Archiwum dla Maj, 2013

osz

„Oszukane”

Dziś, za namową swej połowicy udałem się do kina na film „Oszukane”. Kolejny polski film, na który dałem się skusić za pomocą reklamy telewizyjnej. Kolejna pomyłka. Temat nawet ciekawy. Spotykają się dwie nastolatki, dziwnym trafem bardzo podobne do siebie. Potem okazuje się, że przypadków nie ma. Dziewczyny okazały się siostrami, przy porodzie w szpitalu w jakimś momencie pomylono je. Losy dwóch dziewczyn i ich starych, którzy wychowywali de facto nie swoje córki krzyżują się od tej pory, dochodzi do kilku małych dramatów. Nie da się jednak tego oglądać bez ziewania, dłużyzny, marne dialogi, średnia gra aktorów – poza aktorką Herman, która gra jedną z matek i wybiła się ponad przeciętność. Koniec, jak to często niestety bywa w polskich filmach – nijaki. Ani dramatu, ani happy endu. Film jest inspirowany faktami i mógł być zrobiony znacznie, znacznie lepiej. Są ze dwie ciekawsze sceny, pokazane są cycki 17-latek… ale od tego to mam redtube. Nie warto tracić czasu, tytuł powinien brzmieć nie „Oszukane” a „Oszukani” – widzowie, którzy wydali kasę na bilety. W skali 0 – 10 daję słabe 3.

pro

Medialne prostytutki

Jak śpiewa Kazik „Wszyscy artyści to prostytutki / w oparach lepszych fajek, w oparach wódki”… Generalnie było tak zawsze, a dzisiaj, w dobie całkowitej już władzy pieniądza i blichtru sławy w środowisku artystycznym rzecz ta jeszcze bardziej jest widoczna. Dochodzi już do takiego skurwienia się „gwiazd” i „artystów”  wszelakich, że te prawdziwe prostytutki, obciągające za 50 a dające w dupę za 70 (ewentualnych zleceniodawców takich usług proszę o aktualizację cennika, bo trochę strzelam :lol: ) są przy prostytutkach medialnych ostoją uczciwości i porządku. Dziś wieczorem wielki (sic!) finał muzycznego show „X-Factor”. Zajmijmy się trochę tą „trampoliną do sławy i kariery dla obiecujących, a nie zauważonych artystów”. Prowadzi go niejaka Kazadi zatrudniona zapewne dzięki swemu wielkiemu talentowi prezenterskiemu, no bo przecież nie w ramach poprawności politycznej… jest po prostu jedną z lepszych, wyprzedza talentem wszystkie białe i tyle ;-) . Prowadzącymi są Wojewódzki – syn komunistycznego prokuratora ( to też nic nie znaczy, przypadek he he), oraz muzycy – Tatiana Okupnik i Czesław Mozil. No i ten cały gówniany show odbywa się sponsorowany przez muzyczne stacje radiowe, a wykonawcy muszą spełniać szereg warunków narzuconych im przez sponsora… Trzeba przyznać, że są ludzie utalentowani w naszym kraju i wielu dysponuje niezłym głosem i umiejętnościami, ale co z tego? Są w szponach prostytucji medialnej.  Beka z tego jest niezła. Np. pani o nazwisku Lisowska – mówiła, że lubi cięższe brzmienie, występowała z mocniejszym repertuarem i w rockowym image. Doszła bardzo wysoko w edycji któregoś z tych show i nawet nagrała płytę. I tu jej styl się całkowicie zmienił, na jakże nam znany – miałki, płytki, beznadziejny. Syntetyczna pop kultura do zaakceptowania dla miłośników bardzo prostych dźwięków, bez jakiejkolwiek muzycznej ogłady. No i leci takie gówno w radiu, ludzie się cieszą, gdyż tłuków nie rozumiejących w ogóle muzyki jest w naszym kraju większość. Leci kolejne notowanie pop-listy, płyty się sprzedają, plebs wysyła sms-y i biznes się kręci. Pani Ewelina zapomniała o swym awangardowym stylu i niezależności – nie miała wyjścia. Chciała śpiewać, to śpiewa – „Hit za hitem wymyślasz dzień po dniu” – jak to śpiewał Liroy kiedyś… Za pół roku zniknie ze sceny, za rok nikt już nie będzie o niej pamiętał, bo wtedy na radiowych pasmach będzie wyła według instrukcji kolejna pani Magda, a może pan Krzysio… nieważne. Te same wyjce na wszystkich falach radiowych, śpiewające durne, puste piosenki o niczym. Puszczą to te wszystkie Eremefy, Zety, Eski… na jedno kopyto.  Kolejne talenty zmarnowane, przemiał trwa, interes kręci się nadal. Ten problem dotyczy jednak nie tylko młodych wykonawców chcących zaistnieć. Prostytucja jest problemem wszystkich – także starych, znanych i lubianych. W każdym wieku można dać dupy… medialnie rzecz jasna, a przynajmniej o tym teraz piszę 8-) .  Oto pani Chylińska – skądinąd sympatyczna kobieta. Porządna z zachowania, ma rodzinę i wychowuje dzieci, nawet dla nich książki pisze, jako człowiek – OK. medialnie – już dała dupy. Bardzo ją lubiłem gdy grała w O.N.A. mnóstwo fajnych muzycznie kawałków z niezłymi tekstami. To przeszłość. Pani Agnieszka „poszła po rozum do głowy” i skończyła z drapieżnym rockiem. Dziś gra popowe gówno, coś tam ledwie miauczy w swych utworach pełnych komputerowych brzmień i elektronicznych sampli.  Zawiodła mnie. Albo Kora Jackowska – wykonawczyni takich kawałków jak „Nocny patrol”, „Kocham cię kochanie moje” czy „Wyjątkowo zimny maj”. To były czasy! Dziś podstarzała Jackowska nadal chce być fajna, ale już kompletnie jej nie wychodzi, też dostosowała się do wymogów rynku – rynku dla upośledzonych muzycznie kalek. Już nawet abstrahuję od tego, że jej całkowicie odjebało w główce – lata ćpania robią swoje, musiało jej kiedyś paść na dekiel. Dziś gra gówno, które jednym uchem wpada, a drugim natychmiast wylatuje. Może jeszcze pan Kukiz… Ach te jego Piersi sprzed lat! Zespół oczywiście :roll: . Autor „Rezerwy”, „Kujawiaka” czy „ZChN zbliża się” dziś śpiewa ckliwe ballady dla emerytów z równie jak on podstarzałym Borysewiczem. Rock mógłby się dobrze nie sprzedać, a muzyczne pierdu – pierdu z zawodzącym głosem na pewno znajdą swych słuchaczy… no i lepiej nie drażnić pana z Pomatonu czy Radia Zet… I niech nikt nie zwala tej zmiany stylu na wiek, Maleńczuk jest 2 lata starszy od Kukiza, a gówien nie śpiewa… To kwestia charakteru. Porządny artysta miast śpiewać chałturę powinien zamilknąć już lepiej na wieki, by pamięć o jego dokonaniach nie przysłonięta była gównami produkowanymi pod koniec kariery… No i byśmy mogli uniknąć doprawdy przykrego widoku żywych zombie niczym Maryla Rodowicz – tłustej, ohydnej kobiety,  która nie zdaje sobie sprawy z upływającego czasu – nie ma lustra w domu? Zresztą pal licho jej wygląd, każdy jest jaki jest, ale i ta kobieta rozmienia się już całkiem na drobne. Śpiewa koszmarnie, jej występy sceniczne to jakaś tragifarsa. Nigdy jej nie lubiłem, ale jej twórczość  z czasów „Niech żyje bal” czy „Polska Madonna”  to jeszcze był jakiś tam poziom, a teraz niczym w piosence Lady Pank – „Mniej niż zero”. Dziwne że kobieta ta pyska swego nie jest w stanie zamknąć, bo chyba jej na chleb już do końca życia nie zabraknie, mogłaby zamilknąć bez uszczerbku finansowego… Chyba jej blichtr sławy medialnej jest do życia niezbędny, zresztą kobieta ta sobie we wszystkich czasach świetnie radziła. Nigdy nie fiknęła władzy, zawsze lizała komu trzeba, zawsze na świeczniku…. Tacy ludzie może i są karłami moralnymi, ale radzą sobie w życiu… Mnóstwo mógłbym jeszcze wymienić przykładów takich zachowań. Nic nie zapowiada zmiany tej sytuacji. Dziś się kończy „X-factor” a za dni kilka startuje jakiś kolejny „Must be the musik” czy „Mam talent”.  Przedstawienie musi trwać, co 3 miesiące musi błysnąć jakaś nowa „gwiazda” na firmamencie. Jakieś nowe umta – umta musi zdobyć szczyty list przebojów, a kto wie – może złotą płytę? Chyba wystarczy z 5000 sprzedać, żeby mieć ten status, próg stale się obniża, niedługo żeby mieć złoty krążek będzie starczało sprzedać go rodzinie i znajomym. Zawsze gdy mnie najdzie na słuchanie muzyki włączam najczęściej jakąś z lat 80-tych, 90-tych lub maksymalnie z początku XXI wieku i nie zapowiada się na zmiany… Muzyka umiera a wraz z nią cała kultura.

DL 001

„Droga Legionisty” – zin

Doba papierowych zinów generalnie jest już za nami. Takich słów użyłem w wywiadzie dla „To my kibice” i nadal je podtrzymuję… jednakże są wyjątki, które potwierdzają tę regułę. Rok upłynął, jak zina papierowego wydaje Ł z Warszawy. Rok, czyli 12 numerów ukazało się jak dotychczas, albowiem „Droga Legionisty” którą chcę wam przedstawić  jest miesięcznikiem. Łatwo się domyśleć, czyim kibicem jest Ł (uwaga milicjanci – wynika to z tytułu zina – jest kibicem Legii) i mecze tej drużyny są główną treścią zina – ale nie jedyną. W zinie jest trochę publicystyki kibicowskiej jak i nacjonalistycznej – Ł i współpracujących autorów. Poza tym są wywiady z interesującymi osobami, recenzje muzyczne, różnego rodzaju sondy. Wydawnictwo liczy sobie 80 stron, okładka jest sztywna, wszystko jest biało – czarne, pisane drobnym drukiem i dobrej jakości. Cena niska – sporo treści. Podoba mi się styl i język Ł, zina przyjemnie się czyta…  Zarówno opisy meczów, jak i publicystykę Oczywiście nie ze wszystkim się zgadzam co pisze autor, ale i o to chodzi 8-) . Generalnie podstawowe poglądy mamy zbieżne. Mniej trochę mnie kręcą opisy sceny muzycznej, wywiady z osobami spoza kręgu kibicowskiego, no ale to już kwestia gustu. Zdjęcia są mało widoczne, no ale taki urok biało – czarnego zina. Jeszcze – jakbym miał się czepiać – dość chaotyczna i nieskładnie porozrzucana po numerze jest rubryka „w telegraficznym skrócie”.  Są to w sumie detale, w skali 0-10 dałbym „Drodze Legionisty” mocne 8 punktów. Zdecydowanie polecam! Adres redakcji – drogalegionisty@gmail.com. Autor prowadzi tez stronę internetową – www.drogalegionisty.pl . Pod tymi adresami dowiecie się wszystkiego, co należy. Miłej lektury!

che

Bałtyk Gdynia – Chemik Police

W zasadzie od początku tej rundy gramy mecze o pietruszkę. Tymczasem dla drużyny z Polic ten mecz był bardzo ważny, gdyż walczy o utrzymanie. W związku z tym przewidywałem „niespodziewaną” porażkę 0-1 no i po 4 minutach meczu był już mój wynik :mrgreen: .  Było nawet gorzej, jednakże Bałtyk doprowadził do remisu. Generalnie było 2-2 a gole dla nas strzelał niejaki Prusaczyk w 41 minucie i kto? No kto? Kudyba w 76! Trzeba gdzieś to zapisać złotymi zgłoskami. Na 4 kolejki przed końcem rozgrywek jesteśmy na 5 miejscu w tabeli. Awans do 3 ligi przypadnie chyba Błękitnym Stargard, zagrozić im jest w stanie już tylko Kotwica Kołobrzeg i byłoby fajnie, gdyby im się udało. Następny mecz to najbliższy w sezonie mecz wyjazdowy czyli Cartusia Kartuzy. Gramy tam w dzień dziecka o 15.00.

leg

Z życia wzięte

-No i stało się. Legijny „Sen o Warszawie” w podwójnej koronie spełnił się. Wprawdzie do końca rozgrywek ekstraklasy jeszcze zostały 3 kolejki, ale w naszych siermiężnych ligowych realiach niemożliwym jest, by ktoś odebrał Legii tytuł. Zwycięstwo z Lechem załatwiło sprawę. Później piłkarsko zapewne skończy się jak zwykle. Legia to obecnie kilku graczy na niezłym – na nasze polskie warunki – poziomie. Jej gwiazdami w tym sezonie był podstarzały imprezowicz Ljuboja i podstarzały schorowany Saganowski. To nie wróży jakiś wielkich sukcesów i zapewne batalia Legii o Ligę Mistrzów skończy się,  zanim dzieci po wakacjach udadzą się do szkoły… Szybkie opadnięcie z eliminacji LM, dwumecz w eliminacjach LE i spokój. Taki to scenariusz od kilku lat obowiązuje w tragicznych swych poziomem polskich drużynach. Potem totalna dominacja w polskiej lidze, w której co najwyżej Lech się postawi i tak być może na długie lata. No ale liga mistrzów to komercyjne, nudne gówno i specjalnie nie ma czego żałować, jedynie kasy, która znacząco by wzmocniła polską drużynę po dostaniu się do rozgrywek grupowych. Na całe szczęście w kibicowskiej lidze mistrzów Legia już jest dawno. Bez eliminacji. Na całe szczęście ta właśnie liga mnie tylko interesuje, więc wszystko jest OK 8-) .  Kibice mistrza Polski będą mieli ze 2-3 wycieczki pucharowe po Europie i przynajmniej ich formy możemy być pewni. Redakcja Wolnej Polski gratuluje Legii mistrza… na pewno nie przedwcześnie ;-) . Chciałem przypomnieć że Bałtyk też grywał w swoim czasie z Legią Warszawa w lidze – a co!!! Było to w czasach, gdy dopiero co przestały biegać  po ziemi dinozaury, nie było tabletów, laptopów i w ogóle internetu, a ludzie mimo to jakoś żyli! Klamrą spajającą tamte i obecne czasy zaś jest to, że tak samo wtedy jak i dzisiaj Polską rządzili skurwysyny, złodzieje i bandyci.

-Platformie spada! Z lekkim uśmiechem zażenowania oglądam „niezależne i obiektywne” badania opinii społecznej. Wszelkie ośrodki badań opinii społecznej to pożywka dla idiotów. Krańcowy przykład manipulacji stadem baranów, czyli po prostu społeczeństwem. Generalnie wynik „niezależnych badań” przeprowadzonych na „losowo wybranej grupie społecznej” zależny jest od tego, kto za takie badania płaci. Teraz podobno Platforma straciła parę punktów a PiS wysunął się na czoło rankingu popularności. Czego to dowodzi? Permanentnie niczego… nawet jeżeli to prawda. Do jakiś tam wyborów jeszcze ponad 2 lata i to, że w tej Chwili PiS przewodzi o 3 %,  czy też o tyle właśnie przegrywa nie ma żadnego znaczenia. Jednak taki sondaż jest przydatny np. dla platformy.  Otóż wystarczy ogłosić że PiS zdobył przewagę  kilkuprocentową, by zmobilizować elektorat PO i by wzrosła atmosfera niechęci wobec PiS-u („Kurde, oszołomy dojdą do władzy!” – przestraszy się plebs). Jak głosi słuszne powiedzenie „Gdyby wybory mogły cokolwiek zmienić, byłyby zakazane”, dlatego nie w jakichkolwiek wyborach czy wynikach sondażowych  upatrywałbym szansy na poprawę naszej przyszłości i rzeczywistości. Daleko bardziej przydatny byłaby grupa operacyjna w składzie: sędzia, kat, pluton egzekucyjny. Zgłaszam się na ochotnika do dowolnej, choć nie ukrywam, najchętniej pociągałbym za cyngiel :twisted: .

- W Wielkiej Brytanii przedstawiciel „pokojowo nastawionych” murzynów, który w 2003 roku przeszedł na ”miłujących bliźnich” islam zaszlachtował brytyjskiego żołnierza maczetą. Po czym, wraz z kolegą życzliwie pozowali ludziom do zdjęć robionych telefonami komórkowymi. Już nawet nie chcę tu wrzucać czarnuchom czy ciapatym, choć miałbym uproszczoną robotę dla potwierdzenia różnych rasistowskich tez…  Brytyjczycy jak i np. Francuzi, a po nich inne kraje już dawno zrobili sobie solidne kuku, ściągając kryminogenny kolorowy element ludzki w ilościach hurtowych do swych krajów. W ich państwach cywilizacja multi – kulti zaowocowała gettami pełnymi nierobów, rzezimieszków, bandytów i bab płodzących po 10-cioro dzieci w celu wiszenia na zasiłkach… To powoduje niekiedy frustrację i nienawiść białych ludzi do wszelkiego kolorowego lewactwa, co kończy się czasem drastycznie, jak np. w przypadku pana Breivika. Nawet specjalnie mi nie żal tego Angola. Sami sobie zgotowali ten los! Chcieli mieć tanią siłę roboczą, no to muszą się liczyć z tym, że czasem spadnie głowa tu i ówdzie. Co daję pod rozwagę rządzącym naszym krajem… Zatrzymajmy exodus kolorowego badziewia do naszego kraju póki jeszcze nie jest za późno!!!  Ale czy oni czytają mojego bloga 8-) ?

-Dzisiaj wieczorem nudy. Gówniany mecz piłkarski wewnątrzniemiecki na stadionie Wembley.  Wiem że ciężko będzie zrozumieć mnie niektórym fanom sportu, ale ten cyrk, jakim jest obecnie liga mistrzów nie ma według mnie wiele wspólnego z prawdziwym sportem (tak, wiem – powtarzam się). Przede wszystkim jaka to liga mistrzów, jeśli mistrz może być tylko jeden, a grają dwie drużyny niemieckie w finale? No ale to nie mój problem, i mimo ogólnej niechęci do tego beznadziejnego pseudo show pewnie i tak kątem oka zerknę czasami. Piłka to piłka, ale szkoda że tak ją zjebali, że tak bardzo oddaliła się od prawdziwego ducha sportu… Ja jednak o czym innym. Mecz się jeszcze nie rozpoczął, a mnie się już nim kilka razy rzygać chciało. Leci jakiś gówniane śniadanie przy kawie czy coś w tym stylu i debilny dziennikarzyna zadaje pytanie na temat wieczornego meczu jakiejś kretynce – „celebrytce” z polsatowskiego sitcomu, heh. „Jak pani sądzi, kto wygra?”, na co kretynka odpowiada „Mam nadzieję że NASZA Borussia”… jaka, kurwa, nasza? Chyba twoja, debilna bezmózga wywłoko! Nie wkurzałbym się tak bardzo, bo tępe babsko nie wie co mówi, ale takich określeń słyszałem więcej i już nie mogę wytrzymać. Szkopy zawsze będą szkopami, nasze trio piłkarskie wykonuje swoja pracę za grube pieniądze i dobrze. Ale żadna niemiecka drużyna nie będzie nigdy nasza, czy to takie ciężkie dla hołoty do zrozumienia??? „Nasza” to powinna być reprezentacja Polski, tymczasem tu już gracze z Dortmundu tak nie błyszczą i tym raczej powinniśmy się zająć, a na „nasz” finał ligi mistrzów to jeszcze trzeba będzie trochę poczekać. Jakieś 2653 lata :evil: .

Kotwica 003

Kotwica Kołobrzeg – Bałtyk Gdynia

Piękna pogoda, Bałtyk od dawna nie przegrywa, ciekawy wyjazd do niedawnej zgody – czego jeszcze chcieć więcej? Widać to było jednak zbyt mało, bo zbyt wielu kibiców Bałtyku na ten wyjazd  nie pojechało.  Do Kołobrzegu wybraliśmy się autami. Dojeżdżamy tuż przed początkiem meczu.  Równo z początkowym gwizdkiem sędziego rozpętała się ulewa. Trochę opornie szło nam wchodzenie na mecz, bo baba w kasie wbijała nasze pesele do kompa i drukowała bilety imienne – nie przyzwyczajeni do tego jesteśmy na kartofliskach 4 ligi…  Trochę sobie rozmawiamy z niedawnymi zgodowiczami z Kotwicy, atmosfera spokojna. Stadion w Kołobrzegu bardzo się zmienił od czasów naszych wizyt. Teraz to piękny, kameralny obiekt, w całości zadaszony – pozazdrościć… Bałtyk, mimo swej „wodnej” nazwy za bardzo w deszczu grać nie potrafi, bo nie grał nic zupełnie. Ogółem w Kołobrzegu na Kotwicy pojawiło się nas 20 osób. Z tego 15 było na trybunach, a 5 poza nimi. Tych co stali przy płocie i dzielnie dopingowali przez 5 minut, spisały psy. My zaś na trybunach nie dopingowaliśmy wcale. Kotwica uformowała młynek około 60 osób, poza tym ze 20 zakazowiczów stało za płotem. Trzeba przyznać, że w pierwszej połowie meczu bardzo ładnie dopingowali, w drugiej trochę gorzej, ale też spoko. Pozdrowili raz Stal Gorzów i wielokrotnie „pozdrowili” też Gwardię Koszalin. Nasi gracze nie oddali ani jednego celnego strzału w światło bramki przeciwnika i przegrali 0-3. Powrót szybki i spokojny. Jak dla mnie to właśnie Kotwa powinna awansować do 3 ligi z naszej grupy. 167 wyjazd zaliczony :twisted: .

młynek Kotwicy

piłkarze nic nie grali…

co widać na tablicy wyników…

ciekawostka – Karlino już nie całe w rodzinie Pogoni Szczecin

Bałtyk Gdynia – Energetyk Gryfino

Zanim napiszę o meczu z Energetykiem wspomnę, że w tygodniu tradycyjnie skompromitowaliśmy się w Pucharze Polski przegrywając z Bytovią II 0-1 w Bytowie. No ale to już norma, że w zmaganiach pucharowych ogrywają nas 5-ligowe wsiochy. Tymczasem w meczu ze słabym klubem z Gryfina Bałtyk był zdecydowanie lepszy i zasłużenie wygrał. Znów pewnym punktem był nasz egipski bramkarz i znów zawodziła skuteczność pod bramką gości. Jednakże zawodnik Wojciechowski strzelił 2 bramki – w 26 i w 51 minucie, a widziałem że w Koszalinie także się wyróżniał. Czyżby pyrrusowe zwycięstwa na finiszu ligi? Za tydzień zweryfikuje nas drużyna niedawnych przyjaciół, czyli Kotwica Kołobrzeg. Aspirują do awansu, z chęcią zobaczę czy i tam zachowamy czyste konto bramkowe. Z wydarzeń kibicowskich – przyjechała Cartusia Kartuzy wyjaśnić pewne kwestie. Skończyło się na tym, że od dziś nie są już naszym FC, po prostu nic nas z nimi już nie łączy. Krzyż na drogę!

11.06.1994 Gwardia Koszalin – Bałtyk Gdynia

Mecz na Gwardii był dla nas ostatnim w sezonie 93/94 i był już meczem o pietruszkę. My mieliśmy zapewnione utrzymanie w 2 lidze, a Gwardia spadek. Mimo to było pewne, że przyzwoicie się pokażemy, bo był to dla nas atrakcyjny i bardzo bliski wyjazd – w tamtym czasie znaczna większość wyjazdów to Dolny Śląsk albo Hanysewo…  Już dzień wcześniej nasz lęborski FC zaprosił na alkoholizację koleżków z Rumi i Szemuda. Impreza była bardzo wesoła, zakończona konkretną awanturą pod dyskoteką z jakimiś Niemcami i ochroną tejże. Powodem był nasz agresywny nacjonalizm i niechęć do obcych  8-) . Dyskoteki  w Lęborku odbywały się wtedy na terenie dzisiejszego kina „Fregata”. Rano, mocno skacowani spotkaliśmy się na lęborskim dworcu. Po chwili wsiedliśmy do pociągu, którym już trochę naszych jechało. Dojechaliśmy do Koszałkowa w 37 osób. Na dworcu już czekały na nas psy, które eskortowały nas pod stadion. Do meczu było jeszcze trochę czasu, więc rozsiedliśmy się w okolicach stadionu na Fałata i oddaliśmy drobnej alkoholizacji. Psy były w lekkim oddaleniu i zbytnio się nie wpieprzały. W końcu zobaczyliśmy kilkunastu typów z Gwardii zbliżających się do nas. Wstaliśmy do nich, zerwali się. Potem to powtórzyliśmy, a potem gdy było ich już więcej, poleciały jakieś kamienie, ale znów ich pogoniliśmy. Wtedy już interweniowały psy, zepchnęły nas pod stadion i stanęli koło nas. Gwardia tego dnia była bardzo słaba, nawet nie miała jak podejść do nas.  Jakiś czas przed meczem dojechał autokar z naszymi oraz kilka aut i razem, w całkiem już niezłej bandzie wbiliśmy się na sektor dla przyjezdnych. Było nas razem 110 osób. Wywiesiliśmy 4 dość duże flagi, w tym jedną Lecha Poznań, z którym wtedy była zgoda. Od strony ulicy czy sąsiedniego sektora co jakiś czas leciały w nas kamienie, odpowiadaliśmy tym samym. Psy zawinęły 2 osoby od nas. Zaczął się mecz. Nasi piłkarze „błysnęli” wakacyjną formą i do przerwy przegrywali 0-4. Wraz z Gwardią, której młynek był nieco mniejszy niż nasz cały czas wymienialiśmy „uprzejmości”. Mecz się skończył porażką 2-4 i mogliśmy wracać do domu. Pod dworcem psy puściły tych dwóch, co ich wcześniej zawinęli. Kilka godzin po meczu byliśmy już spokojnie u siebie. Był to zaledwie mój 25 wyjazd z Bałtykiem 8-) .

Gwardia-Bałtyk 002

Gwardia Koszalin – Bałtyk Gdynia

Wyjazd na Gwardię był dla nas ważny. Raz – że to 4 wyjazd tej wiosny, a dopiero pierwszy na  drużynę posiadającą normalnych kibiców, dwa – że blisko, trzy – że trzymają z sąsiadkami z Gdyni i w końcu cztery – że ostatnio tam byliśmy 11.06.1994 czyli zanim jeszcze się urodziło kilku kibiców obecnych dziś na wyjeździe :lol: . Dlatego tez następny opisywany przeze mnie wyjazd w kategorii wspomnienia będzie dotyczył tego z ’94, bo przecież większość z was, gówniarzy, go nie pamięta 8-) . Wróćmy jednak do dzisiejszego meczu. Deklaracje wyjazdowe składane przed tym meczem były solidne, zapowiadało się 50-60 osób, oczywiście było wiadomym, iż faktycznie tych ludzi będzie mniej… Zabrzmi to śmiesznie, ale z miejsca zbiórki odjechało autokarem 13 osób. Tego dnia Arka postanowiła zrobić nam kuku i w okolicach Wejherowa dopadli nasz autokar w 7 aut. Zatrzymali go i otoczyli, jednak skończyło się na kilku kopach w autobus, wjechały po paru sekundach psy i było po zabawie. Oczywiście cienko by z nami było w tym Wejherowie, gdyby doszło do konfrontacji… Autokar dojechał do kolejnego punktu zbiórki, gdzie dosiadła się reszta uczestników wycieczki. Solidnie prezentowała się zachodnia ściana FC Bałtyku  – były 4 osoby z Wejherowa, 5 z Luzina i 5 z Lęborka. W sumie do Koszalina pojechaliśmy w 34 osoby. Podczas trasy kontaktuje się z nami Gwardia. Najpierw mówią coś o spotkaniu na trasie, potem jednak chcą, by podbić do ich pubu na stadionie. Robimy to, autokar podjeżdża pod ich pub i staje, niestety staje też nasza eskorta psów i od razu wysiadają. Gwardia wybiega z pubu w ok 15 osób, podbijają do autokaru, niestety nie mamy możliwości aby z niego wysiąść. Po chwili psy ich przeganiają. Prawie pół godziny przed meczem jesteśmy już na trybunach, dołączyły 3 osoby które przyjechały autami i jest nas ogółem 37 osób na wyjeździe w Koszalinie. Wywieszamy 5 flag. Stadion Gwardii to jakaś koszmarna ruina, relikt minionej dawno epoki. Nic tam się nie zmieniło od 1994 roku. Kibice Gwardii zebrali się w około 60 osób, wywiesili  3 flagi i całkiem przyzwoicie dopingowali. Nam tego dnia wychodziło to raczej marnie. Chyba był z nimi Górnik Konin, bo wisiała ich flaga. W przerwie podrzucono nam zgrzewkę wody – dziękujemy. Piłkarze Gwardii to jakieś kaleki, nie dawali rady z naszymi piłkarzykami, no i proszę – wygraliśmy 1-0!!!! Strzeliliśmy gola po ponad 400 minutach niemocy. Dziwna ta Gwardia piłkarsko, bo jesienią przecież ograli nas w Gdyni jak chcieli – 3-0, no ale to nie nasz problem. Po meczu szczęśliwi piłkarze podziękowali nam za doping. Powrót sielankowy, z postojem na porządny obiad w zajeździe 8-) . Ja jestem po 18 w domu. Następny wyjazd równie ciekawy – Kołobrzeg!!!! Jadą wszyscy, kto nie jedzie ten śledź i pedofil!!!

gospodarze

my

rzut karny dla Bałtyku i gooooool!!!!

My – raz jeszcze!!! Co za banda!!!

Piłkarze po meczu dziękują za doping

bilecik

ns2

„Praca w Polsce dla Polaków”

1 maja odbyła się w naszej pięknej stolicy demonstracja pod hasłem „Praca w Polsce dla Polaków”. Wrzucam relację kolegi Ł. – redaktora strony www.drogalegionisty.pl, z jego tez stronki wrzucam kilka fotek – dziękuję bardzo! Niestety komputer coś mi zaczął wariować, poprzednią relacje musiałem wyrzucić, bo pojawiło mi się mnóstwo dziwnych znaków, zawiesiły się zdjęcia i takie tam… Najbardziej ubolewam nad tym, że poginęły mi komentarze, a było ich aż 6 do tego tematu :evil: . przykro mi i sorry. Może napiszecie jeszcze raz? przypominam, iż byłem zdziwiony, bo mi za młodu ruch nacjonalistyczny kojarzył się z prawicą, a tu hasła lewicowe na transparentach… Ale ja nadal będę używał krzyża celtyckiego, bo wiem, że to jednak w zamierzeniu jest prawica. Tylko nie u nas :-). relacja DL:

1 maja, godzina 14:00, Plac na Rozdrożu. Pod pomnikiem Romana Dmowskiego, w promieniach słońca zbierają się nacjonaliści, którzy przybyli na manifestację o nazwie „Praca w Polsce dla Polaków”. Rozwijane są banery, rozdawane flagi na kijach – czarne, symbolizujące noc, po której nadejdzie nowy świt… Nasz (Polski) świt, nie zaś „europejski”… Wielu uczestników na czarno, ciemne okulary przydają się też z tego powodu, że robi się istne lato… Klimat naprawdę bardzo dobry, jakość grupy robi wrażenie. Liczba demonstrantów to ok. 450 osób. Wśród nas goście zza granicy i wiele ekip AN z kraju, a także kibice Legii, którzy jak wiadomo też są w znacznej mierze nacjonalistami. Organizatorzy zadbali o nagłośnienie, zamontowane na dachu samochodu. Z tego powodu zarzucane hasła było słychać wśród wszystkich uczestników pochodu. Głównym było „Praca w Polsce dla Polaków”!

Wyruszyliśmy po jakichś 30-40 minutach, a punktem docelowym był Plac Konstytucji. Zanim tam doszliśmy czekała nas jednak ponad godzinna trasa przez centrum Warszawy, którą to trasę uczestnicy zeszłorocznej demo pamiętają. Podczas tej przeprawy skandujemy hasła dotyczące jakości życia w Polsce jak i przypominamy kim jesteśmy. Nie mogło zabraknąć pocisków w stronę komuny, która przywłaszczyła sobie dzień 1 maja. Spokojnie, odbijemy :-).

Przez znaczną część drogi prowokowała nas policjantka o wrednym ryju rodem z głębokiej prowincji. Gadała bzdury na tyle, że nawet jej kumpel (też pies) zwrócił jej uwagę. Upatrzyła sobie kilka osób i zaczepiała, a na ripostę odpowiadała tekstami typu „po chuj z psem gadasz?”… ciekawy przypadek psychiatryczny. Spięła się widać, że w ciepłą majówkę musiała biegać z wilczurem, ale myślę, że niepotrzebnie, bo jakoś nie sądzę by na taką dewotę czekał ciepły i miły dom… Wyglądała na taką, która jeśli może coś stworzyć to jedynie patologię w tym kraju, czym doskonale wpisała się w obraz naszych wrogów, przeciwko którym właśnie protestujemy, heh. Dodam, że nie chciała się wylegitymować, pewnie strasznie się bała (a zarzucała to innym).

Po drodze bez atrakcji, dość standardowo. Przechodnie zatrzymują się, słuchają co krzyczymy i czytają hasła na naszych transparentach. O to chodzi… Jak w zeszłym roku – zakończyliśmy na Placu Konstytucji, tak mile się wszystkim kojarzącemu. Tam przeczytane zostały przemówienia, polskich AN jak i białoruskich. Migawki z manifestacji były pokazywane w niektórych głównych stacjach telewizyjnych.

Cieszy, że wychodzimy na ulice z konkretnymi postulatami. Z pewnością jednym z naszych celów jest namówienie naszego narodu do walki o swoje prawa, nie tylko o (także ważną) pamięć historyczną. Wierzę, że spotkamy się kiedyś na wielotysięcznych strajkach związanych z sytuacją pracowniczą, a inicjatywa rozwinie się chociażby w podobny sposób co manifestacja 11 listopada.

Autonomiczni Nacjonaliści to nie jest prawica, stąd dziwić mogą niektórych hasła o walce z kapitalizmem, czy też hasła socjalne. Z pewnością poglądy wśród protestujących są różne, m.in. takie. Praca w Polsce dla Polaków! Stop umowom śmieciowym! Walka trwa!