rodziny to wszystko na co mnie stać mentalnie w tym roku. Tym , którzy na to zasługują życzę, by rok AD 2014 był lepszy niż ten, co właśnie mija. Wznieście sobie toast winem musującym mylnie zwanym przez was szampanem i bawcie się dobrze. Oficjalne życzenia noworoczne Wolnej Polski może jeszcze będą… zobaczymy ;-)

B

Witajcie! Czas kontynuować jedyny w świecie, niepowtarzalny alfabet Malkontenta z definicjami innymi, niż gdziekolwiek indziej… Literkę A już mamy za sobą. Ponieważ na literę ą nie ma słów w alfabecie polskim, przechodzimy do litery B…

B

Bałtyk – Uproszczona nazwa Morza Bałtyckiego oblewającego Polskę od północy. Jest to płytkie morze śródlądowe… nieważne. Niech Morze Bałtyckie zostanie przy swojej pełnej nazwie, bo tak naprawdę Bałtyk jest tylko jeden. Jest to, wbrew temu co mówią wszelakie media, źródła, statystyki etc. najważniejszy klub w Polsce. Wszystkie oficjalne źródła, które uważają inaczej, po prostu się mylą. Myślę, że wcale nie przemawia przeze mnie lokalny szowinizm i fanatyzm, po prostu mówię wam jak jest, i czynię to z pełnym przekonaniem :-D . Na razie nieliczni dostrzegają wielkość Bałtyku, albowiem nie są oni wystarczająco uduchowieni i nie widzą tego, co głęboko ukryte. Bo trzeba przyznać, wielkość Bałtyku póki co ukryta jest głęboko niezwykle, głębokość Rowu Mariańskiego przy tym to śmiech. Na pozór nasz Bałtyk wielki nie jest: strasznie marna gra w podrzędnej lidze, marna liczba kibiców u siebie, marna na wyjazdach, zerowa praktycznie chuliganka, żenujący sponsor,  brak własnego stadionu, gra na plastiku… To tylko pozory. Wierzę w dwie teoretycznie nierealne rzeczy: że w tym kraju jeszcze będzie się normalnie i godnie żyło, oraz że Bałtyk wróci na salony kibicowskie i ewentualnie piłkarskie. Jak widać wiara w niemożliwe nie jest mi obca. Miłość do Bałtyku jest bardziej skomplikowana i pełna piętrzących się problemów, niż miłość Scarlett O’Hara i Rhetta Butlera w „Przeminęło z wiatrem” ;-). Po prostu na kanwie przeżyć fanatycznego kibica Bałtyku można by swobodnie nagrać 6-godzinny melodramat z happy endem lub bez, pełen dramatów, zwrotów akcji i wzrastającego napięcia. Z happy endem to na dzień dzisiejszy byłoby coś w stylu „Mission Impossible 5”. Jeśli zadzwoni do mnie jakiś Cameron czy Jackson z pytaniami na temat scenariusza do filmowego przeboju, opowiem mu parę historyjek np. o strajku głodowym w Bałtyku, wyjeździe do Chojnic kiedyś i powrocie z tego miasta, derbach z Arką gdy  było nas 34 osoby, wyjazdach na Elanę czy Gryfa, umówionych solówkach z Wybrzeżem, meczu Polska – Anglia w Warszawie i wiele wiele innych… Tymczasem jednak żaden wielki reżyser do mnie jeszcze nie dzwonił, więc póki co jedyny film jaki powstał o Bałtyku, to żałosny gniot o dobrych kibicach jaki kiedyś puściła TVP 2 bodajże… Tyle wstydu co wtedy podczas jego oglądania to chyba nigdy w życiu się nie najadłem. Niemniej Bałtyk istniał, istnieje i istniał będzie przynajmniej do czasów, kiedy obejmiemy władzę w Gdyni i awansujemy do pierwszej ligi. Czyli zapowiada się baaaaardzo długo ;-).

Bieda – stan normalny, codzienny w tym kraju, co świadczy o jego tragiźmie i upadku. Bieda jest powszechniejsza, niż fotoradary przy drogach, niż wódka na urodzinach, niż sklepy Biedronka… Bieda dotyczy prawie wszystkich grup społecznych, mniej więcej połowa Polaków żyje w nędzy lub niedostatku. Bieda w sensie metaforycznym kojarzy mi się jako ciemna, cuchnąca maź, która otacza nas, oblepia, zastyga na nas… bardzo ciężko się z niej wyzwolić, uciec od niej. Olbrzymia część naszego narodu cały miesiąc drży, czy wystarczy na żarcie do pierwszego, czy starczy na zapłacenie rachunków, nerwowo reaguje na każde pukanie do drzwi, czy to aby komornik z nakazem eksmisji nie przychodzi… albo przynajmniej zapieczętować telewizor. Ludzie starzy, schorowani myślą czy zainwestować w chleb i pasztetową czy w lekarstwa przepisane przez lekarza. Ludzie młodzi nie mogą się wyprowadzić od rodziców, zakładać rodziny, być samodzielnymi… bo są bezrobotni, albo pracują na umowach śmieciowych, albo nieliczni szczęśliwcy robią za najniższą krajową 1180 zł… Bieda powoduje, że najwspanialszy moment w życiu u rodziny, czyli powstanie nowego życia powoduje ruinę finansową i dalsze życie z długopisem w ręku, a posiadanie dwójki dzieci to na ogół abstrakcja finansowa, rzecz nierealna całkowicie… Bieda powoduje, że jedynym kryterium zakupów jest cena, żremy i pijemy najtańsze świństwa z Biedronki, Tesco, Auchana czy innego złodziejskiego marketu, dzięki czemu do podłego życia finansowego trzeba będzie z czasem dołożyć kasę na leki, gdyż jedzenie tego marketowego szajsu wcześniej czy później odbije się na zdrowiu… Marazm psychiczny, syf i beznadzieja. I brak widoków na przyszłość. Życie w biedzie niszczy podwaliny każdego narodu i bezwzględnym obowiązkiem elit rządzących jest maksymalne staranie się o wyprowadzenie narodu z okowów ubóstwa. Tymczasem niestety tu leży pies pogrzebany, bo elity rządzące mają nas głęboko w dupie, na dodatek motłoch biedny i głupi jest im na rękę, bo takim to motłochem łatwiej jest rządzić i wygodniej. I dopóki skurwielom rządzącym sielanki nie przerwiemy, dopóki nie powywieszamy zbójów, dopóty bieda będzie u nas istnieć i trzymać się mocno. Najwyższy czas wziąć się do roboty, przywrócić godność i sprawiedliwość w tym kraju, a biedę wcześniej czy później przegonimy raz na zawsze…

Broń – Pod tym hasłem mieszczą się dwa pojęcia. Jest odległa Broń Radom, która walczy (z powodzeniem) o istnienie przy dominującym Radomiaku, i jest też broń jako taka. U nas broń posiadają praktycznie tylko służby mundurowe i gangsterzy. W Stanach Zjednoczonych z kolei posiada ją praktycznie każdy. Dość długo byłem orędownikiem 100% – owej wolności, w tym prawa do posiadania broni przez każdego. Teraz już mam poważne wątpliwości. Przypomniałem sobie to komando debili z jakim mam styczność na co dzień w pracy, prywatnie – nieistotne. Wyobraziłem sobie, że giwerę przy sobie nosi przy sobie stary ubek na emeryturze, naćpany małolat – blokers, sąsiad -  neurotyczny schizofrenik. Że niczym w westernowym saloonie pan sprzedawca w monopolowym ma obrzyna pod ladą, renoma w kolejce SKM jest wyposażona w podręczne parabellum, pani nauczycielka trzyma nagana w szufladzie biurka w klasie… I ogarnęło mnie przerażenie lekkie. Kiedyś wierzyłem w prawdy objawione Korwina Mikke, który jest orędownikiem wolnego dostępu do broni, dziś już najwyżej w 50% z nim się zgadzam, w kwestii broni niestety nie… Polacy na pewno nie dorośli jeszcze do legalnego posiadania broni, wiem że nie jest to „wolnościowe” ale niestety taki jest fakt. Zresztą wiem to sam po sobie, mając przy sobie solidny karabin wielostrzałowy miałbym problem z pokusą, by nie stać się takim polskim Breivikiem ;-)… Tylko ofiary bym miał starannie dobrane i waliłbym według listy.. Oj musiałbym mieć sporo magazynków w zapasie :twisted: .

Minął tydzień

-Rozweselił mnie premier Wielkiej Brytanii, David Cameron.  Stwierdził on niedawno, że błędem było otwarcie rynku pracy Wielkiej Brytanii dla nowych państw UE – w tym Polski. Nie wnikam, czy faktycznie desant miliona Polaków do tego kraju przyniósł brytolom zyski, czy raczej straty. Wali mnie to, choć trochę śmiech bierze, gdy przypomnimy sobie, ile na tej wyspie jest czarnuchów, żydów czy ciapatych, którzy grabią brytyjską gospodarkę siedząc na przeróżnych socjalach i dojąc wszelakie benefity. Polacy czy Węgrzy wydają się przy nich najmniejszym problemem, ale jak wspominałem – wali mnie to. Cameron jest premierem swojego kraju, ponoć jest konserwatystą i może mówić, co chce. Kogo obchodzi, co jakieś Polaczki uważają w tym temacie? Jesteśmy tam gośćmi, obywatelami drugiej kategorii, to chyba jasne.  Nikt tam nas nie prosił i nasi emigranci tam obecni muszą się liczyć z upokorzeniami i niemiłym traktowaniem. Gdybym ja był premierem naszego kraju, podobnie bym się wypowiadał o emigracji z krajów trzeciego świata do Polski, gdyż od zawsze jestem jej przeciwny. A co dla kogo jest trzecim światem, to już kwestia względna. Dlatego nie wyjadę już nigdy tyrać za granicę, gdyż myśl Camusa zawarta jako motto mojego bloga jest wciąż aktualna. Byłem raz i wystarczy mi do końca życia… A dla Brytyjczyków na ratunek jest już za późno. Głupi to naród że aż przykro ich słuchać.

-Inna osoba która mnie rozweseliła to szwedzki brzydal znakomicie grający w piłkę, czyli Ibrahimowić. Stwierdził ostatnio że baby grające w piłkę są może nawet fajne i ambitne (no i wszyscy faceci czekają na pomeczowe wymiany koszulek, niczym Albercik w „Sexmisji” – „Replay proszę… replay!” he he) natomiast nie jest to nic specjalnie poważnego i porównywanie ich do facetów to nawet nie śmiech, a żenada pełna. Oczywiście to prawda nie podlegająca dyskusji, kobiety grające w piłkę nieco kaleczą ten piękny sport, acz są zabawne i spojrzeć można. I tylko tyle. Popularny „Ibra” stwierdził, że w piłkarskim świecie porównują go do Messiego czy Ronalda, a gdy wraca do swojego kraju to pytają go, czy jest lepszy od jakiejś Therese co sporo bramek strzeliła i czuje się niezła ;-).  No i zrobiła się burza wielka, bo Szwecja jest pojebana na tle poprawności politycznej i zwalczania dyskryminacji, już dawno przekroczyła w tym względzie granice normalności jakiejkolwiek. Wystarczy wspomnieć, że aby nie urazić ewentualnych pedziów bądź lesb wychowujących dzieci, po ich narodzinach w rubryce rodzice nie wpisuje się w danych „ojciec” i „matka” tylko „pierwszy rodzic” i „drugi rodzic”. Tak więc prawda tam nie jest w cenie, więcej mają do powiedzenia ichnie Szczuki i Środy… Bo nie tylko w Polsce są takie kretynki, w Szwecji też ich nie brakuje – zapewniam was. Ciekawe czy Ibrahimowić odwoła swoje słowa i przeprosi za to, że mówi prawdę, ma kasę i mam nadzieję jaja i nie da się zbłaźnić. Jeśli już jesteśmy przy piłce nożnej kobiet, to ciekawi mnie, jakiej babce lepiej gra się w piłkę – dużej, solidnej z wielkimi cyckami, czy małej, wysportowanej, z piegami 8-) ?  Zna ktoś odpowiedź?

-Teraz o sprawie, która już mnie nie rozwesela. Co rusz słychać o walce o życie, często nieudanej skatowanych dzieci. Najświeższa sprawa jest z Bytomia. Jakieś zachlane patole tłukły na okrągło swojego dzieciaka, który w końcu w wieku 4 lat trafił na intensywną terapię i walczy o życie. Mało tego – przyglądała się temu 65 – letnia babcia i zero reakcji. I tu jest prosta droga do uproszczenia procesów sądowych, zmniejszenia biurokracji i skrócenia czasu oczekiwania na rozprawy. Może dlatego nie czuję się katolikiem, bo na tym łez padole nie ma niekiedy miejsca na litość i miłosierdzie. U mnie go nie ma. Dla mnie rozwiązanie jest proste. Wszędzie tam, gdzie z winy rodziców ginie ich dziecko, gdzie nie ma mowy o przypadkowości bądź obronie osobistej – kara śmierci. Czapa dla patologicznej matki, czapa dla patologicznego ojca. Zabijają swoje dziecko, a więc absolutnie nie są zdolni do egzystowania w normalnym społeczeństwie. Pif – paf, dwie kule i po sprawie. W 10 minut wyrywamy dwa chwasty. Niczym w spocie wyborczym jakiejś partii – by żyło się lepiej, heh. Małe koszty – proces trwa 10 minut. Koszt dwóch kuli lub 3 metrów sznura tez nie jest wysoki. Odcinamy chore tkanki, likwidujemy chwasty z żyznego pola, porządek czas zacząć. By żyło się lepiej … Jak Wolna Polska dojdzie do władzy, KS będzie jednym z pierwszych punktów nowej konstytucji – możecie być pewni :twisted: .

pus

Hobbit. Pustkowie Smauga

 

Tolkiena prozę znałem i lubiłem na długo przedtem, zanim stał się modny po ekranizacji „Władcy Pierścieni”.  To, że zaliczę w kinie drugą część „Hobbita” było dla mnie oczywiste jak to, że pojadę na pierwszy wyjazd wiosny z Bałtykiem do Koszalina. Lubię pójść do kina, obejrzeć film, ale nie śledzę szczegółowo newsów filmowych i tak szczerze pisząc, dopiero dziś się dowiedziałem, że opowieść o Hobbicie jest trylogią. To dla mnie nieco dziwne, idąc tropem statystycznym  całość filmu niczym „Władca Pierścieni” liczy sobie bite 8 godzin oglądania. To hollywoodzki zabieg, gdyż Hobbit jest lekturą znacznie krótszą niż „Władca…”, ale czego się nie robi, aby wyciągnąć od ludzi maximum kasy… Z tego też powodu, jak mniemam, długo opóźniano projekcję drugiej części Hobbita, aż w końcu wypadła ona, jakże komercyjnie, w drugi dzień świąt… Jeżeli ktoś jest zainteresowany pięknymi zdjęciami i efektami specjalnymi, może iść na ten film w ciemno.  Zdjęcia są po prostu rewelacyjne, krajobraz Nowej Zelandii, gdzie kręcony był film, zapiera dech w piersiach, a wszystkie stwory i potwory występujące w filmie to po prostu majstersztyk. Sceny wszelakich bitew i potyczek są fantastyczne i z tego choćby względu film musi się podobać, jakość dopracowana do perfekcji – jak to u Jacksona bywa… Jednakże należę do widzów, którzy efekty specjalne lubią, ale od adaptacji filmowej treści, którą znam, mam też wymagania w kwestii aktorskiej, scenariusza itd. Tu już trochę odbiegamy od ideału. Jak już mówiłem film bardzo rozdęto, i powiem krótko i dobitnie – aż 2,5 godziny które trwa druga część to po prostu za długo! Film rozkręca się długo, trochę zbędnego pieprzenia jest na początku. Potem jest dodany wbrew treści książki wątek romansowy, jakaś ruda elfka Tauriel zadurzyła się w krasnoludzie Kilim, to ściema pełna, wątek w całości dodany do książki, tam po prostu takiego nie było! Sceny walki gites, choć znalazłem dwa błędy w filmie, widać dobry w tym jestem ;-). Zadyma z pająkami była na bardzo dobrym poziomie, scena z kolei gdy krasnoludy płyną w beczkach i rżną się z orkami jest super, ale nawet jak na zbajerowany film fantasy chyba przesadzona.  Moment,  gdy Legolas skacze po głowach płynących rwącą rzeką krasnoludów, ścinając głowy orkom, przy okazji robiąc piruety w locie i strzelając z łuku budzą trochę bardziej uśmiech politowania niż okrzyki zachwytu… Na koniec akcja już leci pełną parą, uczta dla oczu po prostu. Jest jedna znakomita scena dialogu, gdzie dupowaty i nużący nieco do tej pory Bilbo ucina sobie super pogawędkę ze smokiem, naprawdę wciąga! Na koniec  wszystko źle się kończy, zapowiada się smutna trzecia część. Gandalf jest uwięziony przez złego Saurona po przegranej z nim potyczce, smoka nie udało się zgładzić i poważnie wkurwiony leci on spalić całe miasto leżące nieopodal. Złe moce rosną w siłę, głupie elfy z jednym wyjątkiem (ta ruda co się zakochała) myślą tylko o własnej dupie i nie chcą się angażować w walkę ze złem. Czy będzie aż tak źle? Czy zło zwycięży? Nie mogę wam powiedzieć, ale chyba wiecie kto musi wygrać ;-). Część trzecia jak to finał – zapowiada się najciekawiej. Szykują się mega walki dobra ze złem i wszelakie dramaty… z happy endem? A to już się okaże. Pewnie na następne święta za rok… Jeszcze o grze aktorów. Nie ma tam jakiś super gwiazd hollywoodzkich, albo ja ich po prostu nie znam i to powoduje być może, że film jest hmmm równy. Nikt nie gra jakoś znakomicie, nie zapada w pamięć. Nikt nie robi padaczki aktorskiej, no po prostu bez wzlotów i upadków w tej kwestii. Wracając do ekranizacji trzeciej części – trochę długo tego czekania. W mojej ocenie film trzeba zobaczyć, a oceniam go na 8/10. Było dobrze, ale mogło być jeszcze ciut lepiej.

zg

Wywiad z Widzewem

Redakcja Wolnej Polski korzystając z tego, że była w delegacji w Łodzi (już nieaktualne) poprosiła swoich znajomków, osoby bynajmniej nietuzinkowe w swoich ekipach, o kilka słów wywiadu. Mówię oczywiście o jedynych ekipach jakie są w Łodzi, czyli ŁKS-ie i Widzewie. Pierwszy z mojej prośby wywiązał się kolega sportowiec z Widzewa, więc oto kilka słów od niego:

Red: -Witaj. Proszę na początek kilka słów o Tobie. Ile masz lat, kiedy po raz pierwszy pojawiłeś się na Widzewie, ile stuknąłeś ogółem wyjazdów i jaka styl kibicowania na Widzewie cię najbardziej interesuje. Czy aby nie jesteś tym facetem w czapce z pomponem jedzącym popcorn ;-) ? Pisz bez szczegółów personalnych, bo Wolna-Polska jest ogólnodostępna i pewnie jakieś ścierwo milicyjne tu węszy…

Siema!

1)  Mam 38 lat, pierwszy raz na Widzew zabrał mnie ojciec w 1984 roku na benefisowy mecz Widzew Stary – Widzew Nowy.

2) Co do wyjazdów to na pewno ponad setka ale ile dokładnie? To szczerze mówiąc nie pamiętam. Nie jeździłem na wszystkie wyjazdy, choć ze 3 sezony zaliczyłem pełne.

3) Zimą noszę normalne czapki bez pompona ;-) Hehehe! Może inaczej, nigdy nie podobały mi się wymalowane ryje i zjebane czapki a la pajac lub stańczyk. Mój styl kibicowania w końcu lat 80-tych w w 90-tych łączył się z nieodzownym atrybutem czyli szalikiem. Natomiast później trochę bardziej zaangażowałem się w chuligankę.

Red: Jesteś z takiego raczej bastionu Widzewa, jakim chyba jest Zgierz. Widzew jest klubem wielu Fan Clubów. Gdzie teraz stacjonuje najlepsza banda Widzewa poza Łodzią? Kiedyś chyba było to Kutno i Bełchatów…  No i trywialne pytanie – a jak tam w samej Łodzi? Generalnie ganiacie ŁKS czy to oni was ganiają?

Zgadza się, Zgierz od początku lat 90-tych był i jest mocnym bastionem Widzewa. I robimy wszystko, żeby w przyszłości taki stan pozostał.

Widzew dzięki swoim pucharowym sukcesom dorobił się wielu FC i pomimo, że blisko 15 lat czekamy na jakiś sukces grajków, wiele FC działa prężnie i rozwija się, choć nie powiem, że zaliczyliśmy także „wpadki”, które nazywają się Piotrków, Częstochowa czy Aleksandrów Łódzki. Nie będę nieskromny ale obecnie najlepsza ekipę mocnych wrażeń ma Zgierz. Ganianki się skończyły, teraz dochodzi do wielu mniejszych raczej dzielnicowych starć, ponieważ psy „zwariowały” i na każdym kroku uprzykrzają życie nam jak i za miedzowym.

Red: To jeszcze mam tylko 2 pytanka. Pierwsze będzie perwersyjne: Gdybyś musiał powiedzieć coś pozytywnego mimo całej waszej nienawiści o waszym największym wrogu z drugiej połowy Łodzi, to co by to było? Co widzisz u nich pozytywnego?

Na chwile obecną nie widzę u nich żadnych pozytywów :-). Według mnie są i będą ale na razie nie ma żadnych przesłanek, żeby byli jakąś wielką siłą czy frekwencja ruszyła z kopyta. Jednak pozytyw odnosi się do końca lat 90-tych i początek XXI wieku. Był czas,że posiadali ładniejsze wzory flag czy gadżetów typu koszulka i szalik. Nasze wzory delikatnie mówiąc były wówczas nijakie :roll:

Red: To ostatnie pytanie: Twoje kilka słów o kibicach Bałtyku Gdynia. Pisz szczerze ;-).

Moje zdanie nt.fanów Bałtyku jest bardzo pozytywne. Miałem styczność z Wami pod koniec lat 90-tych na meczu reprezentacji, co prawda to kupę lat temu ale do chwili obecnej moje zdanie na temat SKS-u się nie zmieniło. Szkoda,że obecnie w Trójmieście potencjalni kibice wybierają między Arką a Lechią bo uważam,że Bałtyk powinien być alternatywą ale pewnie brak piłkarskich sukcesów powoduje,że wybór pada na Betony lub Śledzi :-). Szkoda, bo na początku lat 90-tych mieliście zgrabny młyn. Uważam, że skoro istniejecie to powinniście spróbować „ruszyć” wiarę na kibicowanie Kadłubom :-). Praca, praca i jeszcze raz praca tylko to Was może uratować :-). Wszystkiego Dobrego Kadłuby!

Red: Dzięki za te kilka słów, pozdrawiam!

Dziękując koledze z RTS-u za wywiad liczę jednocześnie, że kolega z drugiej strony barykady również w końcu odpowie mi na resztę pytań ;-)

weso

Wesołych Świąt !!!!

Piszę te słowa do wszystkich ludzi dobrej woli… do prawdziwych patriotów i niezłomnych kibiców. Do wszystkich prawdziwych Polaków i wszystkich moich bliskich: Wesołych świąt i szczęśliwego nowego roku! Mikołaj na zdjęciu poniżej prywatnie, bo prezenty już rozdane ;-)

czerw

Czerwona Gorączka

„Czerwona Gorączka” to kolejny zbiór opowiadań Pilipiuka, który obecnie zaliczyłem. Ten akurat zbiór jest najnowszy, wydany w tym roku. Chłop się wznosi na wyżyny, nie od dziś wiem, że wiek ok 40 lat jest szczytowym, jeśli  chodzi o możliwości intelektualne 8-) . Mamy tu opowiadanie o chińskiej szkatułce, która zmienia rzeczywistość, jest opowieść Grucha o nauczycielce, która była niedobra dla uczniów i naprawdę kiepsko skończyła… Lot nawiedzonym sterowcem przeżyjecie w opowiadaniu Zeppelin L-59/2, ale najlepsze jest chyba Wujaszek Igor. W Polsce czasy stalinowskie, wiadomo – terror i okupacja. Tymczasem po torach jeździ pociąg widmo z trumną Piłsudskiego, tam gdzie zawitał, giną prominentne komuchy… bardzo przyjemnie się czyta. Świetne jest też opowiadanie Gdzie diabeł mówi dobranoc.  Polska i Europa jest we władaniu arabuchów, którym udało się przeprowadzić islamizację Europy. Tymczasem w Polsce powstaje ruch oporu…Opowiadania Pilipiuka są wesołe, dobrze napisane i optymistyczne, tchnie z nich nienawiść do komuny, co mi oczywiście nie przeszkadza… Polecam! Ocena: 9/10.

lubi

Na luźno

No i nastała wolność. Niestety, tylko w małym wymiarze – moim osobistym. Na wolność w Polsce trzeba jeszcze trochę poczekać… jakieś 60 lat może. Do 30 grudnia mam to wolne i po kilku dniach niepisania tudzież pożegnania z Łodzią wracam na łamy… Jakie by tu inne miasto teraz zdobyć? Czas pokaże ;-). Zawirowania przygotowań przedświątecznych trochę męczą i wkurzają, generalnie nie lubię zbytnio prozaicznego sprzątania, robienia zakupów i tych wszystkich nudnych pierdół. Pracować też nie lubię, ale z dwojga złego lepiej tyrać wśród głupków, ale naszych, polskich, niż na angielskiej budowie czy irlandzkim zmywaku… Teraz będzie trochę lepiej, święta z najbliższymi i z nowym członkiem rodziny… Nie, nie urodził mi się dzidziuś, redakcja Wolnej Polski wprawdzie ślepakami nie strzela, ale stanu posiadania dzieci ze względu na stateczny wiek i niepewne perspektywy finansowe zmieniać nie zamierza :lol: . Nowym członkiem rodziny jest Goja, około 6 miesięczna mieszanka teriera z beagle. Przy moim notorycznym zarzekaniu się, że „nigdy więcej psa” los pokierował tak, że jednak pies jest. Aj tam, zawsze to lepsze, porządniejsze i wierniejsze stworzenie niż człowiek, zobaczymy jak będzie… Dość jednak wtrętów osobistych. Piłka nożna w siermiężnym polskim wydaniu skończyła się ostatecznie aż do połowy lutego 2014. Futbolem w naszym wykonaniu nie będę się zajmował, gdyż redakcja WP ma wysoko rozwinięty zmysł kultury i dobrego smaku, a to wyklucza pisanie o rodzimym futbolu 8-) .  Zajmę się oprawą Lechii. Podczas meczu z Legią kibice Lechii pokazali się fantastycznie, wystarczy spojrzeć na zdjęcie poniżej. Zdjęcia stryczków szubienicznych na szyjach zdrajców kraju pokroju Urbana, Jaruzela, Kiszczaka i innych szumowin, oraz odpowiedni napis spowodował, że zareagowali poprawni politycznie i chcą karać Lechię… Za tą opcję polityczną, którą Lechia wyznaje od zawsze, trudno ich tak do końca nie lubić mimo naszych trójmiejskich klimatów… szacunek pełen. Sądzę, że kibice Lechii solidnie się wystraszyli grożącymi im ze strony salonu sankcjami i żadnej więcej niepoprawnej politycznie oprawy nie pokażą… aż do następnego razu ;-). Inne ciekawe rzeczy dzieją się w Bydgoszczy, gdzie na pozór wszystko gra. Klub po latach niebytu wrócił na salony ekstraklasy, mało tego – jako beniaminek gra nieźle. Nic to, jak mawiał Zagłoba, właściciel Zawiszy niejaki Osuch się okazał konfidentem i kolaborantem milicyjnym. Bez wgłębiania się w zbędne szczegóły – nie pomoże fakt, że Osuch dał kasę i wprowadził Zawiszę na salony. W tym świecie zasady są podstawą, a konfident i szmaciarz choćby i srał pieniędzmi, wśród braci kibicowskiej poklasku nie znajdzie… Nie jesteś z nami – jesteś przeciwko nam, i wszystko na temat… Ostatnią ciekawostką ze świata sportu jest postawa naszych kobiet w piłce ręcznej na mistrzostwach świata. Choć sport ten w wykonaniu kobiet wygląda nieco karykaturalnie, nie sposób nie docenić tego, że baby nasze dokonały tego, o czym mogą śnić tylko przedstawiciele innych gier zespołowych. Czwarte miejsce na świecie mimo tradycyjnego u nas padnięcia na pysk i braku w wiary w najważniejszych dwóch ostatnich meczach turnieju, to i tak spory sukces i niespodziewany. Gratuluję! W najbliższych dniach więcej będziemy się zajmować rodziną niż sportem, natomiast zaraz po nowym roku odbędzie się coroczna pielgrzymka kibiców na Jasną Górę. Fanatyków tematu zapraszam, na pewno jak co roku będzie świetnie. Imprezę organizuje ksiądz Wąsowicz z gdańskiej Lechii. Wszystko rozpoczyna się w samo południe 4 stycznia 2014. Redakcja WP ma ochotę ten wyjazd zaliczyć, choć z katolicyzmem u niej słabo, nie tylko o to jednak w tym wszystkim chodzi. Spotkanie tylu fanatycznych kibiców a zarazem patriotów w jednym miejscu to gratka nie do przecenienia, może dać kopa duchowego do walki o Wolność i Ojczyznę na wiele następnych miesięcy. Tym samym pielgrzymkę na Jasną Górę wam bardzo polecam, a chętnych kiboli Bałtyku proszę o kontakt, gdyż realnym całkiem jest, że i ja ją zaliczę.

„kontrowersyjna” oprawa Lechii, wspaniała po prostu!

Nowy członek rodziny ;-)

Żółty Chrystus

Paul Gauguin, jak wielu artystów, późnej starości nie dożył. Kres jego życia nastąpił na początku 20 wieku w wieku 55 lat. Zaczął swoje życie standardowo, wykształcił się i pracował na giełdzie. W wieku ok. 20 lat poczuł w sobie duszę artysty. To ukształtowało jego życie, do końca żywota zajmowały go już w zasadzie tylko dwie kwestie: malowanie i bzykanie, przy czym malarsko się rozwijał, natomiast w kwestii bzykania miał żelazną zasadę – panna powyżej 18 roku życia to nie był jego rewir, kojarzyła mu się z emeryturą seksualną. Czyż i niejeden z was nie czuję się od tej chwili po części artystą ;-)?  Zdążył stuknąć swojej duńskiej małżonce piątkę dzieci, po czym dopadła ich nędza, gdyż Paul malował wciąż, porzuciwszy całkowicie swą pracę na giełdzie. Kobieta jego zawinęła się z dziećmi do Kopenhagi, a Paul wyjechał na Tahiti. Jego celem były piękne plenery malarskie, spokój i natchnienie artystyczne, oraz – nie ukrywajmy – młode Tahitanki, u których to inicjacja seksualna przebiega szybciej niż u ich europejskich rówieśniczek, co bardzo przypadło do gustu mistrzowi. Albowiem pan Gauguin się starzał, natomiast jego wybranki nie – nie przekraczały one 14 roku życia ;-).  Pan Paul żył dość marnie finansowo, więc dorabiał chałturniczo jako rysownik bądź dziennikarz. U kresu żywota zamieszkał na Markizach, gdzie stworzył gospodarstwo o wszystko mówiącej nazwie Dom Rozkoszy, gdzie zrobił swej kolejnej 14-letniej kobiecie kolejne dziecko ;-). Jak wielu wielkich artystów pan Paweł został doceniony dopiero po śmierci, za swego żywota ani razu nie był człowiekiem majętnym.  Tymczasem impresjonizm Gauguina był nowatorski i odważny, zrywa on ze stylistyką impresjonistyczną, lekceważy kanony malarskie nakazujące stosować perspektywę, światłocień.  To co maluje jest znakiem, symboliką, a nie wiernym odwzorowaniem rzeczywistości, no burzy ówczesne schematy jednym słowem. W 1888 roku poznał van Gogha, wzbogacali wzajemnie swój warsztat, czasem (albo i dość często) razem chlali lub ćpali, a czasem ostro dymili, po jednej z awantur z Gauguinem van Gogh obciął sobie ucho, więc było dość grubo no nie ;-)? Wtedy to powstał jeden z bardziej znanych obrazów Gauguina – Żółty Chrystus – który wam przedstawiam. To ciekawe bardzo dzieło, jest dwuznaczny, ukazuje i realia – widoczne na obrazie kobiety, jak i wyobraźnię – obraz Chrystusa wysnuty z ich wiary. To jakby połączenie sceny biblijnej z rzeczywistym życiem, na pierwszym planie mamy modlące się w zadumie kobiety, Chrystusa na krzyżu, a w oddali widzimy rolnika, który przechodzi akurat przez mur. Trochę to przypomina stylistykę obrazów Bruegela, widać tu połączenie kilku stylów, impresjonizmu, symbolizmu, prymitywizmu – stąd twórczość Gauguina jest nowatorska i niejednoznaczna. Prosty, a zarazem jaskrawy i pozytywny w przesłaniu obraz, przynajmniej ja tak go odbieram. To był prawdziwy artysta, który odrzucił dobra doczesne w celu realizacji artystycznej.  Polecam wam obrazy Gauguina, styl życia już może niekoniecznie, bo prokurator wam wejdzie w życiorys brutalnie za obcowanie z tak małoletnimi pannami ;-).