Nie mogłem się doczekać 23 marca… W ten dzień przypadał pierwszy wiosenny wyjazd Bałtyku – do znienawidzonej przez nas Pogoni Szczecin… rezerw, ale zawsze coś ;-). Tymczasem jakiś wąsaty (zapewne) dziad ze Szczecina przysłał ponoć do klubu pismo, jakoby kibice Bałtyku byli niemile widziani w Szczecinie. Ktoś naprędce ukuł ideologię, jakoby kabaryny wypełnione psami czatowały na nas już na rogatkach Szczecina, ochrona nie dopuszczała nikogo w okolice stadionu, a płot boiska okalały jakieś kartony uniemożliwiające obejrzenie meczu. Do kompletu brakowało tylko informacji o skażeniu radioaktywnym ;-). Oczywiście błyskawicznie upadł temat wyjazdu autokarowego, potem odpadali chętni na wyjazd autem, aż nie został prawie nikt. Jednakże 2 kibiców naszego Bałtyku postanowiło jechać najwspanialszym środkiem transportu kibicowskiego, czyli pociągiem. Dawno już nie jechałem pociągiem na wyjazd, do tego chęć przeżycia przygody na atrakcyjnym terenie… i mnie namówili, choć byłem już nieco zniechęcony. Nie będzie mi jednak wąsaty dziad ze Szczecina życia układał :-). Po 7 rano w sobotę wsiadłem do pociągu zmierzającemu ku Szczecinowi. Nasz hiper mocny 3-osobowy skład stanowili przedstawiciele FC Karwiny, FC Rumia i zachodni bastion Bałtyku czyli FC Lębork ;-). Podróż przebiegała sprawnie, koledzy raczyli się wódką lubelską o smaku grejpfrutowym, natomiast ja jako początkujący abstynent spożywałem niesmaczne napoje niegazowane :-)…. W Szczecinie pęd ku taxi i za 20 zł lecimy w stronę bocznego stadionu Pogoni. Jesteśmy na miejscu… i cóż to? Jeden dyskretny radiowóz psów, kilku ochroniarzy i nic więcej?? Gdzie te kartony? Gdzie psy bezlitośnie egzekwujące zakaz? Gdzie spięci działacze? Ochrona bez żadnego stresu wręczyła nam darmowe bilety na mecz i wpuściła na stadion. Do depozytu oddaliśmy jedynie pół butelki wódki. Depozytem była hałda śniegu, więc wódka w depozycie się przyjemnie schłodziła ;-). Udaliśmy się na koniec sektora i zaczęliśmy rwany doping. Mecz zaczęliśmy oglądać w mniej więcej 30 minucie spotkania. Słychać nas było dobrze, piłkarze po meczu podziękowali nam za doping i przyjazd. Na trybunie (bo była tylko jedna) poza nami ok. 100 osób, w tym 2 w szalach Pogoni. Podczas meczu wpadło 2 konkretnie wyglądających typów, kuknęli na nas no i sobie poszli, bo grupka nasza była marna :-(. Na koniec meczu wybuchła mała awantura w naszym sektorze, gdyż byliśmy we dwójkę z M przekonani, że mecz wygraliśmy 1-0, gdy tymczasem pijany T utrzymywał, że był remis . Kłótnię rozstrzygnął kolega z Bałtyku, który przez telefon powiedział nam, że to pijany T miał rację. Widać picie gorzały poprawia percepcję i zaostrza jakość widzenia ;-). Przy okazji okazało się, że ja i M to prawdziwi hools, którzy mają wywalone na wynik :-). Co do samego meczu to nasi gracze na tle bardzo małoletnich graczy rezerw Pogoni zaprezentowali się nieźle. Nawet nie wiedziałem, że ciągle gra u nas Błażej Adamus, poznałem go :-). Dobrze bronił w naszej bramce Egipcjanin. Niestety nie wiedzieliśmy jak ma na imię, więc ja go nazwałem na swój użytek i zagrzewałem do boju imieniem Ahmed, M imieniem Osama, a pijany T używał obu tych imion naprzemiennie. Po meczu tą samą taxi co poprzednio jedziemy na dworzec. Tutaj jemy parszywe hot dogi (czas na wizytę Gessler i zrobienie tam kuchennej rewolucji he he) i wbijamy się w pociąg. Tutaj dzwoni do mnie chłopak z Gryfa Słupsk, ale i on gdy poznał naszą marną liczbę stracił zainteresowanie na zorganizowanie sobie wspólnego popołudnia. Tym samym powrót z meczu nad wyraz spokojny, już o 18 zakończyłem swój kolejny wyjazd….

Martwa natura z wódką grejpfrutową …

Dworzec Szczecin zdobyty!!!

Wiosenny mecz w zimowej scenerii…


To ci banda!!!

bilecik

Fajna grafa co?? A zdjęcie robione z bardzo daleka. Żegnaj Szczecinie, do zobaczenia za 2 lata w 2 lidze!!!!