Archiwum dla Październik, 2013

Najbliższy przeciwnik: Leśnik Manowo

Gdy w 1987 roku w podkoszalińskim Manowie zakładano klub piłkarski, jego działacze w najśmielszych marzeniach nie zakładali zapewne, że będą w jednej lidze grali z Bałtykiem Gdynia czy Gwardią Koszalin. A jednak w tym właśnie sezonie awansowali do naszej ligi i będą z nami grać… Raczej po raz pierwszy w historii. Klub z Manowa jak na absolutnego beniaminka radzi sobie całkiem znośnie, grają na poziomie zbliżonym do naszego… Ich najwartościowsze wyniki to remis z Bałtykiem Koszalin i zwycięstwo na wyjeździe w Kartuzach. Nasz Bałtyk jednak umie grać z takimi wiejskimi drużynami i jedzie tam po pewne zwycięstwo. Obstawiam wynik  Leśnik – Bałtyk  0-2. Ruch kibicowski w Manowie jeszcze nie powstał, a przynajmniej nic mi o nim nie wiadomo. Ja niestety wyjazdu na Leśnika nie zaliczę i jeżeli ktoś tam nawet od nas będzie, to bardzo skromna grupka. Bałtyku – tylko zwycięstwo!

ambass

Ambassada

Gdy się pomyśli o Juliuszu Machulskim, od razu przychodzą na myśl oba „Vabanki”, „Seksmisja”, „Kingsajz”, „Deja vu” czy obie części „Killera”. To wszystko filmy dobre lub bardzo dobre i twórczość Machulskiego po wsze czasy będzie złotymi głoskami  zapisana w annałach polskiej kinematografii.  Jest tylko jeden haczyk: Te filmy powstały w XX wieku… mamy obecnie 13 rok wieku XXI, więc było to dawno…  W tym wieku powstały już filmy średnio dobre jak „Vinci” czy „Ile waży koń trojański”, by zakończyć ostatnim filmem jak dotychczas – o tytule  „Kołysanka”,  który był niestety mierny. Tak więc tym razem, dostrzegłszy, iż mistrz Machulski się niestety starzeje, z pewnymi obawami udałem się do kina. Bezpodstawnie. Film był dobry, by nie rzecz nawet bardzo dobry! Ale nie każdemu przypadnie do gustu. Specyficzny czarny humor w dobrym wydaniu. Młode małżeństwo zamieszkuje w kamienicy przy ul. Pańskiej w Warszawie. Jak się okazuje, przed wojną była tam ambasada niemiecka. Kluczowym pomieszczeniem tego filmu jest winda, która, jak się okazuje przenosi w czasie… jadąc na trzecie piętro wychodzi się z niej prosto do owej przedwojennej ambasady, jadąc na piętro czwarte, gdzie mieszka owe małżeństwo – wraca się do rzeczywistości dzisiejszej… Akcja się rozkręca, gdy także kilku Niemców się dowiaduje o właściwościach windy. Nie będę streszczał filmu, ale mamy tu golenie wąsów Hitlera, gonitwę za Adolfem w mundurze po ulicach XXI – wiecznej Warszawy, rozkminianie czy Hitler jest obrzezany, znikający pałac kultury, wyjaśnienie tajemnicy Enigmy… Czy wiedzieliście że większość wojny rzeszą rządził nie Hitler, a jego sobowtór Lepke? Czy historię II wojny można zmienić? Jaka będzie Warszawa, gdy historia alternatywna oszczędzi nam okropieństw wojny? Warto iść do kina, by się tego dowiedzieć. Jest śmiesznie. Nawet Nergal, który z muzyka stał się celebrytą i aktorem całkiem dobrze zagrał Ribbentropa (Więckiewicz Hitlera – słabiej). Polecam, „Seksmisja” czy „Vabank” to może nie jest, ale na pewno warto zobaczyć! W mojej skali od 0 do 10 daję 7,5 punktów.

090

Bałtyk Gdynia – Arka II Gdynia

Bałtyk w tym meczu strzelił 3 gole, jednak zapowiadanego przeze mnie pogromu nie było, albowiem jednego z goli strzelił Kokosiński, tyle że do własnej bramki. Ogólnie wygraliśmy 2-1 po golach Kursa w 33 i Bułki w 81 minucie. Bałtyk tradycyjnie grał bardzo ambitnie i tradycyjnie niezbyt to wychodziło, na szczęście w tym meczu wystąpił już Bułka, który pod koniec meczu przesądził o zwycięstwie naszej drużyny. Na meczu ogółem było niewielu widzów – około 200, w tym dopingowało Bałtyk 60-70 osób. Za płotem zebrała się skromna grupka śledzi, w liczbie 20 max 30 osób. Sporo milicji obstawiało ten mecz i oczywiście było spokojnie poza drobnymi wymianami uprzejmości. Najprawdopodobniej 10 miejsce w tabeli zapewni nam utrzymanie w naszej lidze. W tej chwili awansowaliśmy na 9 miejsce, więc prawdopodobnie do końca sezonu czeka nas horror pod tytułem – „Czy uda się utrzymać”. Oby to był horror z happy endem…

Na luźno

Jest, o dziwo, miło. Ciężko znaleźć dla siebie chwilę czasu, wykrzesać coś pozytywnego z przeciętnego dnia roboczego. Wszystko w koło szare, smutne i ponure. Na ulicach ludzie przygaszeni i wkurwieni. Nie mają siana na żarcie, na leki, na czynsz. Nie ma roboty, zima idzie, autobus znowu się spóźnia. Rząd znów zabierze siano emerytom, znów kolejne komando młodych ucieknie za granicę, bo, mówią, lepiej tam na zmywaku, niż u nas na budowie. Do tego jestem aktualnie w mieście Łodzi, a uwierzcie mi na słowo – trudno o bardziej przygnębiające wizualnie miasto jesienną porą. A więc – dlaczego jest miło? Ech, przebijając się przez odmęty życia nauczyłem się niekiedy czerpać radość, lub przynajmniej pozytywne nastawienie z drobiazgów. Z rzeczy niewielkich. Skończyłem szybciej tyrkę… jest dobrze. Wróciłem na kwaterę o normalnej porze. Dobrze, że nie jestem księgowym lub nauczycielem. Choć umiem liczyć, a i nauczyłbym niejednego ;-) . Ale jak tu iść na 7 do pracy i czekać na koniec roboty o 15? Podpisać się na liście, odbić kartę w fabryce? Usystematyzowany tryb pracy to dobra sprawa. Tyle że nie dla mnie.  Albo od dzwonka do dzwonka… nieważne. Jestem w domu. Obiad zaliczony. Wiejskie Życie odpalone, czas zebrać plony i nakarmić zwierzęta. To taka moja gra na Naszej Klasie, nie mogę się pozbyć tego konfidenckiego portalu przez nią, bo od sadzenia roślin i żniw wszelakich jestem uzależniony 8-) . Ale na „pejsbuku” nie jestem i nie będę… nie ma obawy. Myślę… może by coś napisać? Jakaś tam wena lekka jest. Ale ulotna bywa – jak kamfora. Może ten dobry nastrój powoduje, że się chce coś pisać? My, artyści – nie mamy lekko.  Nie ma nic, żeby wenę podkręcić… no dobra – popołudniowa kawa. Trochę pomaga. Słuchawki na uszy i do roboty. Zapodaję sobie muzę. Stary i konserwatywny jestem, nie nadążam za nowościami. Pink Floyd – „Echoes”… jakbym miał wybrać 100 najlepszych kawałków w historii, ten pewnie by się wśród nich znalazł, jak i kilka innych utworów PF. Muzyka rozbrzmiewa w słuchawkach, kolega coś do mnie krzyczy, a ja myślę, czyje kurewstwo, czyją niegodziwość dziś wypunktować. Może o kimś dobrym lepiej napisać? Ale to trudniej trochę. Mniej przykładów. Włączam telewizor… To doskonały środek na przeczyszczenie. Kiedy bym nie włączył – chce się rzygać. Same prostytutki na wizji. Aktorzy, dziennikarze, satyrycy, prezenterzy… wszystko dziwki i sutenerzy.  Ale mam fajnie, głos wyłączony, jeszcze leci „Echoes”, bo ma 24 minuty przecież ten kawałek… Widzę te krzywe mordy, parszywe zakłamane komunistyczno – żydowskie ryje, a nic się nie denerwuję, bo nie słyszę co mówią… Muszę częściej ten patent stosować  :roll: . Dzwoni kolega – kierownik. Oj, to przecież przeciwieństwa… kierownik nie może wszakże być kolegą ;-). No dobra, są wyjątki… Tak więc kolega – beton spod Gdańska (całe życie z kibicami heh) był u innego betona z wizytą. Rekomendował moje dzieło – kadłubka spod Gdyni. No cóż, miło mi – łopot sztandarów Wolnej Polski jednoczy wszystkich patriotów. Z całego kraju. Dużo nas musi być już niedługo, trzeba się jednoczyć. Dużo stolarzy do wyrobu stołeczków, wielu powroźników do wyrobu sznurów będzie nam potrzeba… Czas wieszania już nadchodzi. Komu bije dzwon? Zdrajcom i renegatom. Pod jakimkolwiek płaszczykiem by się teraz nie chowali. Śmiesznie będzie dyndał Michnik na gałęzi, śmieszne będą drgawki Jaruzelskiego i ten zdziwiony ryj, ze jednak ktoś uprzedził naturalną kostuchę, ale pod Wałęsę czy Kalisza ostrzegam – konar musi być solidny ! Dwuletnia brzózka tych wieprzów nie utrzyma… Choć może nie doceniam brzóz. One potrafią być niezwykle silne… Taka brzózka to i samolot rozpieprzy niekiedy. Małe drzewko, a wielka siła w nim drzemie.  Pozdrawiam potencjalnego nowego czytelnika – betona, o ksywie zdradzającej zainteresowanie włoskim klubem z miasta, gdzie La Scala ma swą siedzibę… „Znamy się tylko z widzenia” heh. Zbyt długo nie może być dobrze, sytuacja się zmienia jak w kalejdoskopie. Auto firmowe się rozjebało, koledzy utknęli. Na szczęście blisko Łodzi, w mieście gdzie pewien diabeł ma nawet swój klub. Diabeł Boruta ;-).  Trzeba ubierać się i jechać po ludzi. Szukanie mechanika po nocy, holu i parkingu strzeżonego. Zabawa że hej. Powrót do domu… Teraz już bym słuchał agresywniejszej muzy. Beastie Boys? Marilyn Manson? Therion? King Diamond? Mógłbym długo wymieniać, jest trochę porządnych kawałków nagranych… Ale nie – czas się wyciszyć. Trzeba stłumić w sobie agresję. Jutro nowy dzień. Zarobić i do domu szybko. To będzie dobry dzień – jestem najlepszy, najszybszy, najskuteczniejszy. Dzień zwycięzców…  „To ja – Narcyz się nazywam. Przepraszam, dziękuję – ja tych słów nie używam” – nie na darmo utwór zespołu Łzy mam jako dzwonek. Czemu to wszystko dzisiaj tu piszę? Bo jestem pojebany 8-) . Dobranoc.

Najbliższy przeciwnik: Arka II Gdynia

Zawsze, gdy zbliżają się derby nie mogę przeżyć naszego sportowego upadku. Gdy w latach 90-tych latałem na Bałtyk, jeśli już graliśmy ze śledziami w jednej lidze, to raczej byliśmy faworytami. Na początku XXI wieku sytuacja zaczęła się zmieniać, a teraz już nastąpiła radykalna odmiana. Dziewczyny grają w pierwszej lidze (a były nawet w ekstraklasie) a my marzymy o tym, by w najbliższą sobotę ograć ich rezerwy. Nie będzie to wcale takie proste, bo gramy z grubsza na tym samym poziomie, jednak ostatnio my jesteśmy w kolejnej fazie schyłkowej, gdy oni z kolei są na lekkiej fali wznoszącej – od 3 meczów nie przegrali. Znając złośliwość mend parchatych jeśli będą mieli możliwość, wzmocnią rezerwy jakimiś zawodnikami z pierwszego składu… Niemniej przegrać tego meczu po prostu nie możemy. Bo spadniemy niedługo jeszcze niżej i za kilka lat będziemy grać  np. z Arką IV Gdynia o mistrzostwo B -klasy… Kwestia kibicowska na tym meczu? Nie chce mi się pisać. Obecne porównanie nas do śledzi to jak porównanie urody Anny Grodzkiej do Natalii Siwiec… albo szybkości żółwia z Galapagos do geparda :oops: . Nie wypadamy najlepiej… Czy dziewczyny przyjdą na mecz swoich rezerw? Trudno powiedzieć. Czy my się jakoś pokażemy? Mam nadzieję, że tak. Zaczynamy w sobotę o 17. Wielka prośba do piłkarzy Bałtyku: Nie umiecie grać, to trudno, spadniecie. Ten jeden raz zróbcie jednak wysiłek przekraczający wasze możliwości, ten jeden mecz w rundzie musicie wygrać! Zróbcie to dla nas! Najlepiej tak ze 3-0…

rze

Minął tydzień

 

- Zadziwił mnie student. Konkretnie student ASP w Gdańsku o nazwisku Szumczyk. Ten chłopak poza zadatkami na bycie artystą ma również zajawkę historyczną. Rzadkie acz ładne połączenie. Naczytał się młody człowiek o rzadko omawianej historii losów powojennych kobiet polskich.  Natchnęło go i stworzył rzeźbę, dodajmy udaną, na której to ruski żołdak w trakcie „wyzwalania” ziem polskich gwałci brutalnie polską kobietę. Jedną ręką trzymając za włosy, drugą wpychając lufę pistoletu kobiecie w usta rusek wymusza posłuszeństwo i bierze to,  do czego go akurat pchnęła prymitywna, żołdacka chuć – jak swoje. Wszystko w tym kraju brali jak swoje, nie tylko kobiety. Rzeźba stanęła w Gdańsku, w parku obok – jakżeby inaczej – czołgu T-34, pamiątki po ruskich. Nie była to prowokacja, a po prostu oddanie faktów, jakie przecież miały miejsce, w dosadny, wyrazisty sposób.  Mam złe zdanie o współczesnej edukacji, o poziomie nauczania i życiu polskich studentów, a tu proszę – chłopak wrażliwy, inteligentny i utalentowany. Z inwencją twórczą. Do tego doszło właściwe zachowanie prokuratury, która błyskawicznie zareagowała w sposób właściwy – nie zajęła się sprawą, gdyż nie ma w niej żadnych znamion przestępstwa. Mimo płaczu i ujadania jakiegoś ruskiego ambasadora. Marne to czasy, że cieszyć się trzeba z normalnego zachowania i prawidłowej postawy. Niemniej z zadowoleniem odnotowuję… Życzę Szumczykowi udanej kariery artystycznej i dalszego trzymania się z daleka od „political corectness”, będą z niego ludzie!

- Albo platformersi opracowali genialny plan całkowitego zdyskredytowania Macierewicza i jego zespołu, albo sam się coraz bardziej ośmiesza i pogłębia w oparach absurdu, z każdym dniem stając się coraz mniej wiarygodnym. Nie jest to wina nobliwego Antoniego, on robi swoje ale ta jego ekipa… Ostatnio profesor Rońda przyznał się w TV Trwam że zmyślał sobie niektóre fakty, np. na temat pułapu, na jakim leciał prezydencki Tupolew w drodze do Smoleńska. Przecież to strzał w stopę komisji Antka, to debil jakiś czy co? Facet (Antoni) od lat składa fakty, doniesienia, informacje, stara się zebrać dowody w sprawie smoleńskiej, a tu jakiś pajac konfabuluje i zmyśla, czym podważa praktycznie wszystko, co wcześniej dla tej komisji uczynił. Antoś M z komisji go już wyrzucił i miejmy nadzieję że kolejnych czarnych owiec w tym stadzie już nie będzie… Temat Smoleńska niektórych prorządowców mocno już drażni, głupek wiejski, niejaki Owsiak spruł się ostatnio, że konferencja na temat Smoleńska była ważniejsza od jego bzdurnego, zakłamanego programu na temat jego żenującej orkiestry. Owsiak to taki głupek – maskotka sfer rządzących, rżnie się na miłego, infantylnego pana w żółtej koszuli ratującego dzieci, wypowiada się już praktycznie na wszystkie tematy i w ogóle mu nie przeszkadza, że nie ma pojęcia, o czym bełkocze. Taki pajac mądraliński pokroju Wałęsy, Wojewódzkiego i innych żenujących person tego typu. Żal słuchać, obrzydzenie oglądać.

-Trybunał w Strasbourgu oczywiście oszczał ciepłym moczem skargę katyńską krewnych ofiar NKWD. Ta gówniana, fasadowa przybudówka teoretycznego wymiaru sprawiedliwości gównianej zgniłej Unii Europejskiej jest w  rzeczywistości niczym… Trybunał lewackich frajerów i francuskich gównojadów zarządzany armią spedalonych biurokratów. Porobili sobie miliony nieżyciowych, często przeczących sobie przepisów i dzięki temu zawsze mogą osądzać jak chcą, na każde nawet najbardziej gówniane rozwiązanie prawne znajdzie się jakiś kretyński przepis pasujący akurat… Tym razem trybunał ocenił, że nie warto drażnić ruskiego niedźwiedzia i że lepiej jest odpalić Polaczków, niż ruskich, z którymi lepiej się liczyć. Tak więc oskarżenie Rosji o nierzetelne prowadzenie śledztwa w sprawie Katynia i nieludzkie traktowanie przed rosyjskim wymiarem sprawiedliwości – co jest oczywiste – oddalono. Powołując się na bzdurne biurokratyczne paragrafy, że niby nie wolno już ocenić rosyjskiego śledztwa i wszelkich działań w tej sprawie. To jeden z wielu typowych szczegółów traktowania nas przez bogate kraje Unii Europejskiej i jej urzędasów. Pokorne skamlenie polskiego rządu o ochłapy z europejskiego stołu, żenująca polityka serwilizmu, uniżoności i stałej gotowości do służenia na klęczkach. Tymczasem gdy dochodzi do jakiejkolwiek ważnej dla Polski kwestii – mają nas w dupie, i to głęboko. Za to nie mają ruskich, którzy w zdychającej, śmierdzącej syfem unii bynajmniej nie są. Musimy sobie zdać sprawę z tego, że jesteśmy sami. Jeżeli nawet nie otaczają nas sami wrogowie, to w najlepszym razie mają nas w dupie wszyscy zasrani Niemcy, Francuzi i inni Anglicy. Wolą udawać że nie mogą nic zrobić w sprawie jednej z największych zbrodni II wojny światowej, niż ruszyć dupę i wydać uczciwy dekret w tej sprawie. Niczym w wierszu Krasickiego – „Wśród serdecznych przyjaciół psy zająca zjadły”. Jebać ich wszystkich.

Tak jakoś się złożyło, że w każdym poruszonym dziś przeze mnie temacie przewija się w mniejszym lub większym stopniu wątek ruski. Piękny, dziki i surowy kraj ale ludzie w nim mieszkający… tępe, zapijaczone, bezwolne kukły. Obraza białej rasy że ktoś z tak wysoce rozwiniętym genem niewolnictwa nie jest czarny, tylko biały… Ruski standard mieszkaniowy? Kubeł do srania, deska do spania, gwóźdź do kufajki zawieszania. Ruskie menu? Litr gorzały, ruskie bliny, ogór i połeć słoniny. Czemu temu biednemu, głupiemu narodowi poświęcam tyle miejsca? Bo podobne zjawisko zaczynam obserwować i u nas. Ruski model wychowania, kultury, edukacji – oto czym raczy nas polski rząd. Powoli i u nas rośnie komando debilów o zainteresowaniach jakże zbliżonych do ruskiego człowieka  – gorzała, kiełbasa, telewizor i ruchanie. Już bez rymu, bo spać mi się chce, a nie tworzyć. Urżnąć łeb tej prosowieckiej hołocie, powiesić tych wszystkich zdrajców sztuka po sztuce – czy spełnią się kiedyś te moje marzenia?

Drawa Drawsko Pomorskie – Bałtyk Gdynia

Do Drawska jechaliśmy solidnym, szybkim autem, więc mimo kilku przerw po drodze dojechaliśmy na miejsce na półtorej godziny przed meczem. Jako znawca Drawska zaprowadziłem chłopaków do pomnika ruskich czołgów, jeden z nich zdobyliśmy, co uwieczniliśmy symboliczną fotką uwieczniającą nasze zwycięstwo nad ruskim kacapem 8-) . Potem udaliśmy się do baru na posiłek, by w końcu udać się na stadion. Jest on na wygwizdowie, z kilometr za miastem. Mały, kameralny, z trybunami na 1000 osób – w sam raz na naszą ligę. Jeżeli jednak Drawa awansuje do wyższej klasy rozgrywkowej, to będzie to z krzywdą dla tego miasteczka. Miejsce takich wichur to maximum 4 liga. Wjechaliśmy autem na teren stadionu podając się za działaczy, co nie uchroniło nas przed kupnem biletów po 8 zł. za sztukę. Wszyscy byliśmy w barwach, głupia ochrona zapędziła nas do klatki dla przyjezdnych. Tam cały mecz dzielnie dopingowaliśmy, pomagała nam w tym świetna akustyka drawskiego stadionu. Wyjazd do Drawska zaliczyliśmy w 4 osoby. Miejscowi nie istnieli, mecz oglądało poza nami ze 200 osób, jakieś stare dziadki miały ze 2-3 szale i to wszystko. Aha, w pewnym momencie podbiło pod klatkę dwóch miejscowych obcinaczy, pokukali 5 minut i poszli sobie. Mecz się skończył, piłkarze choć grali ambitnie i dzielnie, znów w plecy. Wszyscy oni podziękowali nam za doping i przeprosili za wynik, byli trochę przygaszeni, no trudno – co zrobić. Na pewno dadzą radę się utrzymać, będzie dobrze! Nasz 4-osobowy skład to po jednym kibicu z Lęborka, Karwin, Witomina i Gdańska. Męczył nas trochę kolega z Witomina, który to po wypiciu 10 piwa ma wstrętną pijacką manierę, a mianowicie co 20 minut powtarza to samo, coraz bełkotliwszym tonem, co przy kilku godzinach w trasie jest trochę uciążliwe :mrgreen: . Powrót szybki i spokojny, szkoda że świetna piłkarska wyjazdowa passa została przerwana…

Ruski czołg zdobyty :lol:

Ekipa z Drawska 8-)

Bilet meczowy

Najbliższy przeciwnik: Drawa Drawsko Pomorskie

 

Drawa Drawsko Pomorskie gra dobrze u siebie, jak i na wyjazdach, skutkiem czego jest na trzecim miejscu w tabeli. Podobnie Drawa zakończyła ubiegły sezon – na trzecim miejscu, i jest dla mnie faworytem do awansu do 3 ligi, gdyż liderujących beniaminków ciężko traktować w tej kategorii poważnie. Wprawdzie zdarzają im się czasem wpadki (porażka z outsiderem z Polonii Gdańsk) ale rzadko. Reasumując – są zdecydowanym faworytem i szykują nam się srogie laczki, utrzymanie znakomitej w tym sezonie passy wyjazdowej będzie graniczyło z cudem. W Drawsku na meczu jeszcze nie byłem, ale mieszkałem tam kiedyś przez miesiąc w hotelu i znam tą mieścinę na wylot. Zwiedzających tą de facto dziurę może zdziwić do dziś istniejący symbol miłości i braterstwa z ruskimi – dwa stojące obok siebie czołgi w centrum miasta, z wyrazami uwielbienia dla ruskich, wypisanymi – a jakże – cyrylicą :roll: . Poza tym Drawsko jest znane z ładnego jeziora i jednego z największych w Europie poligonów wojskowych. Kibicowsko Drawa to obecnie poziom Chemika Police, Pogoni Barlinek czy innych śmiesznych klubów z Zachodnio – Pomorskiego. Nic o nich nie słychać, a kiedyś bywało lepiej… przez chwilę. W Drawsku generalnie kibicuje się Pogoni Szczecin i zapewne jakieś jednostki stamtąd jeżdżą na mecze do Szczecina. Czy zaliczymy wyjazd do Drawska? Wypadałoby, trzeba wspierać naszych słabych piłkarzy.  Jednak, jak historia uczy, Bałtyk nigdy nie zalicza raczej dwóch udanych wyjazdów pod rząd… Obstawiam super mega sensację 0-0 w Drawsku i kibiców w sile 1 auta na tym wyjeździe.

gron

W Warszawie

 

          Warszawa padła! Piękne, wspaniałe miasto – nasza ukochana stolica. Gdy przyszedł czas próby – nie dała rady. Choć na jej czele stała zła, niekompetentna żydówka –  Hajka Grundbaum, zwana też jako bufetowa vel Gronkiewicz – Waltz. Wielu ludzi się bardzo zaangażowało w to, by zrobić referendum na temat jej odwołania, powstał niesamowity ewenement, niespotykany na taką skalę w tak wielkim mieście. Otóż rok przed terminowymi wyborami bez problemu zebrało się kilkaset tysięcy podpisów osób chętnych, by ją odwołać.  Referendum się odbyło. I co zrobili warszawiacy? Zostali w domach. Ulegli namowom neokomunistycznej swołoczy. Żeby to było w Limanowej, Pułtusku czy Międzyrzeczu – machnąłbym na to ręką. Ale żeby obywatele najważniejszego miasta Polski olali demokratyczną możliwość zmiany władzy w tak ważnym momencie? Władzy tragicznej – nieudanej, niekompetentnej, wyszydzanej i wyzywanej przez własnych obywateli. Niegospodarność, nepotyzm, brak profesjonalizmu w działaniach był cechą charakterystyczną władz Warszawy, odkąd na jej czele stanęła Hajka. Rozmawiałem z wieloma warszawiakami, nie tylko kibicami i wiem co mówię – większości moich rozmówców nóż w kieszeni się otwierał na wspomnienie swojej pani prezydent. Słów, które niekiedy pod adresem tej pani padały nie da się przytoczyć – wszak zakładam że mojego bloga czytają też nieletni, i tylko od czasu do czasu brzydko zaklnę, gdy już nie da się inaczej napisać… Nic to. Losem swojego miasta zainteresowała się 1 / 4 mieszkańców Warszawy. Zabrakło 2 czy 3 procent, aby referendum było ważne. Referendum, w którym ponad 94% głosujących chciało odwołania pani prezydent.  Co robili pozostali mieszkańcy stolicy? Zakładam, że brać kibicowska z Legii, Polonii czy Hutnika raczej nie musiała się mobilizować i w wyborach wzięła udział. Ale co w tym czasie robił Heniek z Brzeskiej, Zofia ze Stalowej czy Mariola z Nowego Światu? Pili wódkę? Oglądali „Na Wspólnej”? Czytali nowy romans Daniele Steel?  Pierogi lepili? Nie wiem. Nie mam pojęcia, dlaczego ludzie mają wszystko w dupie. Społeczeństwo pieprzonych lemingów. Z głupkowatym uśmiechem na ustach, bez krzty rozumu w głowach idą na zatracenie. Pozwolili się omotać, oszukać, dali się zrobić frajerami. Jak tu wierzyć w rewolucję, że zbrodniarzy powiesimy, winnych osądzimy? Jak nie ma ochoty się przejść do najbliższego punktu wrzucić kartki z głosem do urny? To pierwszy poważny sukces Platformy od dłuższego czasu… aczkolwiek bym go nie przeceniał. Dziwnie to wygląda, jak Donek podskakuje ze szczęścia niczym małpa na drucie, że ludzie nie poszli głosować. Bo jednak ci, co poszli, dość wybitnie dali do zrozumienia, co myślą o urzędującej pani prezydent. 94% głosów za odwołaniem to dość jednostronna ocena  rządów Gronkiewicz – Waltz. Może zabrakło głosujących, ale procenty nie kłamią. No dobra, trochę się uspokajam… W telewizji słyszę hymn Polski, właśnie 20.000 Polaków śpiewa go na Wembley. Hymn zawsze działa na mnie kojąco i mobilizująco. Tak, już zapadła decyzja. Parlament rozwiążą kibice. Granatami zaczepnymi. Tylko oni już chyba mają jaja w tym kraju. Co do wyborów… jakichkolwiek… Kibice będą niedługo wybierać. Sentex czy napalm? To się jeszcze zobaczy. Tyle, że na referendum może już nie być czasu. Zaraz potem spłonie gmach prorządowej neokomunistycznej telewizji, więc Zofia ze Stalowej już nie obejrzy „Na Wspólnej”. Szkoda referendum i szkoda, że znów przegrywamy na Wembley. Ale to jeszcze nie koniec!

efek

Zbrodnia w Efekcie

 

Najnowsza książka „Polskiej Agathy Christie” jak niektórzy nazywają Chmielewską na kolana nie powala. Nie jest też tragiczna. Ot, lekki kryminał z dość szybko dającym się przewidzieć rozwiązaniem. W ogródku działkowym ktoś znajduje szkielet faceta. Bez głowy, niestety.  Śledztwo jest umorzone, brak punktu zaczepienia. Jednak po kilku latach w innym ogródku ktoś znajduje brakującą czaszkę… Od tej pory zaczyna się śledztwo, już bardziej udane. Wraz z wątkiem kryminalnym ciągnie się wątek romansowy i finansowy (awantura o spadek). Czyta się to wszystko w miarę szybko i w miarę sprawnie. Jak się okazało w trakcie lektury ta książka jest ostatnią pozycją autorki – zmarła właśnie w wieku 81 lat. Za małolata była jedną z tych, która zaszczepiła mi miłość do książek, jej kryminalno – młodzieżowe pozycje czytało się bardzo dobrze i wciągały bez reszty, była za czasów mojej młodości w dobrej formie. Niech spoczywa w spokoju! Tymczasem „Zbrodnię w efekcie” w skali 0-10 oceniam na 5. PS – zmarł też inny pisarz z mojej młodości, plaga jakaś czy co? Edmund Niziurski, ten od „Niewiarygodnych Przygód Marka Piegusa” odszedł w wieku 88 lat, wspominam dobrze, niech i on śpi spokojnie…