Najwyższy czas rozpocząć rubrykę dotyczącą wspomnień kibicowskich z naszych wojaży po Polsce. Ponieważ już jestem bardzo stary, wydaje mi się, że przecież wszyscy wiedzą jak było, bo to niedawno temu się odbywało. Tymczasem czas mija niepostrzeżenie i wielu młodych nie ma pojęcia, co się działo 10, 15 czy 20 lat temu na wyjeździe. A, jak dochodzą mnie czasem słuchy – chcą o tym czytać. Starzy zapewne też z chęcią sobie powspominają. Co jest w ogóle ciekawe, to mam bardzo dobrą pamięć do przeróżnych detali wyjazdowych sprzed kilkunastu lat, natomiast kwestie dotyczące porządków domowych i innych codziennych obowiązków chronicznie zapominam, aż mi moja kobieta lecytynę ostatnio kupiła 8-) .  Myślę, że zacznę od wspomnień, na których było po kilka – kilkanaście osób, czyli tych mniej znanych i opisywanych. Sięgam do archiwum… OK już mam. Powiem jeszcze tylko, że nie wiedziałem czy uczestnicy wyjazdów chcą, by pisać ich ksywy (większość jeszcze żyje, ha ha), więc będę ich nazywał wyrazami bliskoznacznymi, ułatwiającymi identyfikację, np. moją ksywę Łysy przedstawiłbym jako Włochaty, a Grubego jako Tłustego bądź Chudego. Na koniec tego przydługiego wstępu ostrzeżenie. UWAGA!!!! Opisy meczów Bałtyku zawierają treści nieprzyzwoite, patologiczne, o dużym ładunku przemocy, alkoholizmu i wulgaryzmów. Osoby wrażliwe, o wysokiej kulturze, kobiety i dzieci prosimy o zaniechanie lektury  wspomnień. No to jedziemy:

12.08.2000 Astra Krotoszyn – Bałtyk Gdynia.

Jak to mówią – nowy sezon – nowe nadzieje. Zarząd zapowiadał walkę o górną część tabeli, trzeba było jechać to zobaczyć.  Piękna, upalna pogoda sprzyjała zapewne żniwom i wypadom nad jezioro. Wsiedliśmy w 6 osób w pociąg rejsowy relacji Gdynia – Katowice. Na drogę wzięliśmy pokaźny zapas piwa i jakoś czas mijał… Po kilku godzinach wysiedliśmy na stacji Zduńska Wola Karsznice. Zduńska Wola jest specyficzna, aby pojechać w stronę Krotoszyna musieliśmy się udać na inną stację – Zduńska Wola Południowa. Stacje te dzieli kilka kilometrów i  musieliśmy iść w jej stronę, albowiem kolej nie zapewniła żadnego połączenia na tej krótkiej trasie. Na szczęście mieliśmy zapas czasowy kilku godzin. Udaliśmy się do centrum Zduńskiej Woli, po czym zasiedliśmy w miejscowym parku – ładnym i zadbanym – fontanny, trawniki i te sprawy… Natychmiast po zajęciu miejsc na ławkach delegacja wybrała się do sklepu spożywczego celem zakupu piwa. Ponieważ nasze zasoby finansowe były skromne, dwóch z nas kupowało piwko robiąc przy tym sporo hałasu, a kolega Brokuł w tym czasie kradł kolejne piwa i chował je do plecaka. Operacja się udała i w cieniu parkowych drzew urządziliśmy sobie miłą libację. Potem nieco pijany Brokuł chciał bezczelnie wymienić kradzione butelki na kaucję, ale mu to wyperswadowaliśmy. W końcu ruszyliśmy jakimś syfiastym pociągiem w stronę celu podróży.  Nuda nam doskwierała, pociąg się wlókł, trzeba było coś wymyślić. W Ostrowie Wielkopolskim zaanektowaliśmy z dworca ławkę i kosz na śmieci, ale upierdliwi sokiści odebrali nam zdobycz. Wymyśliliśmy inny plan. Mianowicie wyszukiwaliśmy wzrokiem piękne panie na peronach mijanych wiosek, i gdy pociąg ruszał, wołaliśmy je. Gdy te, zadowolone z zainteresowania odwracały się do nas, charkaliśmy i pluliśmy na nie. Wtedy były już mniej zadowolone, a my jechaliśmy dalej :twisted: . W końcu dojechaliśmy do Krotoszyna. Upał był niemiłosierny. Udaliśmy się na miejscowy kameralny stadion i wywiesiliśmy naszą mikroskopijną flagę Bałtyku. Miejscowi zebrali się w około 25 osób marnego składu, poza swoimi 2-3 flagami mieli tez płótno Ostrovii Ostrów Wlkp. Dzielnie dopingowaliśmy naszych orłów, choć nie bardzo było kogo, bo nic nie grali. W przerwie meczu wraz z Ubranym udaliśmy się do budynku klubowego Astry w celach fizjologicznych. Gdy wracaliśmy, zaatakowało nas 5-6 miejscowych. Byli bardzo nieporadni, poszło kilka kopów, po czym wbiłem się na murawę i zacząłem w nich rzucać bidonami z piciem, które były w wiadrze z wodą. Wtedy żywo zareagowały siedzące na trybunach dziady, które w milczeniu patrzyły na bójkę, a gdy zacząłem rzucać, od razu się rozdarli „nie bidonami, kurwa!”.  Śmieszni fani Astry po wymianie tych kilku kopów zmyli się, gdy zobaczyli dwóch psów idących w naszą stronę. Podczas drugiej połowy meczu było spokojnie, podeszło do nas na bajerę dwóch fanów Zagłębia Lubin, którzy gdzieś w okolicy przebywali na wakacjach. Mecz się skończył, marzenia o czołówce tabeli również, bo 0-4 w plecy już w pierwszej kolejce sezonu nie nastrajało zbyt optymistycznie… Piłkarze podwieźli nas kawałek do Środy Wlkp, skąd już sami podjechaliśmy do Gniezna. Do pociągu powrotnego zostało nam ze 2 godziny, więc Brokuł i Guzik z Rumi udali się do sklepu celem zakupów. Mieli pochowanych trochę zaskórniaków, gdyż chcieli uczcić swoje urodziny, które obydwoje tego dnia obchodzili. Zakupili piwo i wódkę, które wesoło spożywaliśmy w parku nieopodal PKP. W końcu ruszyliśmy do domu. Mimo iż wódkę musieliśmy zapijać wodą z pociągowego kranu, było fajnie. Nawet jeden z nas – Ubrany zasnął podpity na tzw. frytkownicy i niezauważony przez kanara dojechał gratisowo do Gdyni. Aha, na tym wyjeździe swój debiut, jeśli się nie mylę, zaliczył Gawronek. Był bardzo nieśmiały, po 10 godzinach bycia razem po raz pierwszy się odezwał… Na pytanie „Chcesz wódki?” odpowiedział „Eche” i w ten sposób Gawronek dał głos po raz pierwszy :lol: .Wyjazd bardzo udany.