Mecz na Gwardii był dla nas ostatnim w sezonie 93/94 i był już meczem o pietruszkę. My mieliśmy zapewnione utrzymanie w 2 lidze, a Gwardia spadek. Mimo to było pewne, że przyzwoicie się pokażemy, bo był to dla nas atrakcyjny i bardzo bliski wyjazd – w tamtym czasie znaczna większość wyjazdów to Dolny Śląsk albo Hanysewo…  Już dzień wcześniej nasz lęborski FC zaprosił na alkoholizację koleżków z Rumi i Szemuda. Impreza była bardzo wesoła, zakończona konkretną awanturą pod dyskoteką z jakimiś Niemcami i ochroną tejże. Powodem był nasz agresywny nacjonalizm i niechęć do obcych  8-) . Dyskoteki  w Lęborku odbywały się wtedy na terenie dzisiejszego kina „Fregata”. Rano, mocno skacowani spotkaliśmy się na lęborskim dworcu. Po chwili wsiedliśmy do pociągu, którym już trochę naszych jechało. Dojechaliśmy do Koszałkowa w 37 osób. Na dworcu już czekały na nas psy, które eskortowały nas pod stadion. Do meczu było jeszcze trochę czasu, więc rozsiedliśmy się w okolicach stadionu na Fałata i oddaliśmy drobnej alkoholizacji. Psy były w lekkim oddaleniu i zbytnio się nie wpieprzały. W końcu zobaczyliśmy kilkunastu typów z Gwardii zbliżających się do nas. Wstaliśmy do nich, zerwali się. Potem to powtórzyliśmy, a potem gdy było ich już więcej, poleciały jakieś kamienie, ale znów ich pogoniliśmy. Wtedy już interweniowały psy, zepchnęły nas pod stadion i stanęli koło nas. Gwardia tego dnia była bardzo słaba, nawet nie miała jak podejść do nas.  Jakiś czas przed meczem dojechał autokar z naszymi oraz kilka aut i razem, w całkiem już niezłej bandzie wbiliśmy się na sektor dla przyjezdnych. Było nas razem 110 osób. Wywiesiliśmy 4 dość duże flagi, w tym jedną Lecha Poznań, z którym wtedy była zgoda. Od strony ulicy czy sąsiedniego sektora co jakiś czas leciały w nas kamienie, odpowiadaliśmy tym samym. Psy zawinęły 2 osoby od nas. Zaczął się mecz. Nasi piłkarze „błysnęli” wakacyjną formą i do przerwy przegrywali 0-4. Wraz z Gwardią, której młynek był nieco mniejszy niż nasz cały czas wymienialiśmy „uprzejmości”. Mecz się skończył porażką 2-4 i mogliśmy wracać do domu. Pod dworcem psy puściły tych dwóch, co ich wcześniej zawinęli. Kilka godzin po meczu byliśmy już spokojnie u siebie. Był to zaledwie mój 25 wyjazd z Bałtykiem 8-) .