Archiwum dla Wrzesień, 2013

tydz

Minął tydzień

 

  -Polska stała się krajem zdominowanym i rządzonym przez ludzi złej woli, krętaczy, oszustów, skurwieli i oczywiście rasowych debili i kretynów. Cała ta zidiociała menażeria przewija  się przez media sprawiając wrażenie, że uczestniczy w jakimś swoistym konkursie, kto wygłosi większy debilizm, kto okaże się większym idiotą, blagierem i szmatą. Walka jest zajadła, a konkurencja niesamowita. Nawet nie trzeba się specjalnie wysilać, wystarczy włączyć telewizję i samodzielne myślenie, żeby zobaczyć jakie gówna się sączą do nas z ekranu telewizora. Niestety, z braku czasu i przemęczenia po wielu godzinach pracy nie jestem na bieżąco, piszę tu zbyt rzadko i nie nadążę skomentować wszystkich kretynów, więc zajmę się tylko debilami wielkiego formatu, przy których pewien Darek z wodogłowiem, którego kiedyś znałem, srający pod siebie i niekiedy to co zrobił zjadający jest uosobieniem kultury i intelektu. Oto na przykład Słońce Peru, ryży mitoman Tusk ogłosił koniec kryzysu. Cóż za zajebista informacja! Dlaczego nie ogłosił jednocześnie innych równie wiarygodnych wieści, np. że Ziemia ma kształt naleśnika podpieranego z każdej strony przez wielkiego słonia, albo że Bangladesz stał się rajem wypoczynkowym dla posiadaczy jachtów pełnomorskich? Znaczy się – jest dobrze. Emerytom już starcza na życie i leki, młodzież może wracać z zagranicy, bo już jest dobrze płatna robota dla nich w kraju. Dziura budżetowa się kurczy, dług publiczny maleje, podnosi się poziom życia Polaków. Tak tak… kryzys minął. Dzień później poznaliśmy plany ministerstwa finansów na najbliższe miesiące: podniesienie akcyzy na gorzałę i fajki, zwiększenie jakiś podatków które płacą renciści i emeryci, podniesienie stawki VAT. Nie chcę się szerzej rozwodzić nad tym tematem, z każdym dniem jest coraz gorzej w tym kraju, nędzę i upodlenie przeżywa coraz więcej ludzi, a debil – premier mówi, ze kryzys się kończy. I byłoby nawet śmiesznie, gdyby nie było tak tragicznie. Trudno się śmiać, gdy kraj się rozpada, a na jego czele zamiast próbujących go odbudować patriotów mamy zdrajców, szmaciarzy i wasali obcych mocarstw… Trudno w to uwierzyć, ale są jeszcze więksi idioci. Oto kretyn, bufon i mitoman w jednym, czyli TW „Bolek” Lejba Kohne zwany też jako Wałęsa stwierdził, iż Polska i Niemcy powinny się połączyć w jedno państwo – Europę. Zdecydowanie lepiej by było, gdyby konfident Bolek połączył się z renomowanym psychiatrą tudzież zakładami specjalizującymi się w eutanazji i utylizacji. Nawet żal czasu na komentowanie kretynizmów bohatera najnowszego filmu Wajdy… O tym też napiszemy niebawem.

- Do niewiarygodnego chamstwa połączonego z kurewstwem dochodzi właśnie w najważniejszym mieście Polski. Otóż Warszawiacy mają już od dawna serdecznie dość pani o niepolskim nazwisku Waltz, zwanej szerzej jako bufetowa. Podczas pełnienia przez tą kobietę funkcji prezydenta miasta Warszawy mieszkańcy stolicy zdążyli ją poznać jako osobę całkowicie niekompetentną, nie nadającą się kompletnie do sprawowania tak istotnej funkcji. Mimo, iż ledwie rok pozostał jej do skończenia piastowania funkcji prezydenta, zdesperowani obywatele postanowili się jej pozbyć, by już dłużej nie szkodziła… W trymiga zebrano ilość głosów niezbędną do zorganizowania referendum w sprawie jej odwołania. Termin owego jest już ustalony, i co teraz robi PO, partia do której należy pani prezydent? Oficjalnie i bez krępacji namawia do nieuczestniczenia w referendum, tak by z powodu zbyt małej frekwencji było ono nieważne! To się w głowie nie mieści! Partia, która rządzi Polską dzięki demokracji i wyborom w sytuacji, gdy grunt pali się im pod nogami, namawia do tejże demokracji zaniechania! Platforma – piewca wolności i demokracji boi się konfrontacji w formie demokratycznych wyborów! Widać, że partii rządzącej pali się grunt pod nogami i widzi, że jej koniec jest bliski. Musimy się przyzwyczaić, że ci marni, podli ludzie coraz częściej będą sobie folgować i zachowywać się na poziomie rynsztoku, już nie mają nic do stracenia. A Warszawa? Liczę na to, że jednak mieszkańcy stolicy to nie jakieś wieśniaki olewające wszystko i tłumnie się stawią na referendum w sprawie bufetowej.  Trzeba się wrednej, szkodliwej baby pozbyć i dać jasny sygnał rządzącym: koniec waszej kariery. Po Elblągu, Rybniku, Podkarpaciu czas na Warszawę. Potem na resztę Polski. A demokracji platformersi lepiej się trzymajcie… bo jak lud was rozliczy po swojemu, z dala od kanonów demokratycznych, to niczym za komuny znów sznurka do snopowiązałek może zacząć brakować… i nie o plony zbóż tu chodzi…

-Smutno, doprawdy smutno mi się robi, gdy muszę poświęcić kilka zdań na temat sportu. W polskim, drużynowym wykonaniu. Nawet mi się nie chce, ale muszę, bo to ważna sprawa. Sport drużynowy to wspaniała sprawa, zestaw kilku zawodników zjednoczonych pod sztandarem biało – czerwonym z dumą i do ostatniego tchu reprezentujących godnie nasz kraj. Żebyśmy mieli trochę emocji i podniecali się, jak to nasi leją innych – nieważne w jakiej dyscyplinie. To nam się po prostu należy, my pracujemy ku chwale naszego kraju na trybunach, a oni na boisku, parkiecie, lodowisku… gdziekolwiek. My sobie radzimy świetnie, rządzimy w Europie, a oni? Już kiedyś o tym pisałem, ale tyle nowych kompromitacji doszło… Legia w walce o ligę mistrzów – jeb jeb i w 10 minut po herbacie. Mistrzostwa Europy w koszykówce – komplet porażek w meczach grupowych i to wysokich. No to w końcu dali nam mistrzostwa Europy w Polsce i to w naszej sztandarowej dyscyplinie – siatkówce mężczyzn. Pewnie chcieli nam humory poprawić. I to się nie udało, jeb, jeb – laczki z dzielną Bułgarią i adios kompanieros, nawet do ćwierćfinału nie weszliśmy. Jak to kiedyś śpiewał Młynarski – „Co by tu jeszcze spieprzyć panowie?”.  Wkurwiają ci nasi sportowcy, skoro chleba już coraz więcej ludziom brakuje, to przydałyby się choć igrzyska. Udane igrzyska.

Ja wiem, że do bani to moje pisanie tutaj – zyskam sobie nowych czytelników, zaglądają tu często, a tekstów nowych jak na lekarstwo. Tylu ludzi chce mnie czytać, tylu mogę zaszczepić szlachetne wolnościowe idee, że aż dumny jestem – a tu dupa. Malkontent nie pisze. Spowodowane jest to wyniszczającym trybem życia, praca praca, a po pracy człowiek zdycha i na nic nie ma siły. A tematów nie brakuje… W związku z tym ogłaszam oficjalnie : szukam sponsora. Jeżeli ktoś dobrowolnie będzie przelewał na moje konto 10.000 złotych, ewentualnie 2500 Euro to wreszcie będę mógł w całości oddać się moim pasjom – jeżdżeniu na mecze, czytaniu i oczywiście pisaniu na tym blogu 8-) . Co dzień będzie coś nowego i extra, bogacze czytający ten tekst – zastanówcie się poważnie, czy nie warto zainwestować :mrgreen:

pogons

Bałtyk Gdynia – Pogoń II Szczecin

 

Trochę nas rezerwy Pogoni sprowadziły na ziemię. Dotychczas kiepskie na wyjazdach nas ograły jak chciały 4-2. Mecz był ciekawy, Bałtyk na początku przeważał, ale skończyło się laniem po szczególnie dziś irytującej grze obrony. Szkoda, bo na najbliższy wyjazd do Polic byśmy jechali spięci także sportowo, jednak czwarte zwycięstwo z rzędu to byłoby widać zbyt dużo szczęścia dla nas… generalnie wygląda na to, że do końca sezonu czeka nas zacięta walka o utrzymanie w pierwszej dziesiątce tabeli. Młody bramkarz Lewiński puścił dziś jednego farfocla, do bramki zapewne wróci Osama. Niemniej przed naszym młodym bramkarzem przy odpowiednim podejściu do sportu świetlana przyszłość, jestem tego pewien! To ciekawe, że w meczach u siebie gramy bardzo marnie, a na wyjazdach jesteśmy niepokonani! Gole dla Bałtyku strzelili Kurs i Bułka. Doping dla Bałtyku był prowadzony sporadycznie, oczywiście nikt za kibicami rezerw nie przyjechał.

Najbliższy przeciwnik: Pogoń II Szczecin

 

Nie tak dawno graliśmy z pierwszą drużyną Pogoni Szczecin (ledwo 20 lat temu) a teraz musimy marzyć o dobrym wyniku z jej rezerwami…  Pogoń w meczach swej drugiej drużyny ogrywa młodzież. Jest to drużyna swojego boiska, prawie wszystkie punkty zdobyła u siebie. Widziałem ich mecz u siebie z Bałtykiem na wiosnę – grali słabo. Jeżeli nasz Bałtyk podejdzie do meczu odpowiednio skoncentrowany – powinien spokojnie wygrać i dołączyć do czołówki.  Kibicowsko zapowiada się raczej nudny mecz, kibice Pogoni, których ja osobiście nie trawię na mecze swych rezerw oczywiście nie jeżdżą.  Typuję wynik 2-0 dla nas 8-) .

energ1

Energetyk Gryfino – Bałtyk Gdynia

 

Pięknie wyszedł Bałtykowi dwumecz wyjazdowy. Po zwycięstwie w dalekim Gryfinie przywieźliśmy z dwóch wyjazdów pod rząd 6 punktów i stosunek bramek 6-0! I nawet jeśli weźmiemy pod uwagę fakt, że graliśmy z outsiderami tabeli, to przypomnę mającym krótką pamięć, że i z takimi potrafiliśmy tracić punkty, zresztą do niedawna byli to nasi znajomi ze zbliżonych miejsc w tabeli…. Gole dla nas strzelili Rusinek i Bułka odpowiednio w 67 i 72 minucie spotkania… No i jest extra. Zajmujemy 7 miejsce w tabeli mając po 3 punkty straty jedynie do beniaminków tabeli z Koszalina i Kościerzyny, którzy w końcu spuchnąć muszą. Prawdopodobnie spadniemy jednak na 8, bo tuż za nami są Lechia II i Chemik Police, które grają dzisiaj. Wywindowali się (beniaminki) w górę tabeli, bo puknęli nas na wyjeździe, ale to się niebawem skończy… Patrzę tak sobie w górę tabeli, bo po prostu będąc kibicem wielkiego Bałtyku inaczej nie potrafię. Skoro drużyna potrafiła wygrać 3 mecze z rzędu należy stwierdzić jedno: Kryzys się skończył. Tym samym zamykam oficjalnie kryzys kibicowski 8-) .  W Gryfinie nas zero. To znaczy ktoś tam był, ale żadnych bohaterów incognito wymieniał nie będę, a wiem ze kibice Energetyka żadnych przyjezdnych nie widzieli. Za tydzień gramy u siebie z Pogonią II Szczecin, to drużyna swojego boiska, na wyjazdach przegrywają, ale uwaga! Z jednym wyjątkiem! Zremisowali na boisku wicelidera – Kaszubii. Czyli trzeba na nich uważać. Ale to dopiero za tydzień, na razie cieszmy się ze zwycięstwa na wyjeździe…

domofon

Domofon

 

Biorąc po raz pierwszy do ręki książkę pisarza Miłoszewskiego byłem sceptykiem, gdyż zapowiedź sugerowała thriller w polskim wydaniu i wątpiłem, czy autor podołał.  Tymczasem okazało się, że nie tylko King czy Coben, ale i Polak potrafi. Książka opowiada o z pozoru zwykłym bloku na warszawskim Bródnie. Zwykłym tylko z pozoru, gdyż dzieją się w nim rzeczy nie mające racjonalnego wyjaśnienia. Do owego bloku wprowadza się młode małżeństwo. Już pierwszego dnia przeprowadzki mają ciekawie, gdyż na „dzień dobry” spotykają faceta bez głowy – ucięła mu ją winda, kiedy to podczas jazdy w panice próbował się z niej wydostać… autor ciekawie kreśli portrety psychologiczne przedstawianych postaci i umiejętnie buduje napięcie. Książka wciąga i nie pozwala się oderwać od lektury. Zakończenie dość ciekawe, chętnie sięgnę po kolejną książkę tego autora. Polecam! 8 w skali 0 – 10.

Najbliższy przeciwnik: Energetyk Gryfino

 

Niezbyt przyjemny nastał dla nas moment w terminarzu – dwa mecze wyjazdowe pod rząd. Po spacerku w Dębnicy czeka nas trudniejsze spotkanie w dalekim Gryfinie. Jednak bez przesady… Energetyk jest tylko trochę lepszy od Korala. Poprzedni sezon skończył na ostatnim miejscu utrzymującym się w lidze. W tym też jest w dole tabeli, do tej pory odniósł jedyne zwycięstwo… z Koralem Dębnica, po golu w ostatniej minucie. Jednak należy tez dostrzec, że drużyna z Gryfina już od kilku meczów nie przegrała, często remisując. Także remis 0-0 wydaje się być bardzo prawdopodobny w dzisiejszym meczu, jednak ja głęboko wierze, że Bałtyk już na dobre się obudził z letargu i wygra chociażby 1-0…. Kibiców tamtejsza drużyna nie posiada, za to jest w Gryfinie dobra ekipa Pogoni Szczecin. Być może wpadną na stadion zobaczyć czy ktoś z Bałtyku przyjechał…

sierp

Sierpniowe Niebo. 63 dni Chwały

 

Wątek Powstania Warszawskiego jest dla mnie trudny do recenzowania. Bałem się, że będę musiał krytykować film o Powstańcach, moich największych idolach i bohaterach. Czy mam takie prawo? Krytykować film – laurkę wystawiona Powstańcom? Ludziom, przy których czuję się nikim, którzy oddali życie za Polskę, dzięki którym nasza tożsamość i duma narodowa ma całkiem inny wymiar? Odważny ten reżyser Dobrowolski, robić film o tak wielkich, choć zwyczajnych ludziach, to spora odpowiedzialność. No cóż, moim zdaniem powiodło mu się średnio. Film łączy czasowo dwa wątki – współczesny i sprzed 69 lat – pierwszych dni powstania. Budowlańcy znajdują pamiętnik powstańca i jego szczątki. Kierownik budowy przerywa pracę i chce wezwać odpowiednie organy, natomiast chciwy inwestor próbuje groźbą i szantażem wymusić zasypanie szczątków i dalszą pracę. W tym momencie przenosimy się w przeszłość. Młoda sanitariuszka Basia przeżywa miłość do powstańca Staszka, razem budują barykady, niesieni optymizmem i entuzjazmem. Walczą z mordercami z Waffen SS Dirlewanger.To nierówna walka…  Zdjęcia  filmowe przeplatają się z archiwalnymi autentykami. Powstańcem piszącym pamiętnik jest grający swą ostatnią w życiu rolę Kolberger. Dziwne role grają w tym filmie raperzy z Hemp Gru – niezbyt udane. Za to ścieżka dźwiękowa w ich wykonaniu jest dobra, fajne słowa, a przecież co jak co, ale fanem rapu to ja na pewno nie jestem… generalnie film jest szczery, gra na emocjach, jest hołdem złożonym powstańcom -  z tych zadań się wywiązuje i jest OK. Natomiast gra aktorów, akcja – średnia. Dobrze że ten film powstał, ale nadal oczekuję na długi (bo ten trwa tylko godzinę i 15 minut) świetnie zrobiony, patriotyczny film o bohaterach powstania. Jest nieźle, ale powinno być jeszcze lepiej. Młodym i starym mimo wszystko radzę ten film zaliczyć – lekcja patriotyzmu zawsze się przyda. Moja ocena w skali 0-10: 7.

kar

Karawana Literatury

 

Zawsze ogarnia mnie radość, gdy sięgam po kolejne dzieło Łysiaka. Najlepszy współczesny polski autor, który wydaje swe dzieła w pięknej oprawie wydawnictwa „Nobilis”.  Poprzeczka u pana Waldka jest zawieszona bardzo wysoko, wszak to autor „Malarstwa Białego Człowieka”, „Stulecia kłamców”, „Ostatniej Kohorty” czy wielu, wielu innych… Najnowsze dzieło Łysiaka – „Karawana Literatury” poświęcona jest literaturze, głównie polskiej. Tytuł jasno precyzuje zdanie autora na temat kondycji naszej literatury – i trudno z nim się nie zgodzić. Autor przytacza mnóstwo cytatów, czym uwiarygadnia swoje tezy, atakuje, uderza, bezlitośnie krytykuje. Jedzie jak z baranami z wszystkimi pupilkami „salonu” protegowanymi przez politycznie poprawnych wszelkiej maści. Jedzie z lewakami, złymi ludźmi typu Michnik i innymi kreaturami, ze śmieszną i żałosną nagrodą Nobla. No jednym słowem po staremu. Jest to dobrze i… źle zarazem. Bo piękny, polski język mistrza Waldemara, bo cięte riposty, bo mnogość cytatów z różnych źródeł… Niestety jednak w pewnym momencie książka zaczyna mnie trochę… nudzić. Łysiak przekonuje już przekonanych, ja to szczerze mówiąc wszystko już wiedziałem, choć oczywiście nie ubrałbym tego w tak piękne słowa, jak Mistrz. Z nowych jak dla mnie faktów dowiedziałem się przykrych rzeczy na temat pisarzy których lubiłem nawet bardzo, jak Jasienica czy Hłasko. Mistrz powoli popada w swoistą megalomanię, autorytatywnie, tonem nie znoszącym sprzeciwu ocenia kto jest mistrzem pióra, a kto zaś grafomanem. Wolno mu rzecz jasna, aczkolwiek nie przyjmuję już tak ślepo jego prawd objawionych, jak przyjmowałem kiedyś.  Przyjmuję jego teorie dotyczące współpracy różnych pisarzy z komunistycznym aparatem terroru, gdyż podpiera to faktami, natomiast ocena talentu bądź beztalencia  danego pisarza to już jest kwestia subiektywna… Tym bardziej że pan Łysiak nieco traci na wiarygodności, gdyż flekowanych przez siebie autorów często chwilę potem cytuje jako uwiarygodnienie swych kolejnych osądów…  dziwne to wszystko i trochę nielogiczne. Wszystko to jednak dałoby się znieść, jednak dochodzimy w końcu do ostatniego rozdziału. I tutaj szok… Mistrz do końca zatraca się w swej megalomanii, jedzie jak ze szmatą z Ziemkiewiczem oraz ze zwolennikami Dmowskiego, forując przy tym osobę marszałka Piłsudskiego jako jedynego sprawiedliwego na tym świecie! Rafał Ziemkiewicz tez ma nieźle nadęte swoje ego i popełnił błąd, sławiąc siebie jako jednego z niewielu oponentów Michnikowszczyzny w okresie III RP, jego niezauważenie w tym gronie Łysiaka jest nieeleganckie i żałosne – przyznaję. Ale też riposta pana WŁ jest niegodna Mistrza, nie ten poziom bym powiedział. Ziemkiewicz narozrabiał i powinien przeprosić pana Waldemara, jednak pisarzem jest niezłym, z salonem też walczy i wypadałoby troszkę bardziej działać razem, panowie. To jest właśnie ta wada prawicy, zamiast się jednoczyć dzielimy się na 100 frakcji 5-osobowych, a lewactwo się z nas śmieje do rozpuku. A pan Roman Dmowski był wielkim Polakiem i wielkim patriotą, no wprost nie mogę uwierzyć że można go szkalować… że może to robić prawicowiec. Reasumując – książka do przeczytania, wiele tu faktów, z którymi nie da się polemizować, jednak pewnym też jest, że pan Łysiak obniżył loty, liczę że była to tylko jednorazowa wpadka. Czekam na kolejne dzieło pana Waldemara, może nie aż na poziomie „Ostatniej Kohorty”, bo to prawie niewykonalne, ale chociaż na poziomie „Satynowego Magika” czy „Salonu”… czekam z niecierpliwością. Wypadek przy pracy każdemu może się zdarzyć. W mojej ocenie: 6 w skali 0-10.

Koral Dębnica – Bałtyk Gdynia

 

Wyjazd na Korala zapowiadał się jako bliski, ale uciążliwy – okolice Człuchowa to komunikacyjny „trzeci świat” z beznadziejnymi połączeniami PKP i PKS. W grę wchodziły tylko auta i nimi do położonej 4 km od Człuchowa Dębnicy się udaliśmy. Jechaliśmy z Gdyni przez Kościerzynę i Chojnice, w Brusach na parkingu Biedronki mijaliśmy jakąś zbiórkę śledzi z okolicznych wioch, pewnie zbierali się na swój mecz, ewentualnie na Zawisza – Cracovia. Równo z początkiem meczu jesteśmy w Dębnicy. To zabita dechami wieś, nie wiem czemu miejscowi sponsorzy nie zainwestowali choćby w pobliskiego Piasta Człuchów, zawsze to jednak miasto by było… Stadionik Korala ładny, malutki i funkcjonalny, w sam raz na 5 ligę, max 4. Sektor gości miał 50 miejsc, olaliśmy go ze względu na słabą widoczność i stanęliśmy sobie na trybunie na krzesełkach. W Dębnicy na wyjeździe stawiło się nas równe 20 osób. Wszystkich miejscowych w sumie ok 25 osób, w tym trochę pikników z Gdyni, więc śmiało można założyć, że frekwencja na meczach Korala to 10-15 osób :roll: . Jest dla kogo grać! Mecz do przerwy jednostronny, prowadzimy 2-0. Po przerwie Koral miał rzut karny, nie wykorzystał, zaraz potem ich bramkarz dostał słuszną czerwoną kartkę i się posypali. Ostatecznie Bałtyk wygrał 4-0. Po meczu piłkarze podziękowali nam za doping, podziękował także trener Budziwojski. Do domu wracamy lepszą trasą, przez Starogard Gdański. Ponoć gdzieś tam ktoś na nas czekał, ale się nie doczekał. Bywa. Ja jeszcze w SKM zostałem rozpoznany przez kibica Orkana, który wspomniał że tu (na W-P) zagląda i że byli w Ełganowie w 70 osób. Ach ta sława redaktorska… pozdrawiam wszystkich czytelników, nieważne z jakich ekip 8-) . A Bałtyk??? No cóż, Drawa Drawsko przegrała w Gdańsku na Polonii i dystans do lidera zmniejszył się z 8 do 5 punktów… To tyle co nic :mrgreen: .

Uff… Jest wskazówka. Człowiek by się pogubił na dębnickiej Maracanie 8-)

Bałtyk fans on tour

Piłkarze po meczu w komplecie dziękują za doping. My dziękujemy za wynik!

bilecik – cegiełka he he

Najbliższy przeciwnik: Koral Dębnica

 

Koral Dębnica to drużyna z wioski oddalonej od Człuchowa o jakieś 4 km. Zresztą akurat Człuchów to też wiocha, dziwnym trafem z prawami miejskimi :-D .  Szczytem marzeń dla tej istniejącej od niedawna drużyny jest utrzymanie się w tej lidze, w której obecnie występuje. Mimo słabej gry w ubiegłym sezonie, finalnie jej się to udało. Ten sezon zaczęli podobnie słabo, acz osiągnęli zaskakujące remisy z Cartusią czy Lechią II Gdańsk… Zwycięstwa jeszcze nie odnieśli. Stracili jak dotychczas najwięcej goli w naszej lidze – aż 14. Na tym koniec kurtuazji. Nie będę się rozpisywał, jaki to ważny mecz nas czeka i jak można podskoczyć w tabeli. Po prostu stwierdzam – wieśniaków trzeba lać! Nie wyobrażam sobie innego wyniku jak solidne zwycięstwo Bałtyku. O czym to w ogóle dyskutować??? Jedziemy z jakimiś obsranym Koralem 3-0 i wracamy do Gdyni bez zbytniej euforii… Ot, normalność, obowiązek wykonany. A Koral? Niech się odegra na innym gdyńskim klubie. Kibiców oczywiście nie mieli, nie mają i mieć nie będą mieli, więc szykują nam się nudy, chyba że fani jakiś innych okolicznych drużyn będą chcieli spojrzeć na Wielki Bałtyk w akcji. Zobaczmy na żywo ten worek goli, jaki do bramki Korala niewątpliwie jutro wpadnie!