Archiwum dla 6 listopada 2013

Najbliższy przeciwnik: Pomorze Potęgowo

W budynku klubowym Bałtyku Gdynia zebrali się wszyscy, którym na sercu leży dobro tego klubu. Był zarząd, wszyscy działacze, trener, sześciu wiernych kibiców, nawet sprzątaczka z wiadrem i mopem w ręku przystanęła, by posłuchać. Atmosfera była napięta niczym cięciwa w łuku średniowiecznego łucznika. Tematem zebrania był ostatni mecz rundy jesiennej w wykonaniu Bałtyku. Po przedłużającej się chwili krępującego milczenia największą odwagą  wykazał się sam prezes klubu, który zachrypniętym głosem zagaił: – hmm… no co tam… panie dyrektorze sportowy, to z kim tam gra nasz Bałtyk w ostatnim meczu sezonu, i gdzie? Dyrektor sportowy jakby ocknął się z letargu i powiódł nieprzytomnym wzrokiem dookoła.  – My…? Z kim gramy…?  Yyy… Eeee… Po – po … po … po – dyrektor wyraźnie się zaciął z nerwów. – Panie dyrektorze, proszę tu nie agitować – warknął zdenerwowany prezes. – Nie obchodzi mnie, że pan jest za PO, to jest partia do dupy, pytałem z kim gramy. –Yyy… ja nie agituję panie prezesie… Po…poooo… Pomorze Potęgowo!!  W końcu wydukał spocony dyrektor. Zapadła martwa cisza. Trwała ze dwie minuty. W końcu ktoś z zarządu jęknął głucho. – To już teraz? Akurat teraz?  Dlaczego już teraz musimy z nimi grać? Przecież niemożliwym jest z nimi wygrać, a punktów potrzebujemy bardzo…  – Głupku ty! Odpowiedział ktoś z sali. Przecież kiedyś musimy z nimi zagrać, a to ostatnia kolejka, to kiedy jak nie teraz??? No tak, rzeczywiście… odpowiedziały przypochlebiające się głosy z sali. Prezes znów zabrał głos: – Pytałem jeszcze gdzie gramy? Teraz nastąpił nokaut:  - u siebie… szepnął pobielałymi ze strachu wargami dyrektor sportowy. Przez salę przebiegł zduszony jęk.  – No to kukuła… jęknął załamany prezes. Przecież u siebie wszystko w czapę bierzemy poza derbami. Na tej zasranej sztucznej trawie nie umiemy grać. W ogóle nie umiemy grać, ale na tej jebanej plastikowej trawie to już całkiem nie umiemy… Co w ogóle za debil się zgodził żebyśmy grali na plastiku? – Pan panie prezesie… ktoś z sali nagle umilkł, ale prezes był czujny. Zmierzył go lodowatym spojrzeniem. Ten działacz karierę na Bałtyku miał już skończoną. Najgorsze jednak miało dopiero nadejść…. Jakiś działacz wychylił się z tekstem:  - I na dodatek brakuje Bułki! Kolejną martwą ciszę przerwała sprzątaczka:  -To może ja puńdę i przyniesę ze stołówki? Była to prosta, prymitywna kobieta z niepełnym podstawowym, robiła na Bałtyku na ćwierć etatu za 288 złotych miesięcznie i nie rozumiała, że to nazwisko piłkarza światowej klasy, bez którego gra Bałtyku jest niemożliwa. Tym samym niczym miecz Damoklesa nad Bałtykiem zawisło widmo klęski. Mecz u siebie, ze strasznym Pomorzem ze środka tabeli, na dodatek bez Bułki… Prezes był rzutkim człowiekiem, niegłupim i wiedział, że trzeba zakończyć zebranie jakimś pozytywnym akcentem. – Nie martwcie się! Odważnie krzyknął. –Wiosna nasza! Damy im popalić! Mam fantastyczny plan! Działacze z nadzieją spojrzeli na włodarza. Prezes kontynuował. – Nasz sponsor, Sramica powiedział, że kto wie, czy przypadkiem nie da dodatkowej kasiory. Zaraz potem jak dadzą na drużynę dzieci do lat 13 Lecha IV Poznań mają i nam rzucić! Nie chce w was budzić zbytnich nadziei, ale podobno mają 60 złotych rzucić! Albo i 70! Rozjaśniły się oblicza działaczy, pokraśniały, wesoło gaworzyć poczęli po cichu, a prezes kontynuował:  - A potem wcielimy w życie mój doskonały plan, który co rundę się tak doskonale sprawdza…  – Jaki, panie prezesie? – Co to za fajowski plan? – Co pan tam nam super szykuje? Przekrzykiwali się weseli działacze. – Otóż oddamy za darmo 9 graczy z podstawowego składu, a w ich miejsce kupimy młodych, zdolnych graczy ze świetnego KS-u Chwaszczyno, Startu Miastko czy też z Czarnych Bruskowo Wielkie!!! – Brawo brawo!!! – Wiwat prezes! – Wiosna nasza! Krzyczeli pełni entuzjazmu działacze. Już nie wiedzieć skąd butelka wódki się znalazła na stole, sprzątaczka podszczypywana dla żartu w dupę pobiegła po kieliszki, atmosfera rozluźniła się całkowicie. Będzie dobrze na naszym Bałtyku, oj będzie!!!

Ciężko wam będzie w to uwierzyć, ale cała ta sytuacja jest zmyślona i nie miała miejsca ;-) . Natomiast wszelkie podobieństwo do prawdziwych osób i faktów jest celowe i zamierzone. A z Pomorzem Potęgowo gramy na plastik arena w sobotę 9 listopada o 14.30. Wygrajmy razem!!!

Ślepcy

Właściwie to nie wiem dlaczego do tej pory recenzując filmy, książki czy inne kulturalne wydarzenia nie zająłem się jeszcze najszlachetniejszą, najbardziej wysublimowaną i dającą największe pole do zachwytów i kontemplacji wszelakich sztuką malarstwa. Nie jestem wytrawnym znawcą tej dziedziny sztuki, ale metodycznie dokształcam się, czytam o tych wspaniałych artystach, nierzadko kilkaset lat temu żyjących… Niewiarygodny kunszt i geniusz pozwala tym ludziom uchwycić coś charakterystycznego, coś czym setki lat później ludzie się zachwycają… Podróż przez krainę malarstwa zacznę od mojego ulubionego z co najmniej trzech powodów obrazu. Chodzi o płótno Pietera Bruegela Starszego „Ślepcy”. Pierwszy powód to taki, że odkryłem ten obraz przypadkiem, a zafascynował mnie na tyle, że zainteresowałem się całym przekrojem twórczości Bruegela… To rewelacja. Gościu jest moim ulubionym malarzem, zachwycam się też jego innymi doskonałymi dziełami jak chociażby „Kalecy”, „Wiejski taniec” „Droga Krzyżowa”, „Wieża Babel” „Triumf śmierci” czy wreszcie „Pejzaż z szubienicą” i jeszcze wiele innych… w każdy z nich mógłbym się wpatrywać długimi minutami, czy może i godzinami, to fajny sposób na wyalienowanie się z rzeczywistości. Obraz ten został namalowany w 1568 roku. Nawet mam go w domu w postaci chyba miedziorytu, zresztą tez kupiony z klimatem – na pchlim targu w Bornem Sulinowie, gdzie podejrzane cwaniaczki z rozbieganym wzrokiem sprzedawały fanty z rozkradanych piwnic i gruzów  domów po niemieckich, a potem ruskich oficerach z wojsk, jakie aż do 1993 roku w Bornem stacjonowały. To jest właśnie drugi powód, dla którego ten obraz lubię – kopia w domu i osobiste wspomnienia. Trzeci i najważniejszy to jego treść i przesłanie. Obraz jest ilustracją do cytatu biblijnego z przypowieści o ślepcach. Metafora tego dzieła mówi nam, że ludzie, którzy prowadzeni są przez zaślepionych przywódców, zawsze źle skończą. Przypatrzmy się… obraz przedstawia grupę sześciu mężczyzn posuwających się do przodu, jeden za drugim… Zresztą Bruegel zawsze malował ludzi będących w ruchu, w jakiejś konkretnej sytuacji i otoczeniu. Ślepcy mają na sobie ciuchy podróżne no i kije, które z racji ślepoty pomagają im utrzymać się na nogach. Widzimy ich w stanie przewracania się – przewodnik się wywalił na glebę, potknąwszy o jakieś kamienie, idący za nim koleś już leci, reszta też, na zasadzie domina jest skazana na upadek. W podwójny sposób jest tu pokazana bezradność i porażka ludzi źle prowadzonych… raz że wszyscy się wywalają, dwa, że poprzez swą ślepotę nie widzą stojących nieopodal budynków wioski i kościoła, gdzie mogliby znaleźć odpoczynek i schronienie. No i proszę – obraz ma prawie 450 lat, a jakże aktualna w nim alegoria i przesłanie. Bo czy ten ślepy pierdoła wywrócony to nie taki ślepy nasz rząd polski, który nas wiedzie na zatracenie? Swoich pobratymców tam wiedzie, jednak każdy z nich jest ogarnięty ślepotą, może o innym rodzaju i natężeniu, ale jednak ślepotą, no i nie widzi, że idzie w przepaść, ku upadkowi. Obudzi się, jak już będzie leżał, jak już będzie za późno, by wstać. Albo zbyt trudno. Obraz i przekaz ponadczasowy i uniwersalny, jak uniwersalne są przekazy i myśli zawarte w biblii. Na koniec  ciekawostka i to spora… Bruegel, który przecież medykiem a tym bardziej okulistą nie był, w doskonały sposób odwzorował schorzenia oczu u ślepców. Widać te oczy u pięciu gości i współcześni okuliści każdą z tych ślepot zdefiniowali jako inne schorzenie. Super co? Niewyobrażalne mistrzostwo, wyobraźnia i perfekcja mistrza Bruegela. Przypatrzcie się jeszcze raz… podziwiajcie dzieło mistrza…