Archiwum dla Listopad, 2013

Bałtyk Gdynia – jesień 2013 – piłkarze

Może zauważyliście, że już drugi raz piszę swoje podsumowanie rundy w wykonaniu Bałtyku Gdynia i drugi już raz odczekałem kilka dni. Chciałem, by te pierwsze nerwy mi przeszły i pisać na chłodno. Tak do końca się nie da, człowiek bądź co bądź zaangażowany od ponad 20 lat w temacie Bałtyku, jednak jakieś tam opanowanie już przyszło. Mamy za sobą 17 spotkań – całą rundę jesienną plus awansem dwa spotkania rundy wiosennej. Przeklinałem te mecze awansem, bo musieliśmy grać mimo beznadziejnej formy mecze z drużynami z czołówki, tymczasem wyszły nam one całkiem nieźle – dwa remisy. Problem polega na tym, że wrypaliśmy się w takie piłkarskie bagno, że remisy nam już niestety nic nie dają. Staram się być osoba szczerą, pacjentowi choremu na raka raczej powiedziałbym, że za tydzień umrze, niż  że „może się uda” i „medycyna zna przypadki cudownych ozdrowień”. Tak więc powiedzmy sobie wprost: Bałtyk umiera. W tym sezonie czeka nas spadek do piątej ligi, infantylnie zwanej czwartą – bo pierwsza liga zwana jest extraklasą… jaka ona jest extra to widać po popisach Legii w Lidze Europy. Piąty poziom to jest piąta liga i nic tego nie zmieni, jeżeli gówno będziemy nazywać czekoladą, to i tak czekoladą ono nie będzie, niedowiarkom polecam spróbować ;-).  Mówię, że Bałtyk poleci jako pierwszy chyba głośno i oficjalnie i bardzo chciałbym wyjść na głupka, ale niestety – nie zanosi się. Zostało nam 13 kolejek do końca sezonu i 4 punkty do bezpiecznego miejsca w tabeli. Musimy wyprzedzić dwie drużyny, w tym Cartusię Kartuzy, która chyba spadać nie zamierza. Zajmijmy się minioną rundą. Przeglądam terminarz i zauważam, że w całej rundzie nie zagraliśmy ani jednego bardzo dobrego meczu, po którym ręce składałyby się do oklasków! No chyba że był takowy w Gryfinie, którego nikt nie widział poza piłkarzami. Trudno zaliczyć do takich mega fartowny mecz z Lechią, albo nawet mecz z Koralem, w którym miejscowi przecież nie strzelili karnego i stracili bramkarza – stąd ich wysoka porażka. Mamy kilku ogranych i w miarę znanych piłkarzy na 4 – ligowych boiskach, na papierze utrzymalibyśmy się spokojnie w naszej lidze. Co z tego, skoro nie mamy drużyny.  Trener Budziwojski kompletnie się nie sprawdził. Co z tego że jest to sympatyczny facet, którego szanuję i który na pewno chciał jak najlepiej… fakt jest faktem – żadnego dobrego meczu, mało dobrych wyników. Dziwne standardy motywacyjne. Piłkarze grają gówno w Policach – Budzik ich motywuje i po przerwie doganiają remis. Grają gówno w Manowie – opierdol w szatni w przerwie i doganiają remis (choć przegrywaliśmy 3-0), który potem w ostatniej minucie tracą. Narzuca się pytanie – a nie mógłby ich tak motywować przed pierwszym gwizdkiem? Coś tu chyba jest nie tak? Nie namawiam do żadnej zmiany trenera, bo już nie mam pojęcia, kto tu mógłby przyjść i wyciągnąć nas z bagna, Budzik wydawał mi się idealny… Po prostu nie mam już żadnej koncepcji, dramat jest całkowity. Niech trenuje dalej, może stanie się cud, ale jesień 2013 Budzikowi nie wyszła i trzeba to jasno powiedzieć. Piłkarze… myślimy o dobrych piłkarzach Bałtyku… Bułka… Bułka… płyta się zacina. Z jednej Bułki obiadu nie zrobimy, panowie. Pojedyncze mecze wychodziły Wasielewskiemu, Yehiyi, jeśli dobrze piszę, Kursowi czy Rychłowskiemu. Pojedyncze. Znów powstają pytania o motywację trenerską. Dlaczego ci nieźli na papierze piłkarze nie zagrali np. po 12 dobrych meczów jesienią? Pytania bez odpowiedzi… Podobno zimą ma być kolejny rozbiór Bałtyku, Bułka już chyba jedną nogą jest w Grudziądzu czy gdzieś tam indziej. Nie będzie piłkarzy. Nie będzie też kasy. Nasz beznadziejny sponsor podobno się wycofuje. Nie będą z nim łączyły nas miłe wspomnienia, bo to sponsor, z którym polecimy o dwie klasy niżej. Trzeba przyznać – marna reklama firmy Amica, marnie się postarali. Żegnam bez żalu. Spadek z fajnym sponsorem czy spadek bez sponsora to nadal jest spadek. Po co w ogóle rozpoczynać rundę wiosenną? Ponieważ nadzieja umiera ostatnia. Ponieważ chcę z kilkoma kolegami zaliczyć po raz ostatni wyjazdy w Zachodnio – Pomorskie. Bo potem to już nas czeka Chwaszczyno i Kiełpino. Pogoń i Gryf. Choć nasi piłkarze nie umierają, spotkają się za rok z Aniołami. Z Garczegorza konkretnie. Mamy 4 miesiące do inauguracji rundy wiosennej. Będę śledził na bieżąco wieści w oczekiwaniu na cud. Na sponsora, na pieniądze, na przywrócenie nadziei. Tak, pisze się nadziei, wersja prezydencka jest błędna :roll: . To będzie cud, przy którym ten fatimski lub nad Wisłą zblednie – jeśli się utrzymamy. Ale wiara w cuda u nas mocna, więc co szkodzi pomarzyć? PS – w gazie jestem i jednak podsumowanie jesieni piłkarzy już mamy – zostają mi kibice, ale to już nie dzisiaj, te Andrzejki…

zima

Zima

A więc zbliża się… nadchodzi… Jeszcze nie wszyscy są jej pewni, niektórzy się łudzą, że to jeszcze nie teraz… ale ja już wiem. Widzę po sobie. Tydzień niemocy twórczej, który mnie dopadł, nie wziął się z niczego. Idzie zima. Co roku to samo… ta stara zdzira czasem jest wcześniej, czasem później, ale nigdy nie odpuszcza. Zawsze przychodzi. Tym razem jednak miarka się przebrała. Tajny Sąd Kapturowy Wolnej Polski po długich i nadzwyczaj tajnych naradach postanowił zdelegalizować zimę! Tym samym nie ma ona prawa w tym, jak i w następnych latach nadejść. Dość zasranego białego śniegu, z którego cieszą się jedynie sześcioletnie dzieci o małym rozumku. Nie będzie więcej lepienia infantylnych bałwanów i idiotycznej jazdy na sankach. Skończą się śliskie oblodzone jezdnie i problemy z parkowaniem – bo śniegu najebało…  Wraz z końcem sezonu piłkarskiego opuściły mnie siły, bo jakże to – żyć bez piłki? W najlepszym europejskim wydaniu na meczach Bałtyku Gdynia ;-) ? Bo muszę z przykrością stwierdzić – sporty zimowe są gówniane. Naprawdę nie jestem w stanie się podniecać, czy Kowalczyk wygra kolejne zawody. Kobita jest w porządku, szacun dla niej, ale reprezentuje mega nudną konkurencję, nie da się tego oglądać! Zanim się zaczęły sukcesy pani Justyny, w Polsce jakieś 37 osób wiedziało o co w jej sporcie chodzi i się tym interesowało.  Te wszystkie biathlony, skoki, kombinacje, zjazdy – dno… prawda jest taka, że w zimę sportu nie ma. Jest tylko jego namiastka i ewentualnie liga angielska, jeżeli ktoś już nie może kompletnie żyć bez piłki. Albo weźcie wyrwijcie jakąś pannę na randce… godzinę się meczysz z bajerą, po czym szybko na kwadrat… Teraz trzeba jej ściągnąć płaszcz, czapkę, sweter, drugi sweter, spodnie, rajstopy… zanim dojdziesz do gaci, emocje opadają, atmosfera siada ;-)… Dobrze że mam kobietę stałą i takie nerwy już za mną. Reasumując chciałem uspokoić – redakcja nie zamarzła, już się ożywia po przedzimowym śnie i już jutro wracam z normalnym pisaniem, czas podsumować niebagatelne osiągnięcia kibiców i drużyny Bałtyku, jak też zająć się innymi tematami. Tymczasem dziś idę na Andrzejki, choć nie znam osobiście żadnego ciekawego Andrzeja, na pijacką imprezę, choć nie piję. Hura! A wracając do zimy, po raz ostatni ostrzegam (dzieci i młodzież proszę nie czytać): Zima wypierdalaj! I to w podskokach.

iluzja

Iluzja

Nie… to nie jest artykuł o szansach Bałtyku na utrzymanie w 4 lidze. To tytuł filmu który już zszedł z ekranów kin, ale jest tegoroczny i dziś go zaliczyłem, więc wam przedstawiam. Tajna organizacja OKO zbiera czterech wysokiej klasy iluzjonistów i organizuje z ich udziałem show. Niezwykłe to show, podczas jego przedstawiania artyści sceny odgrywają napad na bank i jego okradzenie. Show się kończy, a przedstawienie dalej trwa, bo bank jest faktycznie okradziony! Żeby było śmieszniej – forsę dostali widzowie… spada na nich deszcz banknotów z sufitu, każdy zbiera ile się da. W ślad za iluzjonistami udaje się Interpol i FBI, ale mają kłopoty z „ugryzieniem” gości, nikt nie ma pojęcia kto rzeczywiście skubnął kasę. Akcja się rozwija, mamy to co lubią ludzie, czyli wyścigi samochodowe, gonitwy, zwroty akcji i dość niespodziewane zakończenie. Całkiem dobry kryminał ze świetną obsadą w postaci Harrelsona, Caine’a, Marka Ruffalo czy Morgana Freemana. Prawie dwóch godzin spędzonych przy oglądaniu raczej nie uznacie za straconych. Moja ocena: 7 w skali 0-10

kaszu

Kaszubia Kościerzyna – Bałtyk Gdynia

Miała być dzisiejszego dnia podwójna kompromitacja – piłkarzy i kibiców. Tymczasem kompromitacji piłkarskiej uniknęliśmy. Piłkarze zagrali dzielnie, już w 19 sekundzie meczu Kurs strzelił gola a ostatecznie zremisowaliśmy na stadionie trzeciej drużyny w tabeli 1-1. Czyli całkiem nieźle, przy czym Bałtyk był nieco lepszy, no jednym słowem cenny punkt po niezłej grze. Gratuluję, byłem przekonany o zerowym dorobku punktowym po dwóch „wiosennych” meczach, a zdobyliśmy ich (punktów) dwa. Inna sprawa że remisy w walce o utrzymanie nie pomogą, ale szerszymi rozkminami i podsumowaniem rundy zajmę się w najbliższych dniach, jeszcze nie dziś… Natomiast co do kibiców, to trzeba sobie powiedzieć, że właśnie piąta liga jest adekwatna do naszych możliwości kibicowskich i tkwimy w niej już dawno, o ile nie niżej. Do Kościerzyny pojechaliśmy w okrągłej liczbie zero. Widać mamy stałą ekipę, to już drugi raz w tej rundzie. Chciałoby się zwalić na „jebanych psów” bądź „awarię autokaru” ewentualnie inną akcję, którą akurat robiliśmy tego dnia. Niestety prawda jest prozaiczna – nie pojechaliśmy, bo nikomu się nie chciało. Po prostu Bałtyk nie posiada kibiców w ilości gwarantującej zaliczanie wyjazdów. Dopóki ja plus paru kolegów mamy jeszcze ciśnienie na wyjazdy, nie zaliczamy kompletów zer w rundzie. Ale jest nas mało i gdy z tego grona wypadną np. te osoby co mają auta, leżymy. A reszta baranów? Jeszcze przez trzy lata będą mówić „a pamiętasz Police?” i będą myśleli, że są kibicami… doprawdy paradne. Świat kibicowski nam uciekł już dawno, ale nie będę się rozpisywał teraz, przyjdzie niedługo czas na podsumowanie rundy w naszym wykonaniu, wtedy więc o wszystkim napiszę. To smutne, że nie można nikogo uprosić na bardzo bliski i bardzo atrakcyjny wyjazd. Smutne, że piłkarze nie mieli komu podziękować za doping.

Najbliższy przeciwnik: Kaszubia Kościerzyna

No to szykuje nam się pogrom. Powiem szczerze – nie widzę raczej jakiś pozytywnych przesłanek przed jutrzejszym meczem w Kościerzynie. Piłkarze nasi grają tragedię, Kaszubia gra w kratkę, wygrali np. na Lechii II, by przed tygodniem polec w Dębnicy, ale jest to generalnie ekipa walcząca o awans i z pokonaniem nas nie powinni mieć problemów. Tym bardziej, że grając w Gdyni pojechali z nami jak z baranami wygrywając bez walki 3-1 to czemu niby na swoim terenie mieliby mieć ciężej?  Ciekawe, czy Budzik teraz się cieszy, że zamienił Kaszubię na Bałtyk przed tym sezonem 8-O . Co do kibiców Bałtyku to zainteresowanie tym wyjazdem jest tak nikłe, że drugie tej jesieni zero wyjazdowe wcale mnie nie zdziwi. Może i dobrze? Lecimy do 5 ligi to i zachowujemy się adekwatnie – jak ekipa na 5-ligowym poziomie – sportowo kibicowsko itp. No, ale nie odbierajmy szans chłopakom przed meczem. Nie takie cuda się zdarzały! Pozwólcie nam w lepszych humorach zacząć przerwę zimową! Czas wygrać…

now

Minął tydzień

- No i poleciał Sławek Nowak, minister transportu, budownictwa i gospodarki morskiej. Gość który kompletnie zniszczył swój resort i zrobił go siedliskiem kurewstwa, złodziejstwa, korupcji i nepotyzmu. Zrzekł się immunitetu, gdy się okazało, że prokuratura wszczyna przeciwko niemu dochodzenie.  Pan minister brał łapówki. Za jego panowania wszystkie sterowane przez niego gałęzie przemysłu zostały doprowadzone do ruiny. Normalnie chce się krzyknąć: Dobrze, że to on akurat wpadł (bo tylko ryba nie bierze, w to chyba nikt nie wątpi) bo był najgorszym ministrem świata, porażającym swą niekompetencją, nieudolnością i arogancją. Jednak… rodzi się pytanie: czy aby na pewno? W tym zjebanym rządzie rojącym się od skorumpowanych nieudaczników Nowak nie był jedyną” gwiazdą” na firmamencie ministerskim. Bo przecież jest pani Mucha – żenująca ameba na stanowisku ministra (ministry?) sportu. Jest Rostowski – minister finansów, które w tym kraju są w stanie tragicznym i z każdym dniem dzięki Rostowskiemu ten stan się pogarsza. Jest Arłukowicz – tragiczny minister zdrowia w tym kraju, ech no jeszcze długo by wymieniać tych wszystkich Bonich, Szumilasów etc. Konkurencja jest tęga, polecieć powinni wszyscy praktycznie ministrowie z tego antypolskiego beznadziejnego rządu, najlepiej na Antarktydę. Bez ciuchów. Z biletem w jedną stronę.

- Biorą się za Wojtka Cejrowskiego. Powiedział, że każdy ma konstytucyjne prawo nie lubić ruskich i to doprowadziło do palpitacji serca poprawnych politycznie. Potem zaś stwierdził, że pedalska tęcza na Placu Zbawiciela nie powinna istnieć i powinno się ją niszczyć zawsze, wszelkimi dostępnymi sposobami.  Wojtek jest inteligentnym człowiekiem, obywatelem świata. To nie pasuje obywatelom salonów. No bo ci z marszu to wiadomo – faszysty jedne, w duchu pewnie Hitlera miłują, chcą mordować pedziów. Albo te kibole panie, to dopiero bandyty. Ale Cejrowski? Hmm taki człowiek byłby przydatny dla salonu, dla komunistycznych elit postsowieckiego pomiotu żydowskiego pochodzenia, establishmentu który rządzi teraz Polską. A tu kuku, Cejrowski należy do elit, ale nie z nadania, salonowych, a intelektualnych, czyli w moim mniemaniu elit rzeczywistych. Ech tam, niech się biorą. Nic mu nie zrobią i, jak znam pana Cejrowskiego, pyska mu nie zamkną, a może i bardziej otworzą, bo Wojtek ma jeszcze sporo do powiedzenia. Przykładny Polak i katolik, człowiek głębokich zasad moralnych i etycznych, czego jakiś kloaczne ścierwo pokroju Niesiołowskiego czy na przykład Wojewódzkiego nawet pojąć nie jest w stanie. Nie ta liga. Więc tylko z lekka go kąsać mogą niczym mały kundelek próbujący ugryźć autobus. Wojtek (może mi wybaczy gdy to przeczyta że tak familiarnie go nazywam) obroni się swoją inteligencją, erudycją i po prostu tym, że mówi prawdę. Wierzę bowiem głęboko, że prawda zawsze się sama obroni, w tym celu tego bloga przecież tworzę. Jeszcze wspomnę o totalnej hipokryzji toczącej nasze media i o tym, jak zaplątali się w szponach political corectness. Po spaleniu tęczy na Placu Zbawiciela jednym głosem szczekali, że to wcale nie jest symbol pedalstwa, że narodowcy nie mają racji, po czym po krytyce owej tęczy przez Cejrowskiego, do sądu go podały pedzie z organizacji przeciwko homofobii. Dziwne, podały go – choć sprawa ich niby nie dotyczy.

- Heh, światełko w tunelu się pojawiło, jeśli chodzi o naszą piłkę. Młodzieżowcy w eliminacjach do Mistrzostw Europy pokonali w bardzo ważnym meczu Grecję 3-1 i mają wielkie szanse na awans. Najlepszym graczem kadry był Milik, który strzelił trzy gole – oby tak dalej. Do tego doszedł tak potrzebny w życiu łut szczęścia,. Bo jeszcze w 90 minucie meczu, gdy było tylko 2-1 dla Polski Grecy mieli rzut karny, którego nie wykorzystali.  Gorzej w kadrze seniorskiej – wprawdzie i tu zanotowaliśmy postęp, bo nie przegraliśmy, ale remis 0-0 z Irlandią na kolana nie rzuca. Ze złych wiadomości, to pojawiła się nowa drużyna w Europie i już wiadomo, że będzie nam z nimi ciężko. Debiutujący Gibraltar zremisował ze Słowacją, która kilka dni temu nas pogoniła. Kurde, pot zimny oblewa gdy człowiek pomyśli, że możemy trafić w następnych eliminacjach na taki Gibraltar, San Marino czy Andorę… katastrofa w Gibraltarze może się zdarzyć po raz kolejny  8-) ?

kotw

Bałtyk Gdynia – Kotwica Kołobrzeg

Bardzo ważne było wygrać w tym meczu – jeśli, rzecz jasna wciąż marzymy o utrzymaniu się w 4 lidze. Człowiekiem o dwóch obliczach stał się pan Bułka. Szybko, bo w 6 minucie strzelił gola dla Bałtyku. Potem z doktora Jekylla stał się panem Hyde, bo wdał się w durną pyskówkę z sędzią, dostał czerwona kartkę i osłabił drużynę. Za chwilę, w 55 minucie pan Poznański z Kołobrzegu strzelił gola na remis.  Remisy u siebie już nam dupy nie uratują i przybliżają nas do 5 ligi. Albowiem jesteśmy już na miejscu spadkowym, a bezpośredni nasi rywale w walce o otrzymanie – rezerwy Arki i Leśnik Manowo wygrały swoje mecze, i to na wyjazdach. Podsumujmy: mamy 4 punkty straty do utrzymania się w 4 lidze. Jedziemy do 3 drużyny w tabeli (Kaszubii) bez najlepszego zawodnika, bo sobie popierdolił z sędzią na boisku i teraz będzie pauzował. Na wiosnę zostanie nam 13 meczów na wyjście z tego bagna. I już teraz powiem wam, zanim to do was dotrze na 4 kolejki przed końcem rozgrywek: Bardzo ciężko będzie się utrzymać w tej klasie rozgrywkowej! A więc na kolana, do Częstochowy i modlić się o punkty w Kościerzynie… Z Kotwicy przyjechało 4 kibiców bodajże, nas około 30 w młynie, był doping i jazda ze śmieciem Danilczykiem grającym w Kotwicy. Dobre choć i tyle. Pozdro dla znajomych z Kołobrzegu!

Trzy Gracje

Sobota wieczór… Ten, kto jeszcze w miarę przytomnym wzrokiem spoziera na „Wolna Polskę” chciałby zapewne odpocząć od chamstwa i niegodziwości tego świata. Na to przyjdzie czas jutro, bo niedziela mnie nastraja agresywnie („jutro do roboty”). Dziś tym czasem podelektujmy się sztuką. Sztuka może objawiać się w wielu aspektach życia. Nie tylko malarz, rzeźbiarz czy poeta może tworzyć sztukę. Może ją tworzyć również zdun wytwarzający piękne piece kaflowe, kucharz gotujący pyszne danie czy piłkarze wznoszący się ponad wyżyny ludzkich możliwości np. w meczu piłkarskim wczorajszym ze Słowacją. Jednakże, jak wiemy, piłkarze sztuki wczoraj nie tworzyli. Chyba że mówimy o sztuce wkurwiania do białej gorączki włącznie, bądź o sztuce wywoływania sarkastycznego śmiechu połączonego z politowaniem :roll: . Tak, jeśli mieścimy te uczucia w kategorii sztuki to tą chociaż umiejętność nasi futboliści posiedli… tymczasem teraz wróćmy do sztuki prawdziwej. Dziś chce wam przedstawić jedno z najbardziej znanych dzieł wielkiego mistrza flamandzkiego z przełomu 16 i 17 wieku – Petera Paula Rubensa. Ten niezwykły artysta namalował ponad 200 obrazów, bardzo często malując sceny religijne bądź mitologiczne. Dziś jedno z jego najbardziej rozpoznawalnych dzieł – Trzy Gracje. Ten akurat obraz Rubens zaczął malować u schyłku życia, nękany artretyzmem. W niczym nie ujęło to jakości obrazowi, malował genialnie do samego końca. Można przedstawić to dzieło, jako podsumowanie życia uczuciowego Paula, albowiem uwidocznił na nim trzy najważniejsze kobiety swojego życia – dwie żony i kochankę. Jak widać, pan Pawełek lubił kobiety, w tych kwestiach zszedł z piedestału wybitnego artysty na naturalne, ziemskie klimaty.  Przedstawił je w formie greckich bogiń, córek Zeusa. Ich wygląd i kształty nie są jednak wiernie odwzorowane, jest to wyobraźnia artysty, który oddaje tym kobietom swego rodzaju hołd, oddając je jako niezmiernie piękne postacie tańczących trzech gracji. Tak wiem – powstaje pytanie, czy faktycznie one takie piękne? Kobitki solidnie przy kości, grube uda, z twarzy przeciętne, cycki średnie… A jednak. Takie bowiem były ideały piękna barokowego. Tak wtedy w wyobraźni męskiej prezentowały się najlepsze lachony. Solidne, silne kobiety pełne namiętności – i dziś znalazłyby fanów… mimo tych paru fałdek tu i ówdzie ;-) . W tle widzimy jakieś kwiaty czy drzewa, jednak nie zwracamy na nie uwagi, gdyż na tym obrazie Rubens tak gra światłem, byśmy tylko na owe panie zwracali uwagę. Te panie, jako że wszystkie trzy były stukane przez mistrza, zapewne nie darzyły się miłością, choć nie znam dokładnie tej historii, może nie żyły w jednym czasie? Niemniej na obrazie patrzą na siebie uprzejmym wzrokiem, dotykają się czule i wesoło pląsają. Tak je sobie wyobraził Rubens, zapewne przy każdej malowanej kresce wracały upojne wspomnienia 8-) … Po długim namyśle najfajniejsza wydaje mi się pani po prawej, a co wy myślicie??? Przypatrzcie się dokładnie temu dziełu, zwróćcie uwagę na szczegóły, naprawdę warto…

Najbliższy przeciwnik: Kotwica Kołobrzeg

Dwoma kolejkami wiosny, które musimy rozegrać jeszcze tej jesieni los pokarał nas okrutnie. W okresie poważnego dołka formy, w jakim się obecnie znaleźliśmy musimy grać z dwoma kandydatami do awansu. Na pierwszy ogień idzie kołobrzeska Kotwica. Gdy w pierwszej kolejce graliśmy z nimi w Kołobrzegu, naiwny znajomy prorokował mi, że oto gra ze sobą dwóch głównych kandydatów do awansu. Sprawdziło się połowicznie. O ile Kotwa dociągnęła do czołówki i śmiało może myśleć o awansie, my modlimy się o utrzymanie w naszej śmiesznej 4 lidze. Ponieważ nam już żaden awans nie grozi, to czemu nie – niech wchodzi Kotwica. Byle nie dzięki meczowi w Gdyni. Żeby już ściśle określić faworyta wspomnę, że ostatnie 3 mecze wyjazdowe pod rząd Kotwica wygrała i to wysoko. Ale i my mamy swoje atuty! Zaraz, co to było… Fantastyczna murawa? Nie nie, to nie to. Hmmm może zgrana drużyna z solidnym atakiem i szczelną obroną? Nieee to też nas nie dotyczy. Już wiem! Huraganowy doping i rzesza kibiców na trybunach… nie, i to pomyłka. Czyżby drużyna własnego boiska z twierdzą Redłowo nie do zdobycia?? To ciągle nie to… No dobra, mamy atuty, ale to nasza tajemnica. Nie powiemy ;-) ! Kiedyś kolega stwierdził, że Bóg jest za Bałtykiem. Najwyższy czas to udowodnić! Czekamy na mannę z nieba i cud, bo argumentów sportowych brak. Bałtyk wygra 2-1. Czy chłopaki z Kotwicy do nas przyjadą? Nie udało się Kaszubii czy Gwardii to może chociaż oni zawitają? Zobaczymy. Gramy 17 listopada o godzinie 15.

aparatus

Aparatus

Prozę Pilipiuka czytam od dobrych kilku lat. To młody chłop, młodszy o rok ode mnie, a już na polskiej scenie pisarskiej dość dobrze znany. Szczególnym jego osiągnięciem jest cykl przygód Jakuba Wędrowycza…  Już leci do mnie najnowsza część tej serii, a obecnie zajmę się zbiorem opowiadań „Aparatus”. Po  świetnym „Rzeźniku Drzew”  czy „2856 kroków” byłem pewien podobnej uczty w wykonaniu tego zbioru. Tymczasem książka jest do przeczytania, ale jest to jedna ze słabszych pozycji w dorobku Pilipiuka. Jedne opowiadania są całkiem niezłe, inne trochę nudnawe. Dobre jest zwłaszcza „Za kordonem” opowiadające o klimatach w polskim Lwowie, z dobrym niespodziewanym zakończeniem.  Długi i ciekawy jest „Dzwon wolności” , śmieszno –straszna jest „Ośla opowieść”. Generalnie nie jest źle, ale bywało lepiej. Wszak jego książka „Operacja Dzień Wskrzeszenia” to jedna z lepszych książek jakie w życiu czytałem… spokojnie można to przeczytać, dla początkujących czytelników radzę jednak zacząć od „Operacji…” lub któregoś zbioru z przygodami Wędrowycza. W mojej ocenie 5 w skali 0 – 10.