Archiwum dla 30 listopada 2013

Bałtyk Gdynia – jesień 2013 – piłkarze

Może zauważyliście, że już drugi raz piszę swoje podsumowanie rundy w wykonaniu Bałtyku Gdynia i drugi już raz odczekałem kilka dni. Chciałem, by te pierwsze nerwy mi przeszły i pisać na chłodno. Tak do końca się nie da, człowiek bądź co bądź zaangażowany od ponad 20 lat w temacie Bałtyku, jednak jakieś tam opanowanie już przyszło. Mamy za sobą 17 spotkań – całą rundę jesienną plus awansem dwa spotkania rundy wiosennej. Przeklinałem te mecze awansem, bo musieliśmy grać mimo beznadziejnej formy mecze z drużynami z czołówki, tymczasem wyszły nam one całkiem nieźle – dwa remisy. Problem polega na tym, że wrypaliśmy się w takie piłkarskie bagno, że remisy nam już niestety nic nie dają. Staram się być osoba szczerą, pacjentowi choremu na raka raczej powiedziałbym, że za tydzień umrze, niż  że „może się uda” i „medycyna zna przypadki cudownych ozdrowień”. Tak więc powiedzmy sobie wprost: Bałtyk umiera. W tym sezonie czeka nas spadek do piątej ligi, infantylnie zwanej czwartą – bo pierwsza liga zwana jest extraklasą… jaka ona jest extra to widać po popisach Legii w Lidze Europy. Piąty poziom to jest piąta liga i nic tego nie zmieni, jeżeli gówno będziemy nazywać czekoladą, to i tak czekoladą ono nie będzie, niedowiarkom polecam spróbować ;-).  Mówię, że Bałtyk poleci jako pierwszy chyba głośno i oficjalnie i bardzo chciałbym wyjść na głupka, ale niestety – nie zanosi się. Zostało nam 13 kolejek do końca sezonu i 4 punkty do bezpiecznego miejsca w tabeli. Musimy wyprzedzić dwie drużyny, w tym Cartusię Kartuzy, która chyba spadać nie zamierza. Zajmijmy się minioną rundą. Przeglądam terminarz i zauważam, że w całej rundzie nie zagraliśmy ani jednego bardzo dobrego meczu, po którym ręce składałyby się do oklasków! No chyba że był takowy w Gryfinie, którego nikt nie widział poza piłkarzami. Trudno zaliczyć do takich mega fartowny mecz z Lechią, albo nawet mecz z Koralem, w którym miejscowi przecież nie strzelili karnego i stracili bramkarza – stąd ich wysoka porażka. Mamy kilku ogranych i w miarę znanych piłkarzy na 4 – ligowych boiskach, na papierze utrzymalibyśmy się spokojnie w naszej lidze. Co z tego, skoro nie mamy drużyny.  Trener Budziwojski kompletnie się nie sprawdził. Co z tego że jest to sympatyczny facet, którego szanuję i który na pewno chciał jak najlepiej… fakt jest faktem – żadnego dobrego meczu, mało dobrych wyników. Dziwne standardy motywacyjne. Piłkarze grają gówno w Policach – Budzik ich motywuje i po przerwie doganiają remis. Grają gówno w Manowie – opierdol w szatni w przerwie i doganiają remis (choć przegrywaliśmy 3-0), który potem w ostatniej minucie tracą. Narzuca się pytanie – a nie mógłby ich tak motywować przed pierwszym gwizdkiem? Coś tu chyba jest nie tak? Nie namawiam do żadnej zmiany trenera, bo już nie mam pojęcia, kto tu mógłby przyjść i wyciągnąć nas z bagna, Budzik wydawał mi się idealny… Po prostu nie mam już żadnej koncepcji, dramat jest całkowity. Niech trenuje dalej, może stanie się cud, ale jesień 2013 Budzikowi nie wyszła i trzeba to jasno powiedzieć. Piłkarze… myślimy o dobrych piłkarzach Bałtyku… Bułka… Bułka… płyta się zacina. Z jednej Bułki obiadu nie zrobimy, panowie. Pojedyncze mecze wychodziły Wasielewskiemu, Yehiyi, jeśli dobrze piszę, Kursowi czy Rychłowskiemu. Pojedyncze. Znów powstają pytania o motywację trenerską. Dlaczego ci nieźli na papierze piłkarze nie zagrali np. po 12 dobrych meczów jesienią? Pytania bez odpowiedzi… Podobno zimą ma być kolejny rozbiór Bałtyku, Bułka już chyba jedną nogą jest w Grudziądzu czy gdzieś tam indziej. Nie będzie piłkarzy. Nie będzie też kasy. Nasz beznadziejny sponsor podobno się wycofuje. Nie będą z nim łączyły nas miłe wspomnienia, bo to sponsor, z którym polecimy o dwie klasy niżej. Trzeba przyznać – marna reklama firmy Amica, marnie się postarali. Żegnam bez żalu. Spadek z fajnym sponsorem czy spadek bez sponsora to nadal jest spadek. Po co w ogóle rozpoczynać rundę wiosenną? Ponieważ nadzieja umiera ostatnia. Ponieważ chcę z kilkoma kolegami zaliczyć po raz ostatni wyjazdy w Zachodnio – Pomorskie. Bo potem to już nas czeka Chwaszczyno i Kiełpino. Pogoń i Gryf. Choć nasi piłkarze nie umierają, spotkają się za rok z Aniołami. Z Garczegorza konkretnie. Mamy 4 miesiące do inauguracji rundy wiosennej. Będę śledził na bieżąco wieści w oczekiwaniu na cud. Na sponsora, na pieniądze, na przywrócenie nadziei. Tak, pisze się nadziei, wersja prezydencka jest błędna :roll: . To będzie cud, przy którym ten fatimski lub nad Wisłą zblednie – jeśli się utrzymamy. Ale wiara w cuda u nas mocna, więc co szkodzi pomarzyć? PS – w gazie jestem i jednak podsumowanie jesieni piłkarzy już mamy – zostają mi kibice, ale to już nie dzisiaj, te Andrzejki…

zima

Zima

A więc zbliża się… nadchodzi… Jeszcze nie wszyscy są jej pewni, niektórzy się łudzą, że to jeszcze nie teraz… ale ja już wiem. Widzę po sobie. Tydzień niemocy twórczej, który mnie dopadł, nie wziął się z niczego. Idzie zima. Co roku to samo… ta stara zdzira czasem jest wcześniej, czasem później, ale nigdy nie odpuszcza. Zawsze przychodzi. Tym razem jednak miarka się przebrała. Tajny Sąd Kapturowy Wolnej Polski po długich i nadzwyczaj tajnych naradach postanowił zdelegalizować zimę! Tym samym nie ma ona prawa w tym, jak i w następnych latach nadejść. Dość zasranego białego śniegu, z którego cieszą się jedynie sześcioletnie dzieci o małym rozumku. Nie będzie więcej lepienia infantylnych bałwanów i idiotycznej jazdy na sankach. Skończą się śliskie oblodzone jezdnie i problemy z parkowaniem – bo śniegu najebało…  Wraz z końcem sezonu piłkarskiego opuściły mnie siły, bo jakże to – żyć bez piłki? W najlepszym europejskim wydaniu na meczach Bałtyku Gdynia ;-) ? Bo muszę z przykrością stwierdzić – sporty zimowe są gówniane. Naprawdę nie jestem w stanie się podniecać, czy Kowalczyk wygra kolejne zawody. Kobita jest w porządku, szacun dla niej, ale reprezentuje mega nudną konkurencję, nie da się tego oglądać! Zanim się zaczęły sukcesy pani Justyny, w Polsce jakieś 37 osób wiedziało o co w jej sporcie chodzi i się tym interesowało.  Te wszystkie biathlony, skoki, kombinacje, zjazdy – dno… prawda jest taka, że w zimę sportu nie ma. Jest tylko jego namiastka i ewentualnie liga angielska, jeżeli ktoś już nie może kompletnie żyć bez piłki. Albo weźcie wyrwijcie jakąś pannę na randce… godzinę się meczysz z bajerą, po czym szybko na kwadrat… Teraz trzeba jej ściągnąć płaszcz, czapkę, sweter, drugi sweter, spodnie, rajstopy… zanim dojdziesz do gaci, emocje opadają, atmosfera siada ;-)… Dobrze że mam kobietę stałą i takie nerwy już za mną. Reasumując chciałem uspokoić – redakcja nie zamarzła, już się ożywia po przedzimowym śnie i już jutro wracam z normalnym pisaniem, czas podsumować niebagatelne osiągnięcia kibiców i drużyny Bałtyku, jak też zająć się innymi tematami. Tymczasem dziś idę na Andrzejki, choć nie znam osobiście żadnego ciekawego Andrzeja, na pijacką imprezę, choć nie piję. Hura! A wracając do zimy, po raz ostatni ostrzegam (dzieci i młodzież proszę nie czytać): Zima wypierdalaj! I to w podskokach.