Sobota wieczór… Ten, kto jeszcze w miarę przytomnym wzrokiem spoziera na „Wolna Polskę” chciałby zapewne odpocząć od chamstwa i niegodziwości tego świata. Na to przyjdzie czas jutro, bo niedziela mnie nastraja agresywnie („jutro do roboty”). Dziś tym czasem podelektujmy się sztuką. Sztuka może objawiać się w wielu aspektach życia. Nie tylko malarz, rzeźbiarz czy poeta może tworzyć sztukę. Może ją tworzyć również zdun wytwarzający piękne piece kaflowe, kucharz gotujący pyszne danie czy piłkarze wznoszący się ponad wyżyny ludzkich możliwości np. w meczu piłkarskim wczorajszym ze Słowacją. Jednakże, jak wiemy, piłkarze sztuki wczoraj nie tworzyli. Chyba że mówimy o sztuce wkurwiania do białej gorączki włącznie, bądź o sztuce wywoływania sarkastycznego śmiechu połączonego z politowaniem :roll: . Tak, jeśli mieścimy te uczucia w kategorii sztuki to tą chociaż umiejętność nasi futboliści posiedli… tymczasem teraz wróćmy do sztuki prawdziwej. Dziś chce wam przedstawić jedno z najbardziej znanych dzieł wielkiego mistrza flamandzkiego z przełomu 16 i 17 wieku – Petera Paula Rubensa. Ten niezwykły artysta namalował ponad 200 obrazów, bardzo często malując sceny religijne bądź mitologiczne. Dziś jedno z jego najbardziej rozpoznawalnych dzieł – Trzy Gracje. Ten akurat obraz Rubens zaczął malować u schyłku życia, nękany artretyzmem. W niczym nie ujęło to jakości obrazowi, malował genialnie do samego końca. Można przedstawić to dzieło, jako podsumowanie życia uczuciowego Paula, albowiem uwidocznił na nim trzy najważniejsze kobiety swojego życia – dwie żony i kochankę. Jak widać, pan Pawełek lubił kobiety, w tych kwestiach zszedł z piedestału wybitnego artysty na naturalne, ziemskie klimaty.  Przedstawił je w formie greckich bogiń, córek Zeusa. Ich wygląd i kształty nie są jednak wiernie odwzorowane, jest to wyobraźnia artysty, który oddaje tym kobietom swego rodzaju hołd, oddając je jako niezmiernie piękne postacie tańczących trzech gracji. Tak wiem – powstaje pytanie, czy faktycznie one takie piękne? Kobitki solidnie przy kości, grube uda, z twarzy przeciętne, cycki średnie… A jednak. Takie bowiem były ideały piękna barokowego. Tak wtedy w wyobraźni męskiej prezentowały się najlepsze lachony. Solidne, silne kobiety pełne namiętności – i dziś znalazłyby fanów… mimo tych paru fałdek tu i ówdzie ;-) . W tle widzimy jakieś kwiaty czy drzewa, jednak nie zwracamy na nie uwagi, gdyż na tym obrazie Rubens tak gra światłem, byśmy tylko na owe panie zwracali uwagę. Te panie, jako że wszystkie trzy były stukane przez mistrza, zapewne nie darzyły się miłością, choć nie znam dokładnie tej historii, może nie żyły w jednym czasie? Niemniej na obrazie patrzą na siebie uprzejmym wzrokiem, dotykają się czule i wesoło pląsają. Tak je sobie wyobraził Rubens, zapewne przy każdej malowanej kresce wracały upojne wspomnienia 8-) … Po długim namyśle najfajniejsza wydaje mi się pani po prawej, a co wy myślicie??? Przypatrzcie się dokładnie temu dziełu, zwróćcie uwagę na szczegóły, naprawdę warto…