Piękna pogoda, Bałtyk od dawna nie przegrywa, ciekawy wyjazd do niedawnej zgody – czego jeszcze chcieć więcej? Widać to było jednak zbyt mało, bo zbyt wielu kibiców Bałtyku na ten wyjazd  nie pojechało.  Do Kołobrzegu wybraliśmy się autami. Dojeżdżamy tuż przed początkiem meczu.  Równo z początkowym gwizdkiem sędziego rozpętała się ulewa. Trochę opornie szło nam wchodzenie na mecz, bo baba w kasie wbijała nasze pesele do kompa i drukowała bilety imienne – nie przyzwyczajeni do tego jesteśmy na kartofliskach 4 ligi…  Trochę sobie rozmawiamy z niedawnymi zgodowiczami z Kotwicy, atmosfera spokojna. Stadion w Kołobrzegu bardzo się zmienił od czasów naszych wizyt. Teraz to piękny, kameralny obiekt, w całości zadaszony – pozazdrościć… Bałtyk, mimo swej „wodnej” nazwy za bardzo w deszczu grać nie potrafi, bo nie grał nic zupełnie. Ogółem w Kołobrzegu na Kotwicy pojawiło się nas 20 osób. Z tego 15 było na trybunach, a 5 poza nimi. Tych co stali przy płocie i dzielnie dopingowali przez 5 minut, spisały psy. My zaś na trybunach nie dopingowaliśmy wcale. Kotwica uformowała młynek około 60 osób, poza tym ze 20 zakazowiczów stało za płotem. Trzeba przyznać, że w pierwszej połowie meczu bardzo ładnie dopingowali, w drugiej trochę gorzej, ale też spoko. Pozdrowili raz Stal Gorzów i wielokrotnie „pozdrowili” też Gwardię Koszalin. Nasi gracze nie oddali ani jednego celnego strzału w światło bramki przeciwnika i przegrali 0-3. Powrót szybki i spokojny. Jak dla mnie to właśnie Kotwa powinna awansować do 3 ligi z naszej grupy. 167 wyjazd zaliczony :twisted: .

młynek Kotwicy

piłkarze nic nie grali…

co widać na tablicy wyników…

ciekawostka – Karlino już nie całe w rodzinie Pogoni Szczecin