Archiwum dla 24 marca 2013

ukr

Polska – Ukraina

Nie śpieszyło mi się specjalnie z opisywaniem ostatniego meczu kadry, gdyż mecze tejże stają się równie istotne, co zebranie koła gospodyń wiejskich w Pcimiu Dolnym czy bolesna obstrukcja Mariana W spod Ostrołęki po wypiciu 4 win owocowych… Pseudo – piłkarze pokazali nam jednak ważną rzecz. Otóż udowodnili nam, jak wielki upadek człowieczeństwa w obecnych czasach jest możliwy. Jak bardzo można zniżyć swą dumę i godność do poziomu rynsztoka. Najwyższy czas bić na alarm!!! Nażelowane pedzie grające w naszej kadrze za nic maja takie pojęcia jak honor, duma, patriotyzm, radosne podniecenie i skupienie związane z reprezentowaniem świętych barw naszego kraju. Nie interesuje ich fakt, że są oglądani przez miliony ludzi – starych wiernych kibiców, młodych chłopaków którzy marzą aby zostać piłkarzami, ludzi którzy przekładają pracę – jeśli mają na drugą zmianę – bo marzy im się radość po zwycięskim meczu. Tymczasem taki chuj, jak Batorego komin. Piłkarze zlekceważyli kompletnie wszystkich. Niestety nie można ich indolencji piłkarskiej uzasadnić ogólnie słabym poziomem, jak to robimy w przypadku Bałtyku Gdynia na przykład. Nie można, gdyż ci sami ludzie kilka dni wcześniej, a potem kilka dni później coraz lepiej radzą sobie w renomowanych ligach zachodnich – niemieckiej, francuskiej, angielskiej, włoskiej czy rosyjskiej. Pedzie z kadry zanim zrobią wślizg by odebrać piłkę, zanim wsadzą głowę tam, gdzie inni boją się wsadzić nogę (kiedyś tak mówiono o Szarmachu) najpierw dokładnie wszystko przeliczą i uznają, że im się nie opłaca. Wszak mecz kadry to tylko jakiś herb z orłem na piersi, jakiś hymn Polski, jakieś marne 10 milionów ludzi przed telewizorami… Nie warto szaleć. Tymczasem w sejfie domowym jest schowany lukratywny kontrakt – z Borussią, Southampton czy innym AC Milan. Nie warto się przemęczać, bo można naciągnąć, albo co gorsza zerwać Achillesa. Nie warto ryzykować, by nie uszkodzić łękotki. Pan niemiecki dobry, da euro i to dużo, ale nie za darmo. Pan przeboleje kontuzję odniesioną w meczu ligowym, ale na jakiejś kadrze Polaczków?? Może nerwowo nie zdzierżyć i kasa się urwie… To takie proste… A tymczasem pismaki zachodzą w głowę, jak to jest że nasze trio z Borussii tak pięknie gra ku chwale mistrza Niemiec, a na kadrze dupa, że taki Boruc w kilka tygodni stał się bohaterem Southampton, a u nas w kadrze puszcza wszystko co leci w bramkę, że taki Glik jest ostoją obrony AC Torino, a w kadrze napastnicy drużyny przeciwnej pędzą jego strona niczym mercedes niemiecką autostradą… Dalej wymieniać? Obecnie stosunek do kadry mam całkowicie obojętny, choć mam nadzieję że zaliczę jakiś fajny wyjazd kadrowy… ale to już nie na piłkę. Sytuacja jest dobra, bo kadro – debilki wymalowane na biało – czerwono, wszelkiej maści Janusze w kapeluszach i pióropuszach, nie umiejący kompletnie śpiewać ani dopingować kadrę sobie zaraz odpuszczą. Oni chodzą tylko, gdy liczą na zwycięstwo. Czas pojechać dobrą bandą na wyjazd, naszej pożal się Boże kadry i porządnie się zabawić… Bo żeby dobrze się zabawić… kto oglądał Mirka Bakę w „Prywatnym mieście”, ten wie ;-). A pedzie?? Ktoś niedługo okopie wam ryje za brak szacunku dla polskich barw, zobaczycie pastuchy…

063

Pogoń II Szczecin – Bałtyk Gdynia

Nie mogłem się doczekać 23 marca… W ten dzień przypadał pierwszy wiosenny wyjazd Bałtyku – do znienawidzonej przez nas Pogoni Szczecin… rezerw, ale zawsze coś ;-). Tymczasem jakiś wąsaty (zapewne) dziad ze Szczecina przysłał ponoć do klubu pismo, jakoby kibice Bałtyku byli niemile widziani w Szczecinie. Ktoś naprędce ukuł ideologię, jakoby kabaryny wypełnione psami czatowały na nas już na rogatkach Szczecina, ochrona nie dopuszczała nikogo w okolice stadionu, a płot boiska okalały jakieś kartony uniemożliwiające obejrzenie meczu. Do kompletu brakowało tylko informacji o skażeniu radioaktywnym ;-). Oczywiście błyskawicznie upadł temat wyjazdu autokarowego, potem odpadali chętni na wyjazd autem, aż nie został prawie nikt. Jednakże 2 kibiców naszego Bałtyku postanowiło jechać najwspanialszym środkiem transportu kibicowskiego, czyli pociągiem. Dawno już nie jechałem pociągiem na wyjazd, do tego chęć przeżycia przygody na atrakcyjnym terenie… i mnie namówili, choć byłem już nieco zniechęcony. Nie będzie mi jednak wąsaty dziad ze Szczecina życia układał :-). Po 7 rano w sobotę wsiadłem do pociągu zmierzającemu ku Szczecinowi. Nasz hiper mocny 3-osobowy skład stanowili przedstawiciele FC Karwiny, FC Rumia i zachodni bastion Bałtyku czyli FC Lębork ;-). Podróż przebiegała sprawnie, koledzy raczyli się wódką lubelską o smaku grejpfrutowym, natomiast ja jako początkujący abstynent spożywałem niesmaczne napoje niegazowane :-)…. W Szczecinie pęd ku taxi i za 20 zł lecimy w stronę bocznego stadionu Pogoni. Jesteśmy na miejscu… i cóż to? Jeden dyskretny radiowóz psów, kilku ochroniarzy i nic więcej?? Gdzie te kartony? Gdzie psy bezlitośnie egzekwujące zakaz? Gdzie spięci działacze? Ochrona bez żadnego stresu wręczyła nam darmowe bilety na mecz i wpuściła na stadion. Do depozytu oddaliśmy jedynie pół butelki wódki. Depozytem była hałda śniegu, więc wódka w depozycie się przyjemnie schłodziła ;-). Udaliśmy się na koniec sektora i zaczęliśmy rwany doping. Mecz zaczęliśmy oglądać w mniej więcej 30 minucie spotkania. Słychać nas było dobrze, piłkarze po meczu podziękowali nam za doping i przyjazd. Na trybunie (bo była tylko jedna) poza nami ok. 100 osób, w tym 2 w szalach Pogoni. Podczas meczu wpadło 2 konkretnie wyglądających typów, kuknęli na nas no i sobie poszli, bo grupka nasza była marna :-(. Na koniec meczu wybuchła mała awantura w naszym sektorze, gdyż byliśmy we dwójkę z M przekonani, że mecz wygraliśmy 1-0, gdy tymczasem pijany T utrzymywał, że był remis . Kłótnię rozstrzygnął kolega z Bałtyku, który przez telefon powiedział nam, że to pijany T miał rację. Widać picie gorzały poprawia percepcję i zaostrza jakość widzenia ;-). Przy okazji okazało się, że ja i M to prawdziwi hools, którzy mają wywalone na wynik :-). Co do samego meczu to nasi gracze na tle bardzo małoletnich graczy rezerw Pogoni zaprezentowali się nieźle. Nawet nie wiedziałem, że ciągle gra u nas Błażej Adamus, poznałem go :-). Dobrze bronił w naszej bramce Egipcjanin. Niestety nie wiedzieliśmy jak ma na imię, więc ja go nazwałem na swój użytek i zagrzewałem do boju imieniem Ahmed, M imieniem Osama, a pijany T używał obu tych imion naprzemiennie. Po meczu tą samą taxi co poprzednio jedziemy na dworzec. Tutaj jemy parszywe hot dogi (czas na wizytę Gessler i zrobienie tam kuchennej rewolucji he he) i wbijamy się w pociąg. Tutaj dzwoni do mnie chłopak z Gryfa Słupsk, ale i on gdy poznał naszą marną liczbę stracił zainteresowanie na zorganizowanie sobie wspólnego popołudnia. Tym samym powrót z meczu nad wyraz spokojny, już o 18 zakończyłem swój kolejny wyjazd….

Martwa natura z wódką grejpfrutową …

Dworzec Szczecin zdobyty!!!

Wiosenny mecz w zimowej scenerii…


To ci banda!!!

bilecik

Fajna grafa co?? A zdjęcie robione z bardzo daleka. Żegnaj Szczecinie, do zobaczenia za 2 lata w 2 lidze!!!!