Archiwum dla 27 marca 2013

po

Jedzie pociąg z daleka…

W dzisiejszych czasach podróżowanie koleją kojarzy mi się z perwersyjną udręką, ucieleśnieniem marzeń masochisty, któremu już nie wystarczają przyziemne tortury przypiekania na wolnym ogniu czy połykania drutu kolczastego. Niestety ja masochistą nie jestem, natomiast jestem zmuszony dość regularnie z usług PKP korzystać. Same ostatnie 4 tygodnie jeżdżenia koleją dostarczyło mi emocji, jakie zapewne całe życie nie są udziałem pasażera super szybkiej kolei japońskiej czy francuskiej TGV… Otóż właśnie 4 tygodnie temu, gdy wracałem strudzony pracą do domu, 10 km przed celem mej podróży pociąg stanął. Po 25 minutach stania na podrzędnej podlęborskiej stacji przyszedł kanar i z nonszalanckim uśmiechem oznajmił, że skład dalej nie pojedzie i że ma nas w dupie (no, dosłownie tego nie powiedział, ale taki był wydźwięk informacji). Było to po 23 w nocy, więc resztę dystansu musiałem pokonać zamówioną telefonicznie i niezbyt tanią taksówką. Kolejne traumatyczne przeżycie z udziałem polskiej kolei miało u mnie miejsce dzisiaj. Do stacji Gdynia Główna mój pociąg dojechał punktualnie i serdecznie zdziwiony przyjąłem to już za dobrą monetę, i nieomalże otumaniony radosnym uniesieniem rozmarzyłem się wizją punktualnego dotarcia do domu… Cios przyszedł nagle. Pociąg w Gdyni na dworcu stał… stał… czas nieubłaganie upływał, minęła już godzina odjazdu, a on nadal stał… Po kwadransie opóźnienia z megafonu dworcowego usłyszałem, że pociąg z przyczyn technicznych będzie stał aż do odwołania… i tyle. Potem z plotek pociągowych usłyszałem, że w pociągu mającym jechać w kierunku Zakopanego nastąpiło jakieś zwarcie gdy wyjeżdżał z bocznicy i niestety zapalił się przedział, a działo się to na moim torze, który został zablokowany. Powoli zacząłem się szykować do spędzenia noclegu w przedziale pociągowym, na szczęście awarię usunięto i z zaledwie 50-minutowym opóźnieniem dotarłem do domu. Opisałem tylko 2 przypadki z ostatniego czasu z moim udziałem, ale przecież cała polska kolej jest obecnie synonimem brudu, syfu, niepunktualności, złodziejstwa, olewania pasażerów, pluskiew grasujących milionami i wielu innych negatywnych skojarzeń. Agonalny stan kolei co rusz to wstrząsany i dobijany kolejnymi aferami i skandalami jest faktem znanym powszechnie. Pociągi na skutek zawodności przestarzałych maszyn i urządzeń wypadają czasami z torów, ¾ taboru leży i rdzewieje na bocznicach i czeka na naprawy, gdy w innych miejscach dzieją się dantejskie sceny z ludźmi chcącymi wrócić do domów np. z miejscowości turystycznych w trakcie sezonu… Ktoś inteligentny inaczej postanowił o zniesieniu szkół zawodowych sposobiących do pracy na kolei, i w tej chwili modlimy się o zdrowie ponad 50-letnich facetów pracujących w tym zawodzie, gdyż to ostatni fachowcy w branży kolejarskiej… Nie wychowaliśmy sobie wartościowych następców, praktycznie zaraz nie będzie miał kto prowadzić i naprawiać pociągów… jak farsa w tym temacie brzmi wiadomość, że kosztem wielu milionów złotych wyremontowano kilometry torów, by po 2 latach od tej gruntownej naprawy oznajmić, że kolej niebawem te połączenia zamyka…. Trochę przerobiłem znaną pioseneczkę dla dzieci, chyba oddaje prawdę:
Jedzie pociąg z daleka
Nikt na niego nie czeka
Bo pociąg pierdolony
Pięć godzin jest spóźniony.
Kiedyś mieliśmy najwięcej kilometrów połączeń kolejowych w Europie, a pewna babcia mi opowiadała, że według przyjazdu pociągu ustawiało się zegary… Dzisiaj pociąg z Warszawy do Gdańska jedzie 6 – 6,5 godziny, przed wojną jechał nieco ponad 5… Kto i w czyim interesie spowodował, że upadek kolei stał się nieuchronnym faktem? Komu zależało, żeby dziedzina, która na całym świecie jest jednym z priorytetów – transport – u nas spadała na psy? Czemu podzielono stabilną i dobrze funkcjonującą kolej państwową na ponad 30 spółek? Oczywiście każdą ze sztabem prezesów, sekretarek i mnóstwem biurokratów. Są to pytania teoretycznie bez odpowiedzi, a zarazem w praktyce każdy o IQ powyżej poziomu kozy, kaloryfera lub Joli Rutowicz tą odpowiedź zna lub jej się domyśla. Tym bardziej że te same pytania można zadać, a i odpowiedź zbliżoną uzyskamy gdy spytamy o inne upadające gałęzie polskiej gospodarki: stocznie, kopalnie, służbę zdrowia, pocztę, wojsko, policję itd. Itp. To antypolski rząd renegatów i zdrajców, pokolenie „magdalenki” i okrągłego stołu, ubecy, śmiecie i przestępcy wszelkiej maści, którzy rządzą naszym krajem są tego przyczyną. W ich interesie jest maksymalne upodlenie, zniszczenie a tym samym zaniżenie ceny polskich podmiotów gospodarczych… a następnie odsprzedanie ich za grosze obcemu kapitałowi. Jesteśmy przy kolei… jeszcze dziś polskiej kolei, która zapewne już niedługo przemieni się w Deutsche Bahn… „Dobry” niemiecki przewoźnik a zarazem ukryty (?) okupant przejmie kolejny kawałek naszego kraju, kolejną gałąź naszej gospodarki… Tak to jest niestety, gdy polski teoretycznie rząd w rzeczywistości reprezentuje interesy obcych mocarstw… Na dzień dzisiejszy, może drastycznie to zabrzmi, ale nie żyjemy w kraju niepodległym, a o suwerenności możemy tylko śnić. Och nie, panie aspirancie… niech pan, czytając te słowa nie wpisuje w notesie „kolejny nazista tworzy bloga”, „Zoologiczny antykomunista walczy z demokratycznie wybranym rządem”… i tak dalej. Domyślam się, że mnie czytacie i inwigilujecie… tak, panie aspirancie, radzę się wstrzymać z wysyłaniem po mnie swych piesków o 6.05 rano. Jeszcze wielu rzeczy nie ujawniłem, dopiero zaczynam ;-)… Kto wie, czy nie tworzę groźnej siatki przestępczej złożonej z tak radykalnych odszczepieńców jak prawicowcy, patrioci, kibice, nietolerancyjni heterycy, chrześcijanie … trzeba nas poznać bliżej… Oj poznacie poznacie… Będziemy tak blisko siebie – zapewniam! Jeno metr sznura nas będzie dzielił zawiązywany na konarze drzewa z jednej strony, a zaciskający się energicznie na szyjach zdrajców z drugiej… Zapłacicie za swe winy antypolskie sukinsyny… Do jutra ;-)

san

Polska – San Marino

Generalnie nie zajmuję się piłką nożną w wykonaniu kobiet, jednakże dziś poświęcę kilka strof naszym dzielnym dziewczynom… Otóż nie dalej jak wczoraj odniosły one wiekopomny sukces, wygrywając z reprezentacją San Marino. Ten sympatyczny kraj, zamieszkały przez 29.000 obywateli – czyli znacznie mniej niż np. mieszka w moim Lęborku, nie dał rady babom z reprezentacji Polski wizualnie tylko przypominającym mężczyzn… No cóż, parafrazując ks. Twardowskiego – śpieszmy się kochać zwycięstwa naszej kadry… tak rzadko przychodzą… Przed osobami w wieku emerytalnym stoi poważne zagrożenie nie doczekania kolejnej wiktorii naszych… wszelkiej maści statystycy wzięli się za wyliczanie naszych szans na awans do mistrzostw świata w Brazylii. Oczywiście one teoretycznie istnieją – tak samo jak istnieją szanse na to, że wygram „szóstkę” w totolotka, Jaruzelski przeprosi za swoje podłe życie pełne zła, a Grodzka zostanie Miss Polonia…. Co nie zmienia faktu, że wyjazd na Wembley czy do Kiszyniowa na pewno będzie pełen atrakcji… zapewnienie sobie tychże na szczęście zależy już od nas, a nie od panien przebranych w stroje reprezentacji Polski :-)…