Nie będę ukrywał, że nigdy nie byłem fanem twórczości Woody Allena, nakręcił kilka znośnych filmów i to wszystko. „Blue Jasmine” miał być ponoć najlepszym jego dziełem od 20 lat, więc wybrałem się jednak do kina. Film opowiada o kobiecie, która żyła w luksusie, aż z dnia na dzień spadła na dno, gdyż okazało się, że jej mąż był oszustem i poszedł do pierdla, gdzie zakończył swój żywot poprzez tzw. krawat, czyli się powiesił ;-) . Kobieta o imieniu Jasmine musi jechać do swej przyrodniej siostry, prostej i skromnie żyjącej. Jak to u Allena plączą się sytuacje damsko – męskie, jest sporo dialogów i – co ciekawe – film nie kończy się happy endem. Bardzo dobra rola Cate Blanchett jest największym pozytywem tego filmu. Pozytywny jest też morał – pieniądze to nie wszystko, i źle kończą ci, którzy tylko o nich myślą, oraz że konfidenctwo nie popłaca :roll: . Jednak w samym filmie jest nie za wiele akcji, jest przegadany trochę i humoru w nim niewiele. Od biedy można zaliczyć, ale jakoś specjalnie nie polecam. Spokojnie można obejrzeć na płycie DVD.  Moja ocena: 4 w skali 0-10.