Archiwum dla 12 marca 2013

dym

Dym póki co czarny

115 kardynałów wybiera Papieża. Trudno o tym nie wiedzieć, bo trąbi się o tym na okrągło… media mają pożywkę. Na ogół w temacie kościoła szukają sensacji w postaci księdza – pedofila czy księdza jeżdżącego maybachem. Temat wyboru papieża nie jest tak nośny, ale coś się da ugrać… przewidywania – kursy nieomalże bukmacherskie, kto będzie następcą Benedykta XVI, plotki, sensacje, reakcje ludzi na placu… Trochę mało „krwi” jak dla TVN czy innego ścierwa, ale jakaś tam ramówka leci. Mi się spodobał tylko tekst jednej babci na pytanie o papieża – „nieważne jaki będzie, byle nie był czarny, bo to koniec świata nastąpi” ;-) … Póki co, jak widać na zdjęciu – dym jest czarny, nowego papieża jeszcze nie znamy…

Do roboty!

Poniedziałek, godzina 3.30. Bolesny dźwięk alarmu telefonicznego porusza moje ciało i umysł. W paroksyzmie bólu psychicznego otwieram oczy i z ciężkim westchnieniem wstaję, choć to środek nocy. Wiem, co oznacza ten dźwięk, ten sygnał tak podle budzący mnie ze snu:  Do roboty!!!! Na szczęście ta nieprzyjemna godzina pobudki dotyczy mnie tylko w poniedziałki, w pozostałe dni tygodnia budzę się dopiero o 6.30 … Ubieram się, myję ząbki, zakładam swój tobołek na plecy, w rękę biorę laptopa i wyruszam ku swemu przeznaczeniu… jest nim duże miasto w środkowej części Polski, w którym to obecnie pracuję. Pracuję, tyram czy haruję – nazewnictwo dowolne. Gdybym jednak miał określić swój cel podróży, nie powiedziałbym, że jadę DO PRACY… Powiedziałbym, że jadę DO ROBOTY… Skąd ten niuans – różnica w nazwie i czemu jest dla mnie istotna? Wyobrażam sobie, że praca to miejsce, gdzie spełnia się swoje marzenia i ambicje zawodowe. Że pracuje się po to, aby w miarę godnie żyć i utrzymać swoją rodzinę. Aby poza chlebem i wodą można było czasem pozwolić sobie na nieco więcej… Nie wiem, banały piszę, ale może wspólne wyjście z babą do kina lub restauracji… wyjazd z dziećmi na wczasy… zakup nowej książki, butelki porządnej whisky czy sukienki dla kobiety – nie wiem, czegokolwiek…. Może być też zakup nowoczesnego wibratora trzybiegowego,  kucyka lub biletu na koncert Maryli Rodowicz – różne są gusta i perwersje ;-). Najważniejszy jest jednak luz psychiczny – bo stres zabija. Świadomość wypłacalności, ekonomicznej niezależności, w miarę spokojnego bieżącego zapewnienia bytu sobie i swojej rodzinie jest nie do przecenienia. Tymczasem żyjemy w Polsce… W kraju, gdzie spośród obywateli w wieku produkcyjnym DO PRACY jeździ może z 10, no max 20% ludzi… reszta jeździ DO ROBOTY. Znakomita większość pracuje po to, by przeżyć. Zapierdala niewolniczo cały miesiąc w jakimś zasranym sklepie, w biurze czy na budowie po to tylko, by nie zdechnąć z głodu. Po to, by starczyło na czynsz, prąd, ratę w banku i przeżycie na minimalnym poziomie człowieczeństwa. Za 160 godzin tyrania dostaje się najczęściej najniższą krajową – zdaje się że obecnie na rękę 1156 zł. Często jednak jest jeszcze gorzej – ludzie pracują jeszcze więcej godzin miesięcznie na jakiś śmieciowych umowach lub wręcz na czarno. Nie jest to wszystko jednak winą chciwych i krwiożerczych pracodawców… Oni tez mają przerąbane we własnym kraju… Patetycznie obiecane „zielone światło” dla firm i przedsiębiorców do dziś nie zostało włączone. Aby założyć firmę nadal należy się przebić przez gąszcz biurokracji, zezwoleń, łapówek… Aby tą firmę utrzymać, należy się liczyć z atakami wszelkiej maści biurokratów, Urzędu Skarbowego, fiskusa który domaga się krwawych danin z comiesięcznych dochodów… Pod względem przyjazności państwa dla firm i prywatnych obywateli zajmujemy miejsce na szarym końcu świata – daleko za wszelką cywilizacją, coś między Ugandą a Nikaraguą . Co powoduje, że nasz kraj – jego rząd – zachowuje się jakby nienawidził swych obywateli? Jakby świadomie działał przeciwko nim? Co siedzi w głowach ekipy rządzącej, że ciągle kombinuje, jakby tu jeszcze bardziej nas znękać i zniewolić? Kolejne miesiące rządzenia ekipy PO i ich przydupasów, to kolejne „dokręcanie śruby”, kolejne podwyższanie podatków i ustanawianie nowych, kolejne bariery biurokratyczne i legislacyjne. Kim są mocodawcy naszego sejmu, że z taką zajadłością każą mu niszczyć Polskę i Polaków od strony gospodarczej, ekonomicznej, patriotycznej i wszystkich innych? Czy rozkazy, wskazówki i dyrektywy płyną z Brukseli, Berlina, Moskwy czy Tel avivu??? Może z każdej po trochu? Czy ten rząd, to jeszcze polski rząd, czy już tylko przedstawicielstwo obcego narodu? Żyjemy w czasach walki o przetrwanie, o niepodległość i suwerenność naszego kraju. Ludzie pracujący i ich warunki życia to tylko fragment całości, wierzchołek góry lodowej. W tym kraju leży prawie wszystko – ZUS i ich klienci, czyli emeryci i renciści. Służba zdrowia. Szkolnictwo. Sport. Media czyli telewizja, radio i internet. Transport i komunikacja. Budownictwo i inwestycje. Wolny rynek. No i przede wszystkim wolność… Naszym krajem rządzą służby specjalne, pogrobowcy PZPR-u mają na swych usługach państwową milicję, jak zawsze chętną bronić karmiącego ją pana – no w końcu to zwykłe psy łańcuchowe. Długo by jeszcze wymieniać…. Zmiana kolejna ekipy rządzącej chyba wiele nie zmieni. Tu trzeba szukać rozwiązań radykalnych. Zdrajców powiesić, winnych ukarać. Potem przywrócić normalność… To długi i ciężki proces, tym bardziej że neo – POstkomuna wychowała sobie stado lemingów, w znakomitej większości niezdolnych do samodzielnego myślenia, działania… To temat na wiele artykułów, będę miał o czym pisać… idę spać, bo jutro rano – znów –  DO ROBOTY…

PS: napis nad bramą obozu w Oświęcimiu – Arbeit macht frei – wcale nie odpowiada prawdzie. Można pracować i pracować do usranej śmierci, ale to wcale nie znaczy, że po tej pracy będzie się wolnym… Wolność trzeba sobie wywalczyć… najwyższy czas zaczynać…

 

Malkontent