Archiwum dla 14 listopada 2013

Najbliższy przeciwnik: Kotwica Kołobrzeg

Dwoma kolejkami wiosny, które musimy rozegrać jeszcze tej jesieni los pokarał nas okrutnie. W okresie poważnego dołka formy, w jakim się obecnie znaleźliśmy musimy grać z dwoma kandydatami do awansu. Na pierwszy ogień idzie kołobrzeska Kotwica. Gdy w pierwszej kolejce graliśmy z nimi w Kołobrzegu, naiwny znajomy prorokował mi, że oto gra ze sobą dwóch głównych kandydatów do awansu. Sprawdziło się połowicznie. O ile Kotwa dociągnęła do czołówki i śmiało może myśleć o awansie, my modlimy się o utrzymanie w naszej śmiesznej 4 lidze. Ponieważ nam już żaden awans nie grozi, to czemu nie – niech wchodzi Kotwica. Byle nie dzięki meczowi w Gdyni. Żeby już ściśle określić faworyta wspomnę, że ostatnie 3 mecze wyjazdowe pod rząd Kotwica wygrała i to wysoko. Ale i my mamy swoje atuty! Zaraz, co to było… Fantastyczna murawa? Nie nie, to nie to. Hmmm może zgrana drużyna z solidnym atakiem i szczelną obroną? Nieee to też nas nie dotyczy. Już wiem! Huraganowy doping i rzesza kibiców na trybunach… nie, i to pomyłka. Czyżby drużyna własnego boiska z twierdzą Redłowo nie do zdobycia?? To ciągle nie to… No dobra, mamy atuty, ale to nasza tajemnica. Nie powiemy ;-) ! Kiedyś kolega stwierdził, że Bóg jest za Bałtykiem. Najwyższy czas to udowodnić! Czekamy na mannę z nieba i cud, bo argumentów sportowych brak. Bałtyk wygra 2-1. Czy chłopaki z Kotwicy do nas przyjadą? Nie udało się Kaszubii czy Gwardii to może chociaż oni zawitają? Zobaczymy. Gramy 17 listopada o godzinie 15.

aparatus

Aparatus

Prozę Pilipiuka czytam od dobrych kilku lat. To młody chłop, młodszy o rok ode mnie, a już na polskiej scenie pisarskiej dość dobrze znany. Szczególnym jego osiągnięciem jest cykl przygód Jakuba Wędrowycza…  Już leci do mnie najnowsza część tej serii, a obecnie zajmę się zbiorem opowiadań „Aparatus”. Po  świetnym „Rzeźniku Drzew”  czy „2856 kroków” byłem pewien podobnej uczty w wykonaniu tego zbioru. Tymczasem książka jest do przeczytania, ale jest to jedna ze słabszych pozycji w dorobku Pilipiuka. Jedne opowiadania są całkiem niezłe, inne trochę nudnawe. Dobre jest zwłaszcza „Za kordonem” opowiadające o klimatach w polskim Lwowie, z dobrym niespodziewanym zakończeniem.  Długi i ciekawy jest „Dzwon wolności” , śmieszno –straszna jest „Ośla opowieść”. Generalnie nie jest źle, ale bywało lepiej. Wszak jego książka „Operacja Dzień Wskrzeszenia” to jedna z lepszych książek jakie w życiu czytałem… spokojnie można to przeczytać, dla początkujących czytelników radzę jednak zacząć od „Operacji…” lub któregoś zbioru z przygodami Wędrowycza. W mojej ocenie 5 w skali 0 – 10.