Właściwie to nie wiem dlaczego do tej pory recenzując filmy, książki czy inne kulturalne wydarzenia nie zająłem się jeszcze najszlachetniejszą, najbardziej wysublimowaną i dającą największe pole do zachwytów i kontemplacji wszelakich sztuką malarstwa. Nie jestem wytrawnym znawcą tej dziedziny sztuki, ale metodycznie dokształcam się, czytam o tych wspaniałych artystach, nierzadko kilkaset lat temu żyjących… Niewiarygodny kunszt i geniusz pozwala tym ludziom uchwycić coś charakterystycznego, coś czym setki lat później ludzie się zachwycają… Podróż przez krainę malarstwa zacznę od mojego ulubionego z co najmniej trzech powodów obrazu. Chodzi o płótno Pietera Bruegela Starszego „Ślepcy”. Pierwszy powód to taki, że odkryłem ten obraz przypadkiem, a zafascynował mnie na tyle, że zainteresowałem się całym przekrojem twórczości Bruegela… To rewelacja. Gościu jest moim ulubionym malarzem, zachwycam się też jego innymi doskonałymi dziełami jak chociażby „Kalecy”, „Wiejski taniec” „Droga Krzyżowa”, „Wieża Babel” „Triumf śmierci” czy wreszcie „Pejzaż z szubienicą” i jeszcze wiele innych… w każdy z nich mógłbym się wpatrywać długimi minutami, czy może i godzinami, to fajny sposób na wyalienowanie się z rzeczywistości. Obraz ten został namalowany w 1568 roku. Nawet mam go w domu w postaci chyba miedziorytu, zresztą tez kupiony z klimatem – na pchlim targu w Bornem Sulinowie, gdzie podejrzane cwaniaczki z rozbieganym wzrokiem sprzedawały fanty z rozkradanych piwnic i gruzów  domów po niemieckich, a potem ruskich oficerach z wojsk, jakie aż do 1993 roku w Bornem stacjonowały. To jest właśnie drugi powód, dla którego ten obraz lubię – kopia w domu i osobiste wspomnienia. Trzeci i najważniejszy to jego treść i przesłanie. Obraz jest ilustracją do cytatu biblijnego z przypowieści o ślepcach. Metafora tego dzieła mówi nam, że ludzie, którzy prowadzeni są przez zaślepionych przywódców, zawsze źle skończą. Przypatrzmy się… obraz przedstawia grupę sześciu mężczyzn posuwających się do przodu, jeden za drugim… Zresztą Bruegel zawsze malował ludzi będących w ruchu, w jakiejś konkretnej sytuacji i otoczeniu. Ślepcy mają na sobie ciuchy podróżne no i kije, które z racji ślepoty pomagają im utrzymać się na nogach. Widzimy ich w stanie przewracania się – przewodnik się wywalił na glebę, potknąwszy o jakieś kamienie, idący za nim koleś już leci, reszta też, na zasadzie domina jest skazana na upadek. W podwójny sposób jest tu pokazana bezradność i porażka ludzi źle prowadzonych… raz że wszyscy się wywalają, dwa, że poprzez swą ślepotę nie widzą stojących nieopodal budynków wioski i kościoła, gdzie mogliby znaleźć odpoczynek i schronienie. No i proszę – obraz ma prawie 450 lat, a jakże aktualna w nim alegoria i przesłanie. Bo czy ten ślepy pierdoła wywrócony to nie taki ślepy nasz rząd polski, który nas wiedzie na zatracenie? Swoich pobratymców tam wiedzie, jednak każdy z nich jest ogarnięty ślepotą, może o innym rodzaju i natężeniu, ale jednak ślepotą, no i nie widzi, że idzie w przepaść, ku upadkowi. Obudzi się, jak już będzie leżał, jak już będzie za późno, by wstać. Albo zbyt trudno. Obraz i przekaz ponadczasowy i uniwersalny, jak uniwersalne są przekazy i myśli zawarte w biblii. Na koniec  ciekawostka i to spora… Bruegel, który przecież medykiem a tym bardziej okulistą nie był, w doskonały sposób odwzorował schorzenia oczu u ślepców. Widać te oczy u pięciu gości i współcześni okuliści każdą z tych ślepot zdefiniowali jako inne schorzenie. Super co? Niewyobrażalne mistrzostwo, wyobraźnia i perfekcja mistrza Bruegela. Przypatrzcie się jeszcze raz… podziwiajcie dzieło mistrza…